BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Lone – Ecstasy & Friends


Lone zabłysnął przed rokiem płytą “Lemurian”, którą umieściłem na liście 25. najlepszych płyt A.D. 2008. Trywialna okładka zapowiadała składankę z serii “DJ Karol Strasburger presents The Best of Ibiza Selection”, tymczasem krążek wypełniał pierwszorzędny instrumentalny hip-hop z IDM-owo-glitchowymi naleciałościami. Na początku grudnia ukazał się następca tego znakomitego materiału. Niestety, tym razem trywialna jest nie tylko okładka i tytuł, ale też zawartość dźwiękowa.

Wtórność i marazm. To pierwsze słowa, które kołaczą się w głowie po wielokrotnym przesłuchaniu „Ecstasy & Friends”. Rzecz nie w tym, że to płyta zła czy słaba, lecz w tym, że nie różni się kompletnie niczym od swojej poprzedniczki. Lone ani myśli wyściubiać nosa poza ciepłą i wygodnę dziuplę, którą zajął. To, co rok temu brzmiało świeżo, dziś może być czymś zupełnie oczywistym, wręcz banalnym.

Go to Beatport.com Get These Tracks Add This Player

Na tym polega problem z albumem: jest przewidywalny, co irytuje tym bardziej, że Cutlera stać na więcej, bo są tu, przyznaję, mgliste przejawy zarodka talentu, który przestał się rozwijać. Kompozycje są naiwnie sentymentalne i przesłodzone, lukrowane melodie przewijają się gdzieś na tle kleistych beatów, ale to za mało, żeby zaintrygować. Taki „Karen Loves Kate” ciągnie się niemiłosiernie przez prawie sześć minut, nie ewoluując w żadną stronę. Równie dobrze wszystkie kawałki mogłyby być odrzutami z „Lemurian”.

W zachodniej prasie „Ecstasy & Friends” jest mocno hajpowana, ale w kategorii szeroko pojętego instrumentalnego hip-hopu, nawet nie zbliża się do poziomu tegorocznych płyt Lukid, Nosaj Thing i Dorian Concept. Z obiecującego twórcy Matt Cutler stał się autorem plażowej muzyczki do piwka i paluszków. Jak znalazł na zimę, będzie czym w piecu palić…
Werk Discs, 2009

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. Kid Loco

    w koncu jakas normalna recencja

  2. mallemma

    bdb recenzja, a i podobna reakcja.