Amandra – Dame De Bahia
Paweł Gzyl:

Francuz w Warszawie.

MIN t „Assemblage” LP
Kasia Zmora:

Urzekający muzyczny paczwork w wykonaniu MIN t.

Elsa Hewitt – Peng Variations (+„Cameras From Mars” i „DUM SPIRO SPERO”).
Ania Pietrzak:

„Przekręt” doskonały.

Damon Wild – Cosmic Path
Paweł Gzyl:

Function spłaca dług wobec swego mentora.

Arno E. Mathieu – Circumstances Of Chaos
Paweł Gzyl:

Deep house z dużym rozmachem.

The Gentleman Losers – Permanently Midnight
Jarek Szczęsny:

Dżentelmeni z Helsinek.

Sampa the Great – Birds and the BEE9
Jarek Szczęsny:

Kandydatka do tronu.

Franck Vigroux – „Barricades”
Mateusz Piżyński:

Industrialny soundtrack końca monumentalnej cywilizacji.

Various Artists – Spheres
Paweł Gzyl:

Sex! Horror! Vampire!

Various Artists – Momentum (Ten Years of Token)
Paweł Gzyl:

Pełna identyfikacja.

Hati & Mazzoll – Teruah
Łukasz Komła:

Pigułka na transcendencję.

J.G. Biberkopf – Fountain of Meaning EP
Krystian Zakrzewski:

Wehikuł czasu w lustrze wody.

Anthony Linell – Layers Of Reality EP
Krystian Zakrzewski:

Szorstkie.

Ceramic TL & Ipek Gorgun – Perfect Lung
Paweł Gzyl:

Newage’owe medytacje w nowoczesnej wersji.

Open Source Art Festival 2017 – relacja

Intymność w świetle i ciemności – OSA 2017 !

W tym roku 7. edycja sopockiego Open Source Art Festival była dedykowana dwóm pojęciom, jakże ważnym w świecie muzyki elektronicznej, czyli światłu i ciemności. OSA od zawsze stawia na przeróżne projekty z pogranicza sztuki audiowizualnej oraz instalacji dźwiękowych. Te formy były prezentowane w Teatrze na Plaży, gdzie można było w ciągu dnia przyjrzeć się/przysłuchać wielowymiarowej instalacji multimedialnej Rainera Kohlbergera w formie wieloekranowej projekcji i kwadrofonicznej konstrukcji dźwiękowej.

Najważniejsze jednak wydarzenia miały miejsce w przestrzeniach Państwowej Galerii Sztuki. Dla niezorientowanych: koncerty odbywają się na najwyższym piętrze tego zacnego budynku. Zaproszeni do Sopotu artyści zamienili sporych rozmiarów salę o drewnianej podłodze w swego rodzaju azyl, w którym absolutnie nie liczył się czas. Istotą było przekraczanie audiowizualnych doświadczeń i jak się okazało, organizatorzy i wykonawcy dostarczyli słuchaczom niezapomnianych wrażeń. Poszczególne sety były jednymi z najlepszych, jakie słyszałem w tym roku i nie tylko. Ale zacznę od początku.

W piątkowy wieczór, tuż po godzinie dwudziestej pierwszej, festiwal otworzył francuski artysta multidyscyplinarny Julien Bayle. Tak, to było fizyczne obcowanie z dźwiękiem, wspomagane wizualizacjami opartymi na przestrzennych wariacjach… np. kwadratu! Bezkompromisowa muzyka Bayle’a znakomicie korelowała z obrazem poruszającym się równie dynamicznie. To było regularne „rozcinanie” skupienia, dzięki czemu słuchacz miał okazję wejść do środka dźwiękowych figur o niepowtarzalnej konstrukcji.

fot. M. Szymończyk

Po krótkiej przerwie na scenę wkroczył szkocki producent Joshua Sabin. Na początku tego roku ukazał się nakładem Subtext jego debiutancki album „Terminus Drift”. Materiał z tego krążka w dużym stopniu powstał z przetworzenia nagrań terenowych zarejestrowanych w tunelach metra w Tokio, Kyoto i Berlinie, a także z dźwięków emitowanych przez pola elektromagnetyczne uchwycone w Glasgow i Edynburgu. To był nie tylko pierwszy występ Sabina w Polsce, ale też pierwszy przed taką dużą publicznością. Moim zdaniem frekwencja dopisała, czego najlepszym potwierdzeniem była wypełniona po brzegi sala Galerii. Szkot zagrał miejscami ambientowo, choć z naciskiem na rozedrganą tkankę dronowo-noise’ową z podskórnie zaszumionym field recordingiem.

fot. M. Szymończyk

Wyważone kompozycje Sabina stały się bardzo dobrym przejściem do tego, co za chwilę miał pokazać szwedzki duet SHXCXCHCXSH w połączeniu z wizualizacjami Portugalczyka Pedro Maia. Ten set zaliczam do tych wyjątkowych. Za stołem pełnym efektów stanęli dwaj zamaskowani i zakapturzeni artyści. Wyglądali jakby żywcem wyjęci z filmu Stanleya Kubricka – „Oczy szeroko zamknięte”. Nie grali tak głośno jak poprzedni wykonawcy, co było świetnym rozwiązaniem, zwłaszcza, że był to ostatni koncert tego dnia. Z każdą minutą surrealistyczne projekcje Maia nabierały innego wymiaru – od czarno białych, poszarpanych, urywanych i migoczących obrazów po kolorowe, rozwichrzone i psychodeliczne pasma mieniących się barw. Na ich tle skupiony duet SHXCXCHCXSH wprawiający słuchaczy w nietuzinkowy trans, którego główną siłą było minimal techno.

