Wpisz i kliknij enter

Tides From Nebula – Aura


Jeden z nielicznych polskich głosów w temacie post-metalu sięga po rozwiązania właściwe post-rockowi, paradoksalnie wyrywając się z tendencji uprzystępniania instrumentalnego grania publice zorientowanej na indie-cośtam.

Wewnątrz cover-artu zespół zamieścił podziękowania dla Caspian, Blindead, pg.lost i At the Soundawn. Jeśli znacie te projekty, nie powinniście się spodziewać po Aurze przekroczenia kreślonego przez nie kręgu.

Wychodzi jednak na to, że nie zawsze epigoństwo musi być zjawiskiem smutnym, świadczącym o głębokiej indolencji, jak u niemal całości instrumentalnych polskich zespołów. Epigoństwo może nawet posiadać rysy charyzmy, aż do złudzenia przemawiania po swojemu. Aby taki efekt osiągnąć Tides From Nebula użyli takich m.in. chwytów retorycznych:

1) Post-metal można pojmować jako inkarnację post-rocka, który próbowano niejednokrotnie resuscytować właśnie przez wzmocnienie brzmienia aż do wymieszania bazy ze space-rockiem, progiem czy sludgem. Na podstawie Aury można wnioskować, że właśnie w tym momencie zaczyna się na serio przygoda TFN. Po wychowaniu się, być może, na symbolicznej Metalice, zaczął się okres przesłuchiwania masy Mogwaiów, Explosions, Godspeedów!, Mono, Red Sparrows, Isis, Pelicanów itp.

Z tego okresu dorastania i kładzenia fundamentów pod określoną erudycję, pozostały zmiany tempa, przyjebania po chwilach ciszy, skupienie uwagi na environmencie utworów, charakterystyczne, przestrzenne brzmienie, ale przy jednoczesnym ocaleniu instytucji riffu, power-chordów i fascynacji potencjalną brutalnością muzyki,

2) Bez skrupulatności masteringu i wyczuwalnego dążenia do szastania ozdobnikami, cały cover-art pozostałby bez uzasadnienia. Okładka, będąca chyba miksem klasycznych pejzaży romantycznych i ilustracji Wagnerowskiego Pierścienia Nibelungów, nadaje się do obłożenia nią płyty pomysłowej w szczegółach, próbującej wcielić w jeden spójny nurt elementy rozsypane, choć leżące przecież blisko siebie.

Chodzi głównie o współegzystujące z riffami i budowaniem przestrzeni, melodie oraz odświeżające wejścia klawiszy, tak podkreślone, aby nie grały jedynie roli manifestu osłuchania i quasi-awangardowego potraktowania zastałej materii. Zwracają uwagę cymesiki subtelnie rozlokowane po obrzeżach dynamicznej akcji, manipulujące odczuciami odbiorcy aż do paradoksalnego doznania delikatności utworów na pierwszy rzut oka monumentalnych,

3) Skalę zjawiska może potwierdzać fakt, że, właściwie bez promocji, ten polski projekt zdołał się przebić do świadomości zagranicznych serwisów płytowych (np. 7/10 na Silent Ballet), a na własnym podwórku przerasta standardowy indie-instrumental The New Century Classics czy California Stories Uncovered. Można by kłócić się o sens takiego porównania, jednakże prawdą pozostanie, że o osiągniętej tu potędze brzmienia tych-głośnych-fragmentów, ww. konkurencja może raczej tylko pomarzyć.

Obok wyczucia, istotnym jest tu przede wszystkim brak parcia na fajność i rezygnacja z uprzystępniania dźwiękowego zapisu własnych gustów publice zorientowanej raczej na pop czy indie, dla której post-rock, mimo iż ogromny procent wychował się na nim, jest już zamkniętym rozdziałem.

