Wpisz i kliknij enter

Bloody Mary – Black Pearl


Marjorie Migliaccio należy do drugiej generacji francuskich producentów tanecznej elektroniki, którzy debiutowali na początku obecnej dekady. W przeciwieństwie do pionierów, którym blisko było do detroitowej i chicagowskiej tradycji, ich młodsi następcy zdecydowanie bardziej zafascynowani byli i są brzmieniami z Berlina. Nic więc dziwnego, że gdy tylko Migliaccio zdobyła lokalną popularność jako Bloody Mary, szybko przeprowadziła się do stolicy Niemiec, by tam kontynuować karierę didżejską i producencką. I rzeczywiście – następne lata przyniosły jej pierwsze wydawnictwa płytowe dla wytwórni Sender i ToysForBoys oraz międzynarodowe uznanie prowadzonych przez nią imprez. Ostatecznym przypieczętowaniem tych sukcesów, okazuje się być debiutancki album Bloody Mary, wydany przez berlińską wytwórnię Jaya Haze`a – Contexterrior.

Ci, którzy poznali didżejskie sety francuskiej artystki, choćby z albumu „Tanz Mit Mir”, wiedzą, że w ostatnich latach, wyspecjalizowała się ona w modnym minimalu. Podobnie jest na jej autorskiej płycie.

Pierwsza część „Black Pearl” to zestaw sześciu mocnych nagrań o jednoznacznie klubowym charakterze. Motoryczne bity splecione z głębokimi pochodami basu tworzą tu hipnotyczne podkłady rytmiczne, których transowość wzmagają serwowane przez Bloody Mary plemienne partie bębnów – zarówno afrykańskich congów („Spleen”), jak również metalicznych uderzeń o industrialnym szlifie („Black Pearl”).

Francuska producentka nie poprzestaje na tym. W centrum jej starań leży bowiem stworzenie odpowiedniego klimatu płyty. Dlatego uzupełnia transowe rytmy melodyjnymi wstawkami – dochodzącymi z dalekiego tła smyczkami („Black Pearl”), perlistymi pasażami bajkowych klawiszy („Sed Non Satiata”), przestrzenną partią gitary („Sinina”) czy ponurymi wejściami organów („Spleen”). Wszystko to kreuje tajemniczy nastrój, który kumuluje się w kompozycji „Modesta Et Errabunda”. To właśnie w niej zdeformowane głosy, zbite w gęstą chmurę niepokojących dźwięków, spotykają się na minimalowym podkładzie z głębokimi pomrukami ambientowych syntezatorów o eterycznym charakterze.

Ten klimat grozy podtrzymuje wokalny udział Argenisa Brito i Dantona Eeproma – ich mroczne melorecytacje odsyłają bezpośrednio do źródła inspiracji francuskiej producentki: „Kwiatów zła” Charlesa Baudelaire`a.

Druga część albumu ma bardziej zróżnicowany charakter. Zaczyna się od twardego electro, w którym zimne i statyczne partie klawiszy stanowią kontrapunkt dla dramatycznej partii smyczków, przywołując na myśl mistrzów perwersyjnego EBM z Die Form („Confession”). Potem pojawia się soundtrackowe IDM – „A Une Passante”. Cykający bit prowadzi tu subtelnie plumkające klawisze, których dźwięki układają się w piękną, nostalgiczną melodię, otoczoną skorodowanymi szumami o dubowej proweniencji. „Elevation” to prawie kompozycja neoklasyczna: klawisze brzmiące jak fortepian, nerwowa wiolonczela, tęskne skrzypce i zimna kaskada gitarowych akordów. Całość puentuje „Interlude” – żałobny strumień darkambientowych syntezatorów.

Ambitny zamiar powiódł się – z tanecznego wstępu, podszytego niepokojącymi brzmieniami, Bloody Mary wyprowadziła poetyckie rozwinięcie, bliższe muzyce ilustracyjnej niż klubowym produkcjom. Obecność podobnych pierwiastków dźwiękowych w obu segmentach albumu sprawia, że nie rozpadają się one na dwie nieprzystające do siebie części, a wręcz przeciwnie – mieszają się ze sobą i wynikają z siebie nawzajem.

www.contexterrior.com

www.myspace.com/contexterrior

www.myspace.com/djbloodymary
Contexterrior 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy