Wpisz i kliknij enter

Pan Sonic – Gravitoni


To koniec. Po ponad 15 latach Mika Vaino i Ilpo Väisänen uśmiercają Pan Sonic. Po angielsku odchodzą z miejsca zbrodni i rozdzielają się, każdy we własnym kierunku. Materiałem dowodowym jest „Gravitoni”, najnowszy i zarazem ostatni album duetu. Co nieco dziwne, płyta nie wywołała medialnego szumu, ale też panowie z Pan Sonic o niego nie prosili, czego dowodem jest brak pożegnalnego tournée i oszczędne oświadczenie o zakończeniu wspólnej działalności.

Projekt nigdy nie stał się obiektem kultu miłośników ascetycznych brzmień jak choćby Autechre, jednak odcisnął niezatarty ślad na szorstkiej powierzchni współczesnego minimalu. Wyżłobił kanał łączący Einstürzende Neubauten z Alva Noto, metalurgię z muzyczną technokracją. „Gravitoni” jest poniekąd walką z siłą ziemskiej grawitacji. Nie można jednak oprzeć się złudzeniu, że przyciągnęła ona fińskich producentów odrobinę za mocno…


Album otwiera „Voltos Bolt”, miażdżący i do bólu fabryczny kombajn, uzbrojony po zęby w tarczowe piły pracujące w rytm stalowych, przesterowanych drumów. Maszyna wytrwale tnie metaliczne tworzywa, sypiąc snopami iskier. Oślepia i ogłusza, przechodząc w stronę „Wanyugo”. Dryfujący drone raz po raz znika w czeluściach industrialnej hali, zaprowadzając na niej pozorny spokój i wprowadzając w otępiający trans, charakterystyczny dla nagrań Sunn O))). „Fermi” ogłusza falsetowym, hautingowym padem, który raz po raz prześwietla syczące perkusjonalia, których monotonna pulsacja raptownie kończy się w utworze „Corona”. Pneumatyczne młoty zastąpiły tarczowe piły i opętańczo rozbijają metalowe głazy. To kontrolowany chaos w stylu Merzbow i klimat rodem z Aphex Twin, ujęty w laserowe, futurystyczne kształty.

„Radio Qurghonteppa” oparty jest na statycznym, gitarowym riffie i wibrujących syntezatorach w tle, które nadają kompozycji horrorowego smaczku. Całkiem klaustrofobicznie robi się w centralnej części wydawnictwa, kiedy ciężkie świdry kasandrycznego „Trepanointi/Trepanation” wulgarnie miażdżą dźwięk, siejąc spustoszenie w głębi ludzkiego umysłu. Pan Sonic przenosi nas do podziemi przemysłowej wytwórni, w głąb stalagmitowej jaskini „Vainamoisen Uni/Vainamoinen Dreams”. Za pomocą linearnych sygnałów tworzy niczym niezmąconą harmonię, przez którą przedziera się piłujący hałas dobiegający z „Suuntaa-Antava/Indicational”. Masywne, basowe dźwięki i narastające zewsząd posępne krajobrazy przypominają najlepsze dokonania Byetone, z kolei dark ambientowy „Hades”, niesie ze sobą estetyke zbliżoną do rozwiązań współczesnego Lustmorda. Głęboki, atmosferyczny doom, ospale spadające krople rtęci i majestatyczny odgłos bicia ludzkiego serca – to bardzo przekonujący moment na płycie.

Niezwykle oryginalnym numerem jest „Kaksoisvinokas/Twinaskev”. Mechaniczne roboty wracają do życia, walcząc z przebijającymi się od zewnątrz operowymi głosami, które finalnie zostają schwytane w zimne objęcia clicksu i glitchu, co nadaje nagraniu nierealnego wymiaru.
Końcowy „Pan Finale” to przystępny numer, ciężki przesterowany loop i rosnąca przed oczami ściana szorstkiego noisu, przeradzająca się w pojedynczy kod dźwiękowy, ostatecznie zamyka monumentalną, industrialną machinę.

„Gravitoni” to intrygujący i solidny krążek. Może nieco zbyt efekciarski i jednorazowy, może trochę pozbawiony większej idei. Niemniej jednak to muzyczne requiem jest udanym podsumowaniem dyskografii Finów, łączy bowiem brzmienie staroszkolnej „Aaltopiiri” z nowoczesnymi rozwiązaniami europejskiej sceny eksperymentalnej, której jeden z pionierów właśnie schodzi ze sceny…

blastfirstpetite.com

Blast First Petite, 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
mallemma
mallemma
11 lat temu

Pierdoły gadasz 🙂

keisuke
keisuke
11 lat temu

Żaden Alva Noto nie dorówna pulsacji, sygnałom, świdrom i szumom Panasonic… Na szczęście Mika Vainio solowo ciągle działa i tworzy m .in. z Seanem Boothem z Autechre (tegoroczne 3.Telepathics Meh In-Sect Connection).

Polecamy