Wpisz i kliknij enter

The Car Is On Fire – Ombarrops!


Nie do końca jasnym jest na jakiej zasadzie Myslovitz byli przez dłuższą chwilę polskim Radiohead. Być może naród był zwyczajnie do tyłu, jeśli chodzi o paralele. Teraz idzie nam lepiej: TCIOF to nie tylko polskie Tortoise, całe Elephant 6 i Phil Spector, ale także okazja do pochwalenia się ilością odszyfrowanych odniesień do innych zespołów, co najczęściej sprowadza się do wymienienia Stereolab. Dla niektórych każda ich płyta jest więc jak apokryf, jak sylwa. Tam jeden gra coś wzruszającego na pianinie, tam drugi jakby pijany, ale wszystko skądś, wiadomo: „melodia z Dismemberment Plan!”, a wokal nie zgadniecie z czego.

W porównaniu do „Lakes&Flames”, „Ombarrops!” wydaje się być pod tym względem bardziej spójne i równe, w zestawieniu z debiutem zaś – stosunkowo łagodne i o wiele mniej prostolinijne. Trudno powiedzieć, ile w tym zasługi ekstremalnie dyskretnego producenta, który, cytując jeden z wywiadów, „odzywał się jedynie proszony”. Dzięki czemuś jednak paleta barw skręciła odrobinę w stronę cieplejszych odmian indie, z uwzględnieniem Broken Social Scene, a szczególnie zarażonych atmosferą projektu solowych wystąpień jego filarów. Najpełniejszą realizację tych tendencji można znaleźć w jedynym na „Ombarrops!” w pełni znośnym utworze: miękkim, słodkim i przejrzystym „Usignoli Celesti”. Prawdziwa letnia piosenka, lekko Kobieca, trochę retro z syfonami i lodami w wafelku, odmalowująca kąpielisko, do którego drogę wskazuje symbol lazurowej fali na pordzewiałej blasze ledwo widocznej spod migotliwie opalizującego między liśćmi słonka. Do tego w liryku pada słowo „pinguini”, a rozczulają mnie pingwiny. Szkoda, że chwilami rezygnuje się tu z włoskiego na rzecz angielskiego, bo jednorazowy wyskok lingwistyczny jest prawdopodobnie najgorętszym elementem tego albumu.

Dlaczego widzę aż takie rzeczy, których streszczaniem trochę się ośmieszam, w tak niezobowiązującym kawałku jak „Usignoli Celesti”? Bo racjonalna lokata uczucia: idealizuję ten utwór jako jedyny w całości spełniający moje oczekiwania. Na przykład świetnie zapowiadające się, delikatnie narracyjne „Strawberries” zwyczajnie *zjebano* następującymi żenadami: a) ohydnie zaśpiewanym, upierdliwie powracającym „but its not what I wanna to tell you…”, b) wymuszonym, zapobiegawczym „szaleństwem” w roli outra. Brakuje też Dejnarowicza i nie wiem czy tylko przy mikrofonie (można zań zatęsknić słuchając wręcz fizycznie irytującego wokalu „Manuela”), bo chyba był to tam człowiek w ogóle od ekspresji, na co wskazywałaby obecna tendencja spadkowa w kwestii liryków (banalność „Lets Be Friends”, duh).

Drobne motywy tworzące komfort odsłuchu, na większości płyt w ogóle nie zauważalne, są kluczowe dla kogoś zamierzającego przedrzeć się przez całe „Ombarrops!”Poprawiają sytuację cztery ostatnie utwory, kojące trochę po przetrwaniu poprzednich dwudziestu minut. Szkoda, że nie instrumentalne („Baby, Baby” drugi faworyt – tu akurat nie tylko z powodu oszczędnego operowania wokalem). W „Swedish Samba, Swedish Love” – stosunkowo bezpretensjonalnym, energicznym, acz z nutką nostalgii gdzieś-jednak – udało się po części wyrazić marzenia o tym, jak powinny brzmieć takie wpadki jak nudny i obleśny kawałek tytułowy, ratowany tylko przez gościnny damski wokal (pod koniec już zresztą ośmieszony operową karykaturą, prawdopodobnie dla konsekwentnego podtrzymania dyskredytującego charakteru ogromnej większości wokali na płycie). O irytacji prokurowanej przez tę płytę świadczy właśnie fakt, że drobniutkie motywy tworzące jakikolwiek komfort odsłuchu, na większości płyt w ogóle przecież nie zauważalne!, dla człowieka zamierzającego przedrzeć się przez całe „Ombarrops!” są kluczowe. Umożliwiające w ogóle. Morał: wcześniej było ok, chociaż uwagę zwracał w głównej mierze potencjał, a nie całość materiału, teraz jest gorzej – jakby nagrywali bardzo zmęczeni ludzie z zamglonym wyczuciem tego, co robią.
Pomaton EMI, 2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
ilsa
ilsa
12 lat temu

