Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.



Seabear we Wrocławiu – nasza relacja i zdjęcia

Prasa muzyczna przedstawia Seabear jako zderzenie fokowych pejzaży Sigur Ros z rockowym zacięciem Arcade Fire. Po koncercie misiaków we Wrocławiu, odkryłem, że prawdy w tym tyle, co w stwierdzeniu, ze MTV to stacja muzyczna, a nie nadawane przez 24 godziny reality show.

  • Seabear
  • Wrocław klub Firlej
  • 25 XI 2010

Sześcioosobowy skład robi na żywo dość fajne wrażenie. Są dwaj gitarzyści, basista, perkusista oraz kobieca część kolektywu, w postaci skrzypaczki i Pani grającej na klawiszach (jak się nazywa żeńska odmiana słowa „klawiszowiec”, wie ktoś?). Pomimo sporego zamieszania na scenie, goście z Islandii zaczęli raczej niemrawo.

Seabear

Wokalista i zarazem gitarzysta akustyczny oraz lider grupy, Sindri Sigfússon, wymamrotał coś pod nosem, co miało być chyba przywitaniem z publiką i skinął głową reszcie zespołu, że jest gotowy do grania. A gotowy był raczej średnio. Podobnie jak pozostała część składu. Kapela wydawała się zmęczona i niechętna na publiczne występy. Widać to było po ich minach, gestykulacji i braku jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania.

Od strony sceny zaczęło się w końcu wyczuwać pozytywną energięPierwsze utwory, zagrane oczywiście poprawnie, zaczęły utwierdzać mnie w przekonaniu, że będzie to po prostu odwalony byle jak koncert. Mina mi zrzedła.

Na szczęście, w trakcie trwania występu, nasi uroczy przyjaciele zaczęli się rozkręcać! Gdzieś tak po dwudziestu minutach wszystko wróciło na właściwe tory. Myślę, że spora w tym zasługa publiczności, która przywitała Seabear bardzo ciepło i gorącymi oklaskami zachęcała do dawania z siebie wszystkiego.

Seabear

Od strony sceny zaczęło się w końcu wyczuwać pozytywną energię i impreza rozkręciła się na całego. Ciężko było ustać w miejscu, noga sama zaczynała pieścić parkiet i prawie każdy bądź tańczył bądź podrygiwał sobie w miejscu. Tego wieczoru można było usłyszeć kawałki, będące sporym przekrojem twórczości misiaków. Poleciały takie numery jak: „Fire Dies Down”, „I Sing I Swim”, „Seashell” , „Singing Arc” czy „We Fell Off The Roof”.

Obowiązkowy bis przypieczętował tylko udaną wizytę muzyków w stolicy Dolnego Śląska. Natomiast, tak jak wspomniałem, trochę na próżno szukać było tutaj jakiś głębszych nawiązań do Sigurów czy kanadyjskiego bandu. Owszem, jest to folk z wyraźnym gitarowym pazurem, jednak na całkowicie innym poziomie. Co nie znaczy oczywiście, że gorszym.

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.