BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Young Fathers – Cocoa Sugar

Dyskretne oczko, twist w stylu „Shoo Be Doo Wop” i staniki na scenie.

Po blisko trzyletniej przerwie edynburskie trio Young Fathers powróciło ze swoim nowym albumem zatytułowanym „Cocoa Sugar”. Album, który ukazał się kilka tygodni temu, opublikowała „już” kultowa wytwórnia Ninja Tune. Cudzysłów uzasadniony bo skok z ninjowego imprintu Big Dada, który wydał dwa poprzednie albumy tria tj. „Dead” z 2014 i „White Men Are Black Men Too” z 2015 r., wprost do katalogu Ninja, ma symboliczne znaczenie.

Oba labele wydają artystów działających na przecięciu szeroko pojętej elektroniki, hip-hopu i alternatywnego pop-rocka. Big Dada skupia się jednak na tych, u których hip hop przeważa (zgodnie z profilem nadanym przez założyciela – hip-hopowego dziennikarza Willa Ashona), Ninja odwrotnie – u których więcej elektroniki (w końcu założycielami tej byli Coldcut!). Fiskalnie większego znaczenia to nie ma, wszystko pozostaje w tej samej grupie kapitałowej. Muzycznie jak najbardziej. Zmiana labelu zaowocowała wyczuwalną zmianą stylistyki względem poprzednich płyt, w szczególności mocno hip-hopowej „White Men Are Black Men Too”. Na „Cocoa Sugar” Young Fathers większy nacisk położyli na alternatywne pop-rockowe granie pełne dudniących bębnów, okraszone raz soczystymi rapami, a raz wysoko tonacyjnymi chórami.

Nie myślcie jednak, że Young Fathers zerwali z tym co jest ich znakiem rozpoznawczym – żonglerką gatunkami do czego dorzucają swoje energetyczne wokale. Wręcz przeciwnie, na „Cocoa Sugar” Alloysious Massaquoi, Kayus Bankole i Graham „G” Hastings umiejętność tą wynoszą na jeszcze wyższy poziom. To jednak płyta na której na pierwszy plan wysuwa się melodyjność oparta o miękką elektronikę i instrumenty, z których przeważają pianina i bębny („In My View”, „Fee Fi”,). Plus wokale, które poza rapami i tonacyjnym śpiewem („Tremolo”) usłyszycie także w ramach wspomnianych już chórów („Lord”, „Picking You Up”).

Płyta choć niedługa (całość to ok. 36 minut) jest surrealistyczną muzyczną eksplozją energii. Weźmy taki „Wow”. Rockowy początek przecinają zsamplowane wokale, trochę romantyczne, trochę erotyczne, po których rozpoczynają się fenomenalne przechwałki („Ego keeping me on / giving me what / giving me what I need”) w rytm szybkiej perkusji. Żeby tego było mało na finiszu Chłopaki dorzucają jeszcze klasyczne chórki w stylu „Shoo Be Doo Wop”. A na końcu wrzaski. Duża szansa, że w trakcie trasy promującej ten album podczas wykonywania „Wow” w stronę artystów biustonosze będą lecieć jeden za drugim.

Kolejny „Border Girl” – gdyby traktował o dobrej nowinie to śmiało mógłby wybrzmieć w ramach zgromadzenia gospel! Niech nikogo nie zwiedzie kosmiczny zawijas na jego końcówce po którym soczystym rapem rozpoczyna się „Holy Ghost” (i tu w tekście pojawia się i Biblia i Jezus). Niespełna dwuminutowy „Wire” to z kolei szalone tribalowe doświadczenie bębnów i etnicznego zawodzenia. Kiedy następny „Toy” rozpoczyna się odgłosami zwierzęcego wręcz charczenia naprawdę trudno przypomnieć sobie jak to wszystko się zaczęło. A to przecież było coś delikatnego… Rzeczywiście otwierający „See How”, w którym wokale skaczą od falsetu do barytonu, po opisanych szaleństwach z dalszej części płyty wydaje się jakimś dziwnym przytulańcem. Z drugiej strony – jak świetnie brzmiącym.

Young Fathers są w doskonałej formie („on fire!” jak śpiewają w „Holy Ghost”). Bawią się muzyką, pozwalają sobie na śmiałe teksty. Przy czym jest to spójne i nie jawi się jako artystyczna poza. Nie dziwi więc zupełnie, że „Cocoa Sugar” jest jak dotąd najwyżej notowanym albumem tria na brytyjskiej liście przebojów (28 miejsce). Czy to forma „szczytowa”? Poniekąd tak choć ten album to raczej nie jest ich ostatnie słowo. Tak jakby puszczając oko do słuchacza chcieli powiedzieć: „jeszcze namieszamy”.

2018 | Ninja Tune

Oficjalna strona Young Fathers » Young Fathers na stronie Ninja Tune » Profil na Facebooku »

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

    • Anka

      Wow! Ciekawe bardzo.. czyżby inspirowali się naszą polską szkołą plakatu? Super odkrycie! Dzięki. Może będę miała okazję zapytać 🙂