Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.

BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.



Nadsroic – Room Mist


Premiera była sukcesywnie i nieubłaganie przesuwana od kwietnia tego roku, szum wokół albumu nieustannie podkręcany, skromne sample zbyt interesujące by o sprawie zapomnieć. 5 kawałków, niewiele ponad 15 minut dźwięków, mniej więcej tyle co wyskok do spożywczego pod blokiem. Ale czy warto było czekać?

Ciorsdan Brown, niepokorna diwa, wychowana na szkockim folku, zamieszkała na stałe w Japonii, reprezentująca wyraźną popową manierę od początku wydawała się ciekawą opcją dla zmutowanych hip-hopowych hybryd od Hudsona Mo. Jednak mimo krótkiego materiału, mamy okazję przyjrzeć się pełnej obyczajowej sinusoidzie w wykonaniu artystów.



LuckyMe to oficyna, która zmusza niejako do reprezentowania wysokiego poziomu produkcji. Mike Slott, Rustie to osoby, których kompozycje znane są po obydwu stronach atlantyku. Hudson również zadbał by ścieżki skutecznie się uzupełniały, a nie konkurowały o uwagę słuchacza. Momenty „sztuki dla sztuki” pobrzmiewały na Polyfolk Dance, stąd dopracowanie i niejako ograniczenie kompozycji na Room Mist przemawia zdecydowanie na korzyść muzycznego rozwoju artysty. Najbardziej „szczupło” wypada tutaj All Hot, kawałek oparty na wysokim wokalu, apelowej perkusji i subtelnej elektronice oraz tytułowy Room Mist, w którym Hudson wyraźnie daje okazję zaprezentować się szkockiej wokalistce, buforując przestronny, kokieteryjny głos Ciorsdan, leniwą, lecz barwną melodią. Podobnie sprawa ma się z w przypadku Leopards jedynego numeru na płycie, po którego przesłuchaniu odczuwa się niedosyt. Kawałek, oparty na zgrabnych konstrukcjach przypominających ostatni krążek od Samiyam’a oraz rymowany w perfekcyjnym tempie tekst robi piorunujące wrażenie, jednak track kończy się w kulminacyjnym dla niego momencie. Również Chemical, uwidacznia kolejne nieobce w twórczości HudMo wpływy instrumentalnego hip-hopu z Los Angeles oraz jej flagowych reprezentantów z grupy Brainfeeder. Powyciągana, bogato zapętlona w clicki kompozycja przywodzi na myśl najświeższe produkcje od Flying Lotus’a ( m. i. n. Tectonic Plate 2.3 z Joker’em).

W kontekście całego albumu dziwi niemal bezwzględne porzucenie klarownych, podbitych matowym basem melodii, firmowych dla wcześniejszych produkcji Szkota. Niemal, gdyż wyjątkiem jest tu niekonwencjonalny, aczkolwiek najbardziej autentyczny moment płyty, czyli utwór Step Back, który dzięki wokalnym wysiłkom Ciorsdan Brown oraz rozbrajającym banalnym oklaskom może swobodnie szaleć na klubowych parkietach. Numer ten stanowi kwintesencję krążka, okazując pełne możliwości artystów i ich swobodne żonglowanie patentami zmierzające do uzyskania zamierzonego efektu. To charakteryzuje artystów posiadających wielki potencjał.

A więc tak, warto było czekać.
LuckyMe 2009

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.