Trudno spodziewać się rewolucji po zespole operującym poetyką odtwórczego miksowania znaków szczególnych dwóch głęboko stabilnych stylów. Miłym elementem na przyszłość byłoby choćby przyspieszenie w eksponowaniu kolejnych punktów budujących dramaturgię, bo choć nie mamy tu do czynienia z suitami, niektóre utwory wydają się być za długie, a natężanie brzmienia nie polega tu w większości na eskalacji, lecz utrzymywaniu stałego, mogącego nużyć poziomu. Na pewno jednak w swojej lidze jest to album posiadający to przykuwające uwagę COŚ, co umyka zwykle większości eksploratorów wzmiankowanej tu estetyki.
Rockers Publishing / Lou & Rocked Boys, 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ke
ke
11 lat temu

recenzja szałaska nie pierwszy raz sprawia wrażenie, jakby najpierw jej autor powybierał kilkadziesiąt bardziej ozdobnych i niby-inteligentnie-lepiej-brzmiących słów, które potem wrzuca do tekstu tak żeby ten sprawił wrażenie pełnego erudycji i znajomości muzyki. tym czasem ta nędzna krytyka znów jest przykładem wyżywania się na kolejnym zespołem, bełkotliwie brzmiącym zlepkiem słów, który po skróceniu o połowę miałby tyle samo treści co to powyżej. po co bawić się w pisanie recenzji skoro kolejny raz nic z nich nie wynika?

blowyaself
blowyaself
11 lat temu

autorze, tekst jest w 90% nieczytelny. kompletny bełkot. podejdź do siebie krytycznie, proszę. daj to do przeczytania młodszemu bratu, czy komuś, i niech to Tobie zrecenzuje w kilku zdaniach.
poza tym nie zgadzam się z jego treścią. post-rock jak post-rock. jak ktoś lubi to jest maksymalnie prawdopodobne, że polubi i TFN; jak ktoś nie lubi, to TFN wiele w tym temacie nie zmieni. i nie ma co się nad tym rozdrabniać.

tymaczosowo
tymaczosowo
11 lat temu

Okropnie mnie nudzi ta ich muza – co, jakis kosmos nie? to juz bylo – jakies indie post rockowe slamazarne mielenie, naprawde meczace …ni to sigur ros, nie to mogwai ni to nie wiem jakie jeszcze powielone schematy… totalne nudy, kurna musze to wylczacy

F.
F.
11 lat temu

dzięki, poprawione, elo

jaskier
jaskier
11 lat temu

BlinDead (jedno D, panie recenzencie)

J.
J.
11 lat temu

Chłopie. Odłóż pióro. Proszę.

wujo444
wujo444
11 lat temu

jezuuu, kto to pisał – wielki „erudyta” z koziej dupy. Z jednej strony „Wychodzi jednak na to, że nie zawsze epigoństwo musi być zjawiskiem smutnym, świadczącym o głębokiej indolencji, jak u niemal całości instrumentalnych polskich zespołów. Epigoństwo może nawet posiadać rysy charyzmy, aż do złudzenia przemawiania po swojemu.” i pisanie jak profesor o kocim seksie; z drugiej – „przyjebał”. Boje się, że w sarkastyczno-debilnej odpowiedzi autor wzniesie się na takie wyżyny swojego oracyjnego kunsztu, że go zrozumieją dopiero po przetłumaczeniu na azerbejdżański.

Ees
Ees
11 lat temu

Swietny album, moze nie przelamuje granic poznania, ale dobrze sie tego slucha. Bardzo mocny debiut.

sid
sid
11 lat temu

klimatyczna aura! czekam na koncert w Warszawie!

Tom
Tom
11 lat temu

polecam !
za cenę kilku piw można mieć świetny album na wysokim poziomie 🙂 brawo !
dla mnie numer jeden to Tragedy of Joseph Merrick

IDIOTEQ.COM
IDIOTEQ.COM
11 lat temu

Swietny album! Polecamy!

Stalkerowaty
Stalkerowaty
11 lat temu

polecam! bardzo ciekawa płyta

Polecamy