MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Cid Rim – Material
Krystian Zakrzewski:

Per(c)fect!

Ifriqiyya Electrique

Mroczny trans wydobywający się z wnętrza pustynnych wydm Tunezji.

Ifriqiyya Electrique powstał na południu Tunezji, na obszarze pustyni Djerid. W tamtym rejonie świata życie lokalnych mieszkańców koncentruje się choćby na rytuale Bangi, w trakcie którego obywa się tzw. adorcyzm, czyli przyjmowanie, a nie wypędzanie ducha. Tytuł płyty „Rûwâhîne” (26.05.2017 | Glitterbeat) właśnie odnosi się do jednego z imion takiego ducha. Banga jest też swoistą tradycją muzyczną opartą na rytmie i wielogłosowych partiach śpiewanych w dosyć szybkim tempie.

To, co członkowie Ifriqiyya Electrique (prześledzicie skład tego zespołu) robią z tradycyjnym obrzędem przechodzi najśmielsze oczekiwania, a mianowicie łączą elektronikę i przesterowane gitary z postindustrialnym jazgotem (głównie w obrębie gitar i perkusji). Mieszanie stylistyk to z całą pewnością znak rozpoznawczy tej grupy. Robią to w bardzo zaskakujący sposób. Wyobraźcie sobie wielogłosowość (na styku wpływów afrykańskich i arabskich), polirytmiczną sekcję, lekko funkującą post-metalową gitarę z domieszką noise’u, scratchu i elektroniki. Można? Oj, tak!

Naprawdę nie trzeba aplikować wspomagaczy, by uczestniczyć w ekstatycznym transie. Chociażby utwór „Lavo – Baba Marzug – Sidi Saad – Allah” spełnia rolę takiego rytualnego przejścia do muzycznego świata obłędu. Odniosłem wrażenie, jakby gitarowe riffy Rammsteina napędzał afrobeat. W kompozycji „Arrah arrah abbaina – Bahari – Tenouiba” z kolei słychać echa gotyckiego grania (Fading Colours, Diary of Dreams, Lacrimosa) w zestawieniu z plemiennym szaleństwem rytmu i śpiewu. „Qaadrii – Salaam Alaik – Massarh” zbliża się do krautrocka Can, zaś awangarda Tuxedomoon daje znać o sobie w „Zuru el Haadi – El Maduulaa – Maaluuma”.

Materiał z „Rûwâhîne” skutecznie zakopał w piaskach tunezyjskiej pustyni banalne odczytywanie tradycji.

 

Strona Facebook Ifriqiyya Electrique »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze