Wpisz i kliknij enter

Louderbach – Autumn


Dobra pozycja na nadchodzącą jesień i dla tych wszystkich, którzy położyli krzyżyk na minimalu. Oto bowiem dostajemy w ręce prawdziwie zgrabny zbiór upalonych, surowych, nowofalowych piosenek na kilka mlaśnięć, poszatkowanych stuknięć, wibrujące klawisze i świdrujący trzewia bas.
Podoba mi się gęsta i duszna atmosfera tej płyty, jej zimny, laboratoryjny, „namiętny inaczej” charakter.

Lubię antyklubowe wydawnictwa utrzymane w klubowych rytmach, a nowofalowych akcentów we wszelkiej muzyce nigdy dość mieć nie będę. Na „Autumn” wszystkie te zagadnienia są rozwinięte z bardzo wielkim wyczuciem organiczno-ograniczonej formuły współczesnego minimalu nasączonego postpunkowym mrokiem lat 80. Parę lat temu podobny, jednak dużo bardziej krzykliwy i przebojowy zestaw kawałków zaproponował Swayzak.

Troy Pierce, po brawurowym, w większości instrumentalnym, debiutanckim „Enemy Love”, idzie w kierunku jeszcze bardziej mrocznej, odhumanizowanej, a przy tym zmysłowej muzyki, której specyficzny puls podsyca niepokój i przywodzi na myśl najbardziej izolacjonistyczne kompozycje Plastikmana.

Gdy słyszę przygaszone, oscylujące wokół paranoidalnej szeptanej pretensji, wokalne interpretacje Gibby Millera, wydaje mi się, że oto mamy do czynienia z nowym Colinem Newmanem, a tak powinien brzmieć milczący od lat Wire (nie wspominając o zeszłorocznym „Object 47” nagranym w nowym składzie).

Miller przy mikrofonie sprawił, że po raz pierwszy od roku sięgnąłem po solówkę Newmana „Bastard” z 1997, przypominając sobie stare dobre czasy wytwórni ~swim, ostatni rozdział hiperaktywności jej współzałożyciela.
Jak dla mnie, „Autumn” to zdecydowany kandydat do tegorocznego top 10 i zielone światło dla mocno ostatnio upaćkanego własnym błotkiem M_nusa.

M_nus 2009







Jest nas ponad 16 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
phamm
phamm
14 lat temu

hmmm, ciężka sprawa, owszem nie z płytą, bo ta zadowala mnie w pełni, ale z tym komentarzem na temat M-nusa, mianowicie to ich błotko jest przecież wpisane w założenie labelu, więc rewolucji nie ma co u nich wieszczyć, po wtóre Hawtin wyraźnie daje sobie na wstrzymanie z labelem, czego dowodem są ostatnie średnio trafione Click Boxy czy Ambivalent, nadto w ostatnim wywiadzie dla RA Rysiek nie deklaruje, ale stara się sugerować, że obroty labela [oczywiście muzyczne] będą spadać

gwid0n
gwid0n
14 lat temu

enemy love nie za bardzo moze byc kluczowa pozycja w katalogu m_nus, bo wyszlo w w labelu underl_ne. miller na enemy love tez wystepuje. czy m_nus upackuje sie wlasnym blotkiem, to kwestia mocno dyskusyjna, bo abstrahujac od kontaktow i wszystkich smiesznych eventow, muzycznie sie ostatnio broni.

author
author
14 lat temu

fakt, jakkolwiek jest to rzecz nagrana w nie calkiem oryginalnym skladzie, ale racja. mozna uznac, ze przerwali milczenie. choc maja kilka wydawnictw sygnowanych z he i katalogowanych przez wytwornie wlasnie z he 🙂

Goldfinger
Goldfinger
14 lat temu

„Milczący od lat The Wire”? Po pierwsze, nie The Wire, a po prostu Wire, a po drugie – w ubiegłym roku wydali świetny „Object 47”.

Polecamy