Wpisz i kliknij enter

The Gentleman Losers – Dustland


Z braćmi różnie bywa. Czasem są do siebie podobni, nie tylko wizualnie, mają zbliżone gusta i dokonują takich samych wyborów życiowych. Ale kiedy indziej – różnią się niemal wszystkim. Tak było w przypadku Samu i Ville Kuukka z Finlandii. Pierwszy, dorastając, uwielbiał skandynawski metal (z czego do dziś pozostała mu ciążąca w kontaktach z ludźmi mizantropia), a drugi – słuchał w tym samym czasie muzyki klasycznej. Całe szczęście, elektroniczna rewolucja lat 90. obaliła wszelkie granice między gatunkami, sprawiając, że dzisiaj właściwie można łączyć wszystko z wszystkim. Tendencja ta dobrze wpłynęła na stosunki Samu i Ville – bracia założyli wspólny projekt The Gentleman Losers i po kilku latach grania w domowym zaciszu, opublikowali w 2006 roku nakładem wytwórni Büro debiutancki album, który idealnie wpisał się w modę na łączenie gitarowych i klawiszowych brzmień w formule elektroakustycznego ambientu.
„Dustland” jest logiczną kontynuacją tamtego krążka, ale prezentującą bardziej dopieszczone i udoskonalone oblicze muzyki duetu.

Wprowadzenie do płyty nieco zaskakuje – „Honey Bunch” śmiało flirtuje z gitarowymi dźwiękami spod znaku country, a dwa następne nagrania – „Silver Water Ripples” i „The Echoing Green” – z eterycznym folkiem, choć skoncentrowanym na pastoralnych pasażach gitary, to już rozbudowanym o lekko niepokojącą partię smyczków.

Wątek ten rozwija kompozycja „Bonetown Boys” – rozpływa się ona brudnym strumieniem elektrycznych dźwięków, tworzących sugestywny klimat zawieszenia między snem a jawą. Trop ten prowadzi do przejmującego ambientu – „Lullyby Of Dustland”. Plumkające delikatnie klawisze niosą tu gęsto tkany pasaż gitary, układając się w oniryczną kołysankę o łagodnym brzmieniu.

Wyraźny podkład rytmiczny pojawia się dopiero w „Midnight Of The Garden Trees” – daleko mu jednak do elektronicznej oczywistości, bo tworzy go… miarowo pulsujący dźwięk gamelanu. Wraz z subtelna partią klawiszy, oplecionych jednostajnymi szumami, przeradza się on w egzotyczną wycieczkę w stronę muzycznego orientu.

Na równie niecodzienne brzmienia trafiamy w „Farandole” – tym razem odpowiedzialny jest za to oldskulowy syntezator, imitujący melodyjną partię klawesynu. Wraz z głębokim pochodem basu i odrealnionym pasażem gitary, tworzy on easylisteningową wersję popowej psychodelii z lat 60. – coś, czego nie powstydziliby się panowie z Air czy Black Moth Super Rainbow.

Fiński duet jeszcze bardziej zagłębia się w podobne klimaty w kompozycji „Spiker Lily”. Tym razem otrzymujemy sielską odmianę psychodelii o amerykańskim rodowodzie. Świadczy o tym charakterystyczny duet gitary i fletu, podszyty wibrującą partią klasycznych organów. No i wreszcie dronowy ambient – „Wind In Black Trees” – na który składają się strumienie onirycznych klawiszy i przeciągłe dźwięki gitary, czyli coś, co znamy z twórczości chociażby Stars Of The Lid.
A już na sam koniec „Pebble Beach” – smakowite downtempo o urokliwej melodii, wiążące w formule jednego utworu wszystkie wątki z albumu: od country i folku przez easy listening po ambient i psychodelię.
Niezwykłej urody to płyta. Rozbrzmiewająca archaicznymi, przybrudzonymi dźwiękami, jakby pokryta była patyną mijających lat, chwytająca za serce pięknymi melodiami, ewokująca dalekie wspomnienia z przeszłości, tworząca ulotny nastrój łagodnego smutku, zawieszona gdzieś pomiędzy wczoraj a dziś.

www.city-centre-offices.de

www.myspace.com/citycentreoffices

www.gentlemanlosers.com

www.myspace.com/thegentlemanlosers
City Centre Offices 2009







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


0 Komentarzy

  1. …ale troche jej brakuje mocniejszej linii rytmicznej, ale to jedyne do czego moge sie „na sile” przyczepic – duze wydarzenie jednym slowem. Polecam

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Polecamy