The Primitive Painter – The Primitive Painter
Paweł Gzyl:

Dźwiękowy klejnot z dawnej epoki.

DIVVAS – Challenger Deep
Łukasz Komła:

W głębinach myśli.

The Exaltics & Heinrich Mueller – Dimensional Shifting
Paweł Gzyl:

Mistrzowska wersja detroitowego electro.

Julius Aglinskas – Daydreamer
Łukasz Komła:

W ambientowym zastygnięciu.

Soft Boi – So Nice
Paweł Gzyl:

O miłości w rytmie downtempo.

Ehh hahah – House ze skrzypcami w tle
Jarek Szczęsny:

Pod znakiem internetu.

Alva Noto – Xerrox Vol. 4
Mateusz Piżyński:

Czwarta odsłona cyklu Xerrox, na którą przyszło nam czekać pięć lat.

Various Artists – Kern Vol. 5 Mixed By Helena Hauff
Paweł Gzyl:

„For those who know”

Amnesia Scanner – Tearless
Paweł Gzyl:

Finowie serwują miłosne ballady.

Michael Lightborne – Ring Road Ring
Łukasz Komła:

Dźwiękowy świat obwodnicy w Coventry.

Christine Ott – Chimères (pour ondes Martenot)
Jarek Szczęsny:

Geometria dźwięków.

Deadbeat And Paul St. Hilaire – 4 Quarters Of Love And Modern Lash
Paweł Gzyl:

Scott i Paul medytują.

Vysoké Čelo – Űrkutatás
Jarek Szczęsny:

Grzechem byłoby nie skorzystać.

Ellen Allien – AurAA
Paweł Gzyl:

Hołd dla czasów, kiedy techno i trance były jednym.



Lone – Ecstasy & Friends


Lone zabłysnął przed rokiem płytą “Lemurian”, którą umieściłem na liście 25. najlepszych płyt A.D. 2008. Trywialna okładka zapowiadała składankę z serii “DJ Karol Strasburger presents The Best of Ibiza Selection”, tymczasem krążek wypełniał pierwszorzędny instrumentalny hip-hop z IDM-owo-glitchowymi naleciałościami. Na początku grudnia ukazał się następca tego znakomitego materiału. Niestety, tym razem trywialna jest nie tylko okładka i tytuł, ale też zawartość dźwiękowa.

Wtórność i marazm. To pierwsze słowa, które kołaczą się w głowie po wielokrotnym przesłuchaniu „Ecstasy & Friends”. Rzecz nie w tym, że to płyta zła czy słaba, lecz w tym, że nie różni się kompletnie niczym od swojej poprzedniczki. Lone ani myśli wyściubiać nosa poza ciepłą i wygodnę dziuplę, którą zajął. To, co rok temu brzmiało świeżo, dziś może być czymś zupełnie oczywistym, wręcz banalnym.

Go to Beatport.com Get These Tracks Add This Player

Na tym polega problem z albumem: jest przewidywalny, co irytuje tym bardziej, że Cutlera stać na więcej, bo są tu, przyznaję, mgliste przejawy zarodka talentu, który przestał się rozwijać. Kompozycje są naiwnie sentymentalne i przesłodzone, lukrowane melodie przewijają się gdzieś na tle kleistych beatów, ale to za mało, żeby zaintrygować. Taki „Karen Loves Kate” ciągnie się niemiłosiernie przez prawie sześć minut, nie ewoluując w żadną stronę. Równie dobrze wszystkie kawałki mogłyby być odrzutami z „Lemurian”.

W zachodniej prasie „Ecstasy & Friends” jest mocno hajpowana, ale w kategorii szeroko pojętego instrumentalnego hip-hopu, nawet nie zbliża się do poziomu tegorocznych płyt Lukid, Nosaj Thing i Dorian Concept. Z obiecującego twórcy Matt Cutler stał się autorem plażowej muzyczki do piwka i paluszków. Jak znalazł na zimę, będzie czym w piecu palić…
Werk Discs, 2009

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Kid Loco

    w koncu jakas normalna recencja

  2. mallemma

    bdb recenzja, a i podobna reakcja.