Pablo Mateo – Weird Reflections Beyond The Sky
Paweł Gzyl:

Techno do tańca.

Danny Brown – uknowhatimsayin¿
Jarek Szczęsny:

Gorączkowe wizje rapera.

9t Antiope – Grimace
Jarek Szczęsny:

Mikrus.

Malin Genie – Anthropomorphic Sympathy
Paweł Gzyl:

Stylowe electro i IDM w duchu lat 90.

Telefon Tel Aviv – Dreams Are Not Enough
Mateusz Piżyński:

Gdy w Tel Avivie zgaśnie światło…

Philipp Gorbachev – Kolokol
Paweł Gzyl:

Prawosławie i elektronika.

BNNT is Jerusalem in My Heart – Multiversion #4
Jarek Szczęsny:

Część czwarta.

rRoxymore – Face To Phase
Paweł Gzyl:

Introwertyczne bity.

The Big YES! – The Big YES!
Łukasz Komła:

Free jazzowy wybuch!

HTRK – Venus In Leo
Maciej Kaczmarski:

Miłość w czasach zarazy.

Matthias Schaffhauser – Hedonism, What Else
Paweł Gzyl:

Muzyka jako przyjemność.

Manu Delago – Circadian
Jarek Szczęsny:

Cykle snu.

Various Artists – Total 19
Paweł Gzyl:

Witamy jesień z Kompaktem.

Alessandro Cortini – Volume Massimo
Jarek Szczęsny:

Wyłapywanie wadliwych elementów.



Seabear we Wrocławiu – nasza relacja i zdjęcia

Prasa muzyczna przedstawia Seabear jako zderzenie fokowych pejzaży Sigur Ros z rockowym zacięciem Arcade Fire. Po koncercie misiaków we Wrocławiu, odkryłem, że prawdy w tym tyle, co w stwierdzeniu, ze MTV to stacja muzyczna, a nie nadawane przez 24 godziny reality show.

  • Seabear
  • Wrocław klub Firlej
  • 25 XI 2010

Sześcioosobowy skład robi na żywo dość fajne wrażenie. Są dwaj gitarzyści, basista, perkusista oraz kobieca część kolektywu, w postaci skrzypaczki i Pani grającej na klawiszach (jak się nazywa żeńska odmiana słowa „klawiszowiec”, wie ktoś?). Pomimo sporego zamieszania na scenie, goście z Islandii zaczęli raczej niemrawo.

Seabear

Wokalista i zarazem gitarzysta akustyczny oraz lider grupy, Sindri Sigfússon, wymamrotał coś pod nosem, co miało być chyba przywitaniem z publiką i skinął głową reszcie zespołu, że jest gotowy do grania. A gotowy był raczej średnio. Podobnie jak pozostała część składu. Kapela wydawała się zmęczona i niechętna na publiczne występy. Widać to było po ich minach, gestykulacji i braku jakiegokolwiek emocjonalnego zaangażowania.

Od strony sceny zaczęło się w końcu wyczuwać pozytywną energięPierwsze utwory, zagrane oczywiście poprawnie, zaczęły utwierdzać mnie w przekonaniu, że będzie to po prostu odwalony byle jak koncert. Mina mi zrzedła.

Na szczęście, w trakcie trwania występu, nasi uroczy przyjaciele zaczęli się rozkręcać! Gdzieś tak po dwudziestu minutach wszystko wróciło na właściwe tory. Myślę, że spora w tym zasługa publiczności, która przywitała Seabear bardzo ciepło i gorącymi oklaskami zachęcała do dawania z siebie wszystkiego.

Seabear

Od strony sceny zaczęło się w końcu wyczuwać pozytywną energię i impreza rozkręciła się na całego. Ciężko było ustać w miejscu, noga sama zaczynała pieścić parkiet i prawie każdy bądź tańczył bądź podrygiwał sobie w miejscu. Tego wieczoru można było usłyszeć kawałki, będące sporym przekrojem twórczości misiaków. Poleciały takie numery jak: „Fire Dies Down”, „I Sing I Swim”, „Seashell” , „Singing Arc” czy „We Fell Off The Roof”.

Obowiązkowy bis przypieczętował tylko udaną wizytę muzyków w stolicy Dolnego Śląska. Natomiast, tak jak wspomniałem, trochę na próżno szukać było tutaj jakiś głębszych nawiązań do Sigurów czy kanadyjskiego bandu. Owszem, jest to folk z wyraźnym gitarowym pazurem, jednak na całkowicie innym poziomie. Co nie znaczy oczywiście, że gorszym.

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

Seabear

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.