Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Wolf & Cub – Vessels


Utalentowani szczęściarze. Debiut i to od razu pod skrzydłami 4AD. Producent też nie byle jaki: Tony Doogan, współpracujący dotąd m. in. z Belle & Sebastian czy Mogwai. O jakim projekcie mowa? Oczywiście Wolf & Cub, w którego skład wchodzą Joel Byrne, Thomas Mayhew, Joel Carey i Adam Edwards, co równa się paranoicznemu wokalowi, brudnym i wrzaskliwym gitarom, nieokiełznanym bębnom. Nazwę zaczerpnięto z ulubionej mangi zespołu – „Lone wolf and cub” – zaś tytuł nasuwa skojarzenie z londyńskim koncertem Bjork. Wszystkie te informacje podsycają ciekawość, z jaką otwieram barwne opakowanie albumu. Ale jak smakuje sama płyta?
To istna „uczta Babette” smaków – dźwięków, pogłosów, strunowych wariacji w wykwintnej, zmysłowej i przemyślanej formie. Zaproszenie do stołu w formie paranoicznego genesis (tytułowe „Vessels”) przechodzi miękko w doskonałe, rytmicznie, pachnące rozluźnieniem i błogością mikstury rosy i deszczu („This mess”). Pojawia się neurotyczna „Rozalia Bizarre” – chichocząca, tańcząca na stołach, rozbijająca butelki whisky na głowach kelnerów, rozdygotana. Pot kapie z jej czoła, więc schładza się dietetyczną colą. Rozrzuca zmierzwione włosy i otwarta dłonią rozmazuje czerwień ust na całej twarzy. Jeśli chcesz zobaczyć ją gdy śpi, przyjrzyj się okładce i wsłuchaj w rozleniwioną symfonię czułych basów, zaklętą w muślin ospałego wokalu Joela Byrne’a („Hammond”). Posłuchaj symbiotycznego duetu Byrne’a z Monicą Queen („March of clouds”, które przywodzi na myśl „Meds” – w rolach głównych Brian Molko i Alison Mosshart z The Kills). Otumanieni mnogością smaków i zapachów ulegamy muzycznej fatamorganie odrealnionych, depresyjnych strun, tabuizujących swobodny odbiór dźwięków, lecz narzucających im narkotyczną reakcję (niespokojne „Kingdom” i burzliwe „Seeds of doubt”). Ktoś przypadkiem otworzył kuchenne drzwi, skąd dobiega namiętna suita trzasków, wyładowań elektrycznych, bulgotu wrzątku, odgłosów zagubionych fal radiowych, łapania oddechu i miażdżonych skorupek jajek („Conundrum”, zainspirowane fantazją Miry Calix i chłodem Biosphere).
Danie główne głośno zaznacza swoją obecność. Jest ostre i surowe, doprawione schizofrenicznym wrzaskiem („Steal their gold”). Ociekający łagodnością deser („Vultures”) spaja dzieło terapeutyczną, niemal mesmeryczną klamrą. Uczucie głodu nie istnieje. Pozostał wilczy apetyt na kolejne atawistyczne uczty zmysłów.
2007

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

0 Komentarzy

  1. autorka

    a Ciebie gramatyki, otwarty umyśle!

  2. get

    moze by tak dealer nauczylby cie pisac recenzji….

  3. autorka

    mam wyłączność na tego dealera;)

  4. kim

    ulegamy muzycznej fatamorganie odrealnionych, depresyjnych strun, tabuizujących swobodny odbiór dźwięków…niezle niezle, daj namiary na swego dilera…

  5. kim

    ulegamy muzycznej fatamorganie odrealnionych, depresyjnych strun, tabuizujących swobodny odbiór dźwięków…niezle niezle, daj namiary na swego dilera…

  6. K

    odrobinę przerostu formy nad treścią. heh, to bardziej niż recenzja pasuje na jakiś tekst literacki ;>

  7. paide

    Dominiko, historia gęsta od rozbudowanych zaułków; i wydaje mi się niekiedy niesamowitym, że mogłabyś tak wiele w muzyce zobaczyć, że w sumie nie koncentrowałabyś się na tym co w niej obserwujesz/słyszysz, ile raczej na samym widzeniu/słyszeniu. Odczuwam lekki przesyt.

  8. japan monster

    no ja wiem….na gitkach tną chłopy (przynajmniej na 1 LP) z Australii, i Vessels to nie debiut…

  9. kim

    powiem szczerze nic nie skumałem z tej recki nawet nie wiadomo czy woldandcub graja na gitarach czy na garnkach. texty w stylu mixtura deszczu i rosy, rozbijanie butelek to jakas igraszka słowna.