Wpisz i kliknij enter

Danton Eeprom – Yes Is More


Czy chcemy tego, czy nie, proroctwa zapisane w książkach Breta Eastona Ellisa czy Michela Houellebecqa zaczynają się powoli sprawdzać. Zachodnie społeczeństwa rozpadają się na pojedyncze atomy skoncentrowanych na sobie egoistów, dla których jedynym sensem życia jest zaspokajanie swych wyestetyzowanych przez popkulturę pragnień. I te zbiorowiska potrzebują coraz to bardziej wyrafinowanego podkładu muzycznego do konsumpcyjnych orgii. Idealny soundtrack dla tego typu ekscesów przygotował właśnie francuski producent znany pod pseudonimem Danton Eeprom.

Najpierw były przebojowe single, potem remiksy dla Simian Mobile Disco, Little Boots, Röyksopp czy Lykke Li, aż wreszcie podwoje najmodniejszych klubów w Paryżu, Londynie i Nowym Jorku stanęły przed nim otworem. I teraz – w glorii granych tam eklektycznych setów – ukazuje się jego debiutancki album „Yes Is More”, wydany przez wytwórnię Agorii – InFiné Music.

Słuchanie tej płyty przypomina oglądanie spektaklu utalentowanego prestidigitatora. Eeprom z taką gracją żongluje cytatami z ostatnich trzydziestu lat muzyki pop i zapożyczonymi od innych pomysłami, że z czasem, olśnieni jego zręcznością, zaczynamy je uznawać za jego własne.

Oto w „Thanks For Nothing” słychać głos stylizowany na modnego znów Bryana Ferry`ego w otoczce z mrocznych klawiszy zapożyczonych z klasycznych nagrań Tubeway Army. A więc nowa fala? Ależ skąd – wszystko to podszywa energetyczny breakbeat stylizowany na oldskulowe produkcje Danger Mouse`a. Kiedy rozbrzmiewa „Give Me Pain” ma się wrażenie, że przez pomyłkę w odtwarzaczu znalazł się jakiś nieznany krążek Becka. Funkowy puls wsparty psychodeliczna partią syntezatorów niesie tu jednak przetworzony wokal opleciony akustycznymi dźwiękami zsamplowanych dęciaków i akordeonu.

„Desire No More” uderza mocnym bitem w stylu R&B, który wywołałby grymas zazdrości u Timbalanda czy The Neptunes. Eeprom widział to chyba oczami swej wyobraźni, bo zaserwował tutaj wyjątkowo jadowitą wokalizę, uzupełnioną karykaturalnym chórkiem. Jakby tego było mało, w tle rozbrzmiewają lodowate tony nowofalowych klawiszy, nadające piosence urokliwy klimat postkoitalnej tęsknoty za uczuciami wyższego rzędu. Dudniący bas w stylu PIL rozsadza z kolei „Attilę” – kiedy wydaje się, że za chwilę usłyszymy złowieszcze zawodzenie Johna Lydona, dostajemy w twarz piekący policzek: taneczny podkład o breakowym metrum, uświadamiający nam, że tu nie chodzi o żaden bunt czy prowokację, tylko o estetyczne gierki.

A w finale „Vivid Love” – ballada, tak, ballada, rozpisana na wokal, gitarę i bębny, coś w stylu przypomnianego niedawno przez The Field wyciskacza łez w postaci „Everybody`s Got To Learn Sometime” The Korgis. Po prostu żywy dowód, iż współcześni celebryci też potrafią kochać!

Osobny segment płyty stanowią jednoznacznie klubowe kompozycje. Eeprom swobodnie przeskakuje w nich od perkusyjnego minimalu z koktajlową partią dęciaków („Stilettos Rising”), przez podrasowany na dyskotekową modłę nu-rave („Tight”), po motoryczny tech-house z kosmiczną partią kraut-rockowych syntezatorów („Confessions Of The English Opium-Eater”). Osobną ciekawostkę stanowi tutaj ekscentryczny duet Eeproma z Chloé w „The Feminine Man” – to transgenderowy dub rozbrzmiewający pożegnalnymi dzwonami nad coraz bardziej sponiewieraną kulturą patriarchalną.

Gdy muzyka z „Yes Is More” cichnie, rozlega się dziwny chichot – to francuski producent śmieje się z tych, którzy dali się nabrać na to, że jego płyta to autentyczny wyraz talentu artysty. Dawno nie było bowiem tak precyzyjnie wykalkulowanej i spreparowanej muzyki. I dlatego nadaje się ona idealnie na dźwiękowy podkład do wypranego z wszelkich emocji życia bywalców modnych klubów, butików i galerii. Jak więc ocenić taki album? Na zero czy na piątkę? Obie oceny byłyby równie adekwatne.

Hipisi odlatywali nawołując „Turn On, Tune In, Drop Out”, punki wrzeszczeli z nienawiścią „Hate And War”, nowofalowcy popadali w egzystencjalną depresję, twierdząc że „Love Will Tear Us Apart”, a co słychać dzisiaj? „Yes Is More”!

www.infine-music.com

www.myspace.com/infinemuzik

www.dantoneeprom.com

www.myspace.com/dantonrocks
InFiné Music 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
pdymm
pdymm
11 lat temu

Wypada się zgodzić z Autorem – piekielnie przewrotna robota. Aż człowieka ciarki przechodzą.

paide
paide
11 lat temu

Paweł, dzięki! Namówiłeś mnie na sprawdzenie tego materiału. Jakakolwiek będzie moja reakcja na muzykę, to big up! dla Ciebie za recenzję.

Polecamy