Siavash Amini – Serus
Jarek Szczęsny:

Pływanie w stanie półsnu.

Foghorn – Thanatos
Jarek Szczęsny:

Album wysokooktanowy.

Subjected – Pictures From The Aftermath
Paweł Gzyl:

Ambientowa afirmacja życia i miłości.

Billy Woods And Kenny Segal – Hiding Places
Jarek Szczęsny:

Ciężki i ponury.

Ellen Arkbro – Chords
Paweł Gzyl:

Filozofia czystego akordu.

BNNT is Patrick Higgins – Multiversion #1
Jarek Szczęsny:

Część pierwsza.

Opla – Obertasy
Jarek Szczęsny:

Modernizacja polskiej wsi.

Zguba – Potwarz
Jarek Szczęsny:

Zagadkowa umysłowość.

Erith – Speed of Light
Przemysław Solski:

Niebanalny styl, kosmiczna muzyka, swoboda na scenie, tak w kilku słowach można określić nowe zjawisko na polskim rynku.

Øyvind Torvund – The Exotica Album
Łukasz Komła:

W egzotycznym zwierciadle.

Sciahri – Double-Edged
Paweł Gzyl:

Plemienny minimal.

Various Artists – ePM Selected Vol. 7
Paweł Gzyl:

Dziesięć house’owych sztosów.

Dren – Time And Form
Paweł Gzyl:

Black metal przekuty na nowoczesną elektronikę.

Dots (Uwe Schmidt) – Dots
Ania Pietrzak:

Śladami czarów w kosmicznej otchłani.



Ifriqiyya Electrique

Mroczny trans wydobywający się z wnętrza pustynnych wydm Tunezji.

Ifriqiyya Electrique powstał na południu Tunezji, na obszarze pustyni Djerid. W tamtym rejonie świata życie lokalnych mieszkańców koncentruje się choćby na rytuale Bangi, w trakcie którego obywa się tzw. adorcyzm, czyli przyjmowanie, a nie wypędzanie ducha. Tytuł płyty „Rûwâhîne” (26.05.2017 | Glitterbeat) właśnie odnosi się do jednego z imion takiego ducha. Banga jest też swoistą tradycją muzyczną opartą na rytmie i wielogłosowych partiach śpiewanych w dosyć szybkim tempie.

To, co członkowie Ifriqiyya Electrique (prześledzicie skład tego zespołu) robią z tradycyjnym obrzędem przechodzi najśmielsze oczekiwania, a mianowicie łączą elektronikę i przesterowane gitary z postindustrialnym jazgotem (głównie w obrębie gitar i perkusji). Mieszanie stylistyk to z całą pewnością znak rozpoznawczy tej grupy. Robią to w bardzo zaskakujący sposób. Wyobraźcie sobie wielogłosowość (na styku wpływów afrykańskich i arabskich), polirytmiczną sekcję, lekko funkującą post-metalową gitarę z domieszką noise’u, scratchu i elektroniki. Można? Oj, tak!

Naprawdę nie trzeba aplikować wspomagaczy, by uczestniczyć w ekstatycznym transie. Chociażby utwór „Lavo – Baba Marzug – Sidi Saad – Allah” spełnia rolę takiego rytualnego przejścia do muzycznego świata obłędu. Odniosłem wrażenie, jakby gitarowe riffy Rammsteina napędzał afrobeat. W kompozycji „Arrah arrah abbaina – Bahari – Tenouiba” z kolei słychać echa gotyckiego grania (Fading Colours, Diary of Dreams, Lacrimosa) w zestawieniu z plemiennym szaleństwem rytmu i śpiewu. „Qaadrii – Salaam Alaik – Massarh” zbliża się do krautrocka Can, zaś awangarda Tuxedomoon daje znać o sobie w „Zuru el Haadi – El Maduulaa – Maaluuma”.

Materiał z „Rûwâhîne” skutecznie zakopał w piaskach tunezyjskiej pustyni banalne odczytywanie tradycji.

 

Strona Facebook Ifriqiyya Electrique »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. szbe

    Nie ma co za dużo gadać, trzeba posłuchać – jedna z najlepszych płyt 2017!

Kto linkował?

  1. Błotnisty Mix na Błotną Ligę Mistrzów – Korycin 2018 – Płyty (nie)słuchane