Neville Watson – The Midnight Orchard
Paweł Gzyl:

Soundtrackowe wspomnienie pierwotnego rave’u.

The Good, The Bad & The Queen – Merrie Land: Dwugłos
Redakcja:

Anglia tonie. Anglia odpływa.

Unknown Landscapes Vol. 6 – Mixed & Selected By Lewis Fautzi
Paweł Gzyl:

Mocno, hipnotycznie i… przewidywalnie.

Teo Olter – Mirów
Jarek Szczęsny:

Strefa komfortu.

John Tejada – Live Rytm Trax
Paweł Gzyl:

Jak brzmi muzyka amerykańskiego producenta na żywo?

Various Artists – Pop Ambient 2019
Paweł Gzyl:

Soundtrack do przejścia jesieni w zimę.

Slam – Athenaeum 101
Paweł Gzyl:

Godzinna podróż przez historię elektroniki.

Vril ‎– Anima Mundi
Ania Pietrzak:

Orbitowanie bez cukru.

Wolność – Outlines
Jarek Szczęsny:

Skład marzenie.

Chrissy – Resilience
Paweł Gzyl:

Rave dla muzycznych erudytów.

Jacek Sienkiewicz – On And On
Paweł Gzyl:

Twarde bity i kosmiczna elektronika.

Black Sea Dahu – White Creatures
Łukasz Komła:

Silny uścisk szczerego debiutu!

Rings Around Saturn – Rings Around Saturn
Paweł Gzyl:

Stylowe techno i electro z Antypodów.

Kelly Moran – Ultraviolet
Jarek Szczęsny:

Po nitce na księżyc.



Ifriqiyya Electrique

Mroczny trans wydobywający się z wnętrza pustynnych wydm Tunezji.

Ifriqiyya Electrique powstał na południu Tunezji, na obszarze pustyni Djerid. W tamtym rejonie świata życie lokalnych mieszkańców koncentruje się choćby na rytuale Bangi, w trakcie którego obywa się tzw. adorcyzm, czyli przyjmowanie, a nie wypędzanie ducha. Tytuł płyty „Rûwâhîne” (26.05.2017 | Glitterbeat) właśnie odnosi się do jednego z imion takiego ducha. Banga jest też swoistą tradycją muzyczną opartą na rytmie i wielogłosowych partiach śpiewanych w dosyć szybkim tempie.

To, co członkowie Ifriqiyya Electrique (prześledzicie skład tego zespołu) robią z tradycyjnym obrzędem przechodzi najśmielsze oczekiwania, a mianowicie łączą elektronikę i przesterowane gitary z postindustrialnym jazgotem (głównie w obrębie gitar i perkusji). Mieszanie stylistyk to z całą pewnością znak rozpoznawczy tej grupy. Robią to w bardzo zaskakujący sposób. Wyobraźcie sobie wielogłosowość (na styku wpływów afrykańskich i arabskich), polirytmiczną sekcję, lekko funkującą post-metalową gitarę z domieszką noise’u, scratchu i elektroniki. Można? Oj, tak!

Naprawdę nie trzeba aplikować wspomagaczy, by uczestniczyć w ekstatycznym transie. Chociażby utwór „Lavo – Baba Marzug – Sidi Saad – Allah” spełnia rolę takiego rytualnego przejścia do muzycznego świata obłędu. Odniosłem wrażenie, jakby gitarowe riffy Rammsteina napędzał afrobeat. W kompozycji „Arrah arrah abbaina – Bahari – Tenouiba” z kolei słychać echa gotyckiego grania (Fading Colours, Diary of Dreams, Lacrimosa) w zestawieniu z plemiennym szaleństwem rytmu i śpiewu. „Qaadrii – Salaam Alaik – Massarh” zbliża się do krautrocka Can, zaś awangarda Tuxedomoon daje znać o sobie w „Zuru el Haadi – El Maduulaa – Maaluuma”.

Materiał z „Rûwâhîne” skutecznie zakopał w piaskach tunezyjskiej pustyni banalne odczytywanie tradycji.

 

Strona Facebook Ifriqiyya Electrique »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. szbe

    Nie ma co za dużo gadać, trzeba posłuchać – jedna z najlepszych płyt 2017!

Kto linkował?

  1. Błotnisty Mix na Błotną Ligę Mistrzów – Korycin 2018 – Płyty (nie)słuchane