wielkie nieba, chyba polubię szałaska! 🙂

Mistrz
Mistrz
12 lat temu

Cóż…wg mnie płyta słaba , zespół sprawia wrażenie bardzo zmęczonego już w studio..słucham tego i widzę.a raczej słyszę zmęczonych gości, którzy naprawdę robią to na siłę. Ledwo dotrwałem do końca..Baby baby mój ulubiony numer..mało wokalu- całe szczęście. Szkoda..liczyłem na ta płytę

F.
F.
12 lat temu

@wąski: Tutaj doszło do sytuacji, w której smaczki sztucznie stały się dla mnie priorytetem – nie z zamierzenia twórców, ale z decyzji podrażnionych mózgu czy wrażliwości, a więc czynników subiektywnych. Zamysł nadawcy nie powinien aż tak się rozmijać z potencjalnym odbiorem: to, co artysta prezentuje jako dodatki, ja też powinienem za takie poczytywać. Inaczej za świetne uznamy średnie przystawki, tylko dlatego, że danie główne było słabe. Na proszonym obiedzie – kurtuazja, przy odbiorze dzieła – oszustwo.
@hush: Osobiście bardziej cenię sobie zapisywanie wrażeń (tu: irytacja, chwile pocieszenia) niż dowodzenie – przyznam, że niekiedy odbywa się to kosztem czytelnika, ale ja też muszę się chociaż trochę dobrze bawić pisząc, sory. Tym razem wyjątkowo przesłuchałem płytę, zanim coś na jej temat wymyśliłem, ale nie mam jak tego udowodnić, szlag.

JuBa
JuBa
12 lat temu

Podoba mi się ten stereolabowy Usignioli Celesti,konia z rzędem temu, kto w polskim radiu(i nie mówię tu o Studenckim Radiu Żak) usłyszy coś polskiego naprawdę na poziomie.

hush
hush
12 lat temu

Kompetentność ostatnio chyba wychodzi z mody. Czyli generalnie irytuje autora bliżej nieokreślone coś, a mnie denerwuje jak ktoś pisze o płycie tylko tyle że się nad nią rozpływa, bądź też że nie może jej zdzierżyć z garścią figur pt. to kojarzy mi się z jakimiś tam lodami w któreś tam wakacje (to blog nastolatka czy serwis muzyczny?). A kompozycja tekstu? Chwalenie się znajomością pewnych kapel, parę argumentów wykutych zapewne jeszcze przed przesłuchaniem i nawet nie mogę powiedzieć że dobranych pod zmyśloną tezę, gdyż takowej nie ma! Chyba że uznać iż tezą są wcześniejsze wyobrażenia o płycie.

wąski_
wąski_
12 lat temu

niż Ombarrops.

wąski_
wąski_
12 lat temu

Przecież chyba w jakimś stopniu o to chodzi, o te smaczki. A jeśli \”na większości płyt są w ogóle przecież nie zauważalne\” to źle to świadczy o tych płytach. Oczywistym jest, że jednak w większym stopniu chodzi o pomysły na piosenki, melodie, harmonie itd. ale wg. mnie TCIOF jest jedną z lepszych kapel w naszym kraju jeśli o to chodzi. Mimo, że L&F podoba mi się bardziej o Ombarrops.

Słuchacz
Słuchacz
12 lat temu

Niektórzy dziennikarze – np.programu 3 Polskiego Radia za wszelką cęnę chcą przekonać „narod” jaki to nowatorski i autentyczny duch muzyczny drzemie w naszej młodzieży, stąd takie kwiatki jak ten popowy badziew czy Out of Tune, Renton, spóźnione odgrzewane kotlety ale przecie nasze, sesje radiowe, festiwale i jest cool, tymczasem na świecie znają naszą scenę z płyt dla Wire, Czubali, CatznDogs, Lincoln Six Echo, gdzie to grają u nas w radio???? Dla mnie takie płyty to jak nazwa audycji wspomnianego programu 3 muzyka NIEPOTRZEBNA.

Mars
Mars
12 lat temu

Jedynym najsłabszym elementem tej płyty jest wokalista…Niestety o ile na poprzednich albumach, był gdzieś z boku, tak teraz irytująca barwa głosu jest wkurzająca…:((
Lekcje śpiewu- pilnie! ;))

Polecamy