fot. M. Szymończyk

Drugi dzień festiwalu zapowiadał się równie intrygująco. Jako pierwsza tego wieczoru wyszła artystka i kompozytorka Myriam Bleau, choć naprawdę trudno jest oddać słowami to, co pokazała Kanadyjka. Zaprezentowała sopockiej publiczności projekt „Soft Revolvers” – audiowizualny performance złożony z czterech przędz stworzonych przez artystkę z akrylu. „Każdy z tych elementów powiązany jest z >>instrumentem<< w kompozycji elektronicznej” – jak piszą organizatorzy, a dane zebrane przez sensory znajdujące się wewnątrz, formują muzyczny algorytm. Interfejsy z kolei silnie oddziałują na gramofony. Diody umieszczone wewnątrz zaprojektowanych przez Bleau podzespołów emitują światło będące w kontrapunkcie do muzyki, tworząc tym samym „spinning hallos”. Był to fascynujący kolaż dźwiękowy zrywający pęta stylistyczne na wielu poziomach. Można było usłyszeć cytaty z popu, hip-hopu czy fragmenty bliżej nieznanych głosów/dialogów. Całość spinała wysublimowana elektronika, z głębokim i nieoczywiście brzmiącym bitem. Na koniec krążki wylądowały na podłodze w różnych częściach sali, niekiedy ustawione blisko słuchaczy, obracały się, emitowały światło i wprawiały w ruch dźwiękową machinę.

fot. M. Szymończyk

Z niecierpliwością czekałem na set Belga Yvesa De Meya i nie zawiodłem się. Zagrał intrygujący koncert przy minimalistycznym oświetleniu. Mey zaprezentował materiał z ubiegłorocznego albumu „Drawn with Shadow Pens”. Tym razem ciemność ukryła się w nad wyraz nierealistycznych konstrukcjach dźwiękowych, gdzie ambient, noise, mroczne techno oraz industrialne zgrzyty wiły się w przestrzeniach Galerii.

fot. M. Szymończyk

Napięcie tylko rosło, bo za konsoletą, laptopami pojawili się Roly Porter (znany z dubstepowego duetu Vex’d) i Marcel Weber (MFO). Do Sopotu przyjechali z projektem „Third Law”. To było głębokie, mocne, intensywne i niezapomniane doświadczenie. Kiedy leżałem, słuchając muzyki, moje ciało jeszcze bardziej odbierało potężne natężenie dźwięku i momentami zapierające dech wizualizacje, w formie pochłaniających uwagę mrocznych krajobrazów. Obraz, dopieszczany efektami, unoszący się dym i światła stroboskopów, dopełniały dronową magmę Roly Portera i MFO. Kto nie był, niech żałuje!

fot. M. Szymończyk

Trzeci dzień Open Source Art Festivalu należał do dwóch artystów: Węgra Gàbora Làzàra i Włoszki Cateriny Barbieri. Jeśli interesujecie się twórczością Làzàra to pewnie doskonale wiecie o jego sukcesach wydawniczych w ostatnich latach. To było moje pierwsze sceniczne zetknięcie się z muzyką Węgra. I tu jest problem, jeśli chodzi o nazwanie w jakikolwiek sensowny sposób tego, co robi Làzàr. W jakimś sensie jest to muzyka taneczna, choć nie wiem, jaki rodzaj tańca byłby odpowiedni. Na pewno żaden powszechny, oczywisty etc. Bardzo głośny i zaaranżowany z laserową precyzją (mam na myśli bezkompromisową fakturę dźwięku i mozaikę różnych brzmień) występ Làzàra wręcz wżynał się w umysł oraz obezwładniał zmysły. Węgier na te kilkanaście minut przeniósł mnie w sferę nieokreślonych zdarzeń z pogranicza hałasu i abstrakcyjno-mechanicznego transu. Warto było w tym uczestniczyć!

fot. M. Szymończyk

Gwiazdą 7. edycji OSA, jak dla mnie, okazała się Caterina Barbieri, której płyty można znaleźć w katalogu amerykańskiej Important Records. Jej hipnotyzujący set okraszony niebieskim światłem spowodował, że autentycznie odciąłem wszystkie przewody łączące mnie z rzeczywistością. Syntezatorowa (patrz: minimalistyczna) elektronika Barbieri (czuć w niej wpływy modularnych systemów i Buchli), skonstruowana jest przy pomocy rozmaitych sekwencerów z uwzględnieniem polifonicznych oraz polirytmicznych struktur, dających poczucie totalnego odrealnienia. Włoszka zagrała większość kompozycji z tegorocznego longplaya „Patterns of Consciousness”. Utwory „SOTRS” i „Gravity that Binds” uniosły mnie co najmniej kilka centymetrów nad ziemię. Niezapomniany set! I uważam, że „Patterns of Consciousness” to jedna z najpiękniejszych elektronicznych płyt tego roku.

Większość artystów, którzy odwiedzili w tym roku Open Source Art Festival, wystąpili po raz pierwszy w Polsce, co zresztą jest wyróżniającą i stałą cechą sopockiego festiwalu. Z niecierpliwością czekam na kolejną edycję. To festiwal skupienia, intymności, przestrzeni, światła i ciemności.

fot. M. Szymończyk

 

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze