Wpisz i kliknij enter

Exercise One – In Cars We Rust


Marco Freivogel i Ingo Gansera poznali się pracując w wytwórni !K7. Ponieważ obaj mieli większe ambicje, niż zajmowanie się promocją innych artystów, szybko zabrali się za didżejowanie, a potem za produkcję własnych nagrań. W ten sposób narodził się duet Exercise One, który jako pierwszy zauważył dzielący z nim małe studio w berlińskim Kreuzbergu, kanadyjski producent Jeremy P. Caufield. Dzięki jego pomocy, Freivogel i Gansera opublikowali w 2004 roku swoje pierwsze nagrania nakładem nieistniejącej już wytwórni MOFA Schallplatten. Potem współpracowali z innymi firmami – Mobilee, Num czy Exon – wydając swe dwunastocalówki również we własnej tłoczni – Lan Music. Ponieważ najlepiej współpracowało im się z Anją Schneider, debiutancki album Exercise One ukazuje się nakładem jej wytwórni. Trafiły nań premierowe nagrania Freivogela i Gansery, szlifowane przez kilka ostatnich miesięcy.

I rzeczywiście „In Cars We Rust” robi wrażenie starannie przemyślanego i wyprodukowanego krążka. Zaczyna się od spokojnego wprowadzenia – to zrealizowany w formule glitch wolno płynący ambient („Circeo&#8221), którego głównym elementem jest gitarowy pasaż Setha Josela, wpisany w szeroko rozlane syntezatorowe tło . „1994” przynosi to, z czego Exercise One słyną najbardziej: lekko zdubowane deep techno, niosące sążnisty motyw klawiszowy o perlistym brzmieniu, wypisz-wymaluj, niemal żywcem przeniesiony z co bardziej przystępnych kompozycji Steve`a Reicha. Brzmi to znakomicie – jak klubowa elektronika podniesiona do rangi muzyki współczesnej. O tym, że podczas swych występów, Freivogel i Gansera, potrafią rozpalić noc do czerwoności, świadczy kompozycja „It Is Happening Again”. Tym razem duet sięga po dynamiczny breakbeat, przewiercając go ognistym loopem o acidowym brzmieniu, nad którym unosi się zaczerpnięte z serialu „Twin Peaks” zdanie, szeptane groźnym, męskim głosem. Warto dodać, że za mocny pochód basu odpowiada tu Jacopo Carreras, muzyk i producent, któremu Exercise One opublikowali nie tak dawno debiutancki album nakładem swej Lan Music.

W dalszej części albumu trafiamy na spory segment nagrań techno. Freivogel i Gansera nie sięgają tutaj jednak po modny minimal, ale wracają do początku lat 90. Osadzają swoje kompozycje na transowych, galopujących bitach, przywołując raz wspomnienie wczesnych nagrań Underworld („Trapdoor”), a kiedy indziej – echa obecnych stylizacji w rodzaju ubiegłorocznych nagrań Sheda („What You Say”). Jest w tych kompozycjach miejsce na niemal industrialne efekty (metaliczne stuki w „Trapdoor”) i wywiedzione z chicagowskiej klasyki toksyczne brzmienia („What You Say”), ale także na dyskretną stylizację na hipnotyczny kraut-rock (żywa perkusja w „Sleeper”).

Po drodze trafia się kilka niespodzianek. Pierwszą z nich jest motoryczny electro-funk uzupełniony dubowymi, płynnymi akordami syntezatorów („The Drunken Tinman”), drugą – nostalgiczny synth-pop splatający melodyjną partię piano z wokalem Argentisa Brito („No News Today”), a trzecią – wyszperany z zakurzonych archiwów Warpu bleep, przywołujący wspomnienie starych nagrań Forgemasters czy Sweet Exorcist („Don`t Slip”).

Album kończy energetyczny tech-house, w którym Freivogel i Gansera znów wracają do transowej motoryki Underworld. Wrażenie to potęguje wokal Argentisa Brito, któremu wtóruje grający na basie wspomniany już wcześniej Jacopo Carreras. „Just Not!” zapewnie wypadnie jeszcze lepiej na żywo – to wymarzony utwór do wywołania koncertowego szaleństwa.

„In Cars We Rust” to znakomity debiut – niemiecki duet zgrabnie żongluje znanymi konwencjami, nasycając je autorskimi pomysłami. Tu nie ma miejsca na nudę. Exercise One przeszli dobrą szkołę klubowych występów i wiedzą jak przykuć uwagę odbiorcy przez niemal półtoragodzinne show.

www.mobilee-records.de

www.exerciseone.de

www.myspace.com/mobileerecords

www.myspace.com/exerciseone1
Mobilee 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
laudia
laudia
12 lat temu

Doczekaliśmy się czasów, kiedy rejwowe budowanie napięcia przestaje wywoływac lekki uśmieszek, a i z ejsidowych patentów spadła wartwa kurzu. Ergo niektore inne techna bledną mi nudą przy takich produkcjach, tu aż kipi pozytywna energia. Przyłączam się do rekomenda.

Polecamy