Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.



Ifriqiyya Electrique

Mroczny trans wydobywający się z wnętrza pustynnych wydm Tunezji.

Ifriqiyya Electrique powstał na południu Tunezji, na obszarze pustyni Djerid. W tamtym rejonie świata życie lokalnych mieszkańców koncentruje się choćby na rytuale Bangi, w trakcie którego obywa się tzw. adorcyzm, czyli przyjmowanie, a nie wypędzanie ducha. Tytuł płyty „Rûwâhîne” (26.05.2017 | Glitterbeat) właśnie odnosi się do jednego z imion takiego ducha. Banga jest też swoistą tradycją muzyczną opartą na rytmie i wielogłosowych partiach śpiewanych w dosyć szybkim tempie.

To, co członkowie Ifriqiyya Electrique (prześledzicie skład tego zespołu) robią z tradycyjnym obrzędem przechodzi najśmielsze oczekiwania, a mianowicie łączą elektronikę i przesterowane gitary z postindustrialnym jazgotem (głównie w obrębie gitar i perkusji). Mieszanie stylistyk to z całą pewnością znak rozpoznawczy tej grupy. Robią to w bardzo zaskakujący sposób. Wyobraźcie sobie wielogłosowość (na styku wpływów afrykańskich i arabskich), polirytmiczną sekcję, lekko funkującą post-metalową gitarę z domieszką noise’u, scratchu i elektroniki. Można? Oj, tak!

Naprawdę nie trzeba aplikować wspomagaczy, by uczestniczyć w ekstatycznym transie. Chociażby utwór „Lavo – Baba Marzug – Sidi Saad – Allah” spełnia rolę takiego rytualnego przejścia do muzycznego świata obłędu. Odniosłem wrażenie, jakby gitarowe riffy Rammsteina napędzał afrobeat. W kompozycji „Arrah arrah abbaina – Bahari – Tenouiba” z kolei słychać echa gotyckiego grania (Fading Colours, Diary of Dreams, Lacrimosa) w zestawieniu z plemiennym szaleństwem rytmu i śpiewu. „Qaadrii – Salaam Alaik – Massarh” zbliża się do krautrocka Can, zaś awangarda Tuxedomoon daje znać o sobie w „Zuru el Haadi – El Maduulaa – Maaluuma”.

Materiał z „Rûwâhîne” skutecznie zakopał w piaskach tunezyjskiej pustyni banalne odczytywanie tradycji.

 

Strona Facebook Ifriqiyya Electrique »Strona Glitterbeat »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 3

  1. szbe

    Nie ma co za dużo gadać, trzeba posłuchać – jedna z najlepszych płyt 2017!

Kto linkował?

  1. Błotnisty Mix na Błotną Ligę Mistrzów – Korycin 2018 – Płyty (nie)słuchane