Wpisz i kliknij enter

Mike Dehnert – Framework

Mistrzowski debiut.

Ten dobiegający trzydziestki niemiecki producent już od czterech lat dobijał się do wrót sławy. Powołał w tym celu własną wytwórnię Fachwerk, której nakładem opublikował w postaci plików dźwiękowych aż pięć albumów – a każdy z nich dedykowany był nowoczesnemu techno. Wielki sukces producentów związanych z klubem Berghain sprawił, że renomowane wytwórnie płytowe zaczęły poszukiwać artystów mających coś ciekawego do powiedzenia w kwestii post-minimalowego grania. I to właśnie wtedy pojawiła się dla Mike`a Denherta szansa szerszego zaistnienia. Działając od 2007 roku miał już wyrobiony styl i tylko czekał na dobrą propozycję. I ta przyszła od zasłużonej holenderskiej wytworni Delsin. Jej efektem jest pierwszy album niemieckiego producenta w wersji CD – „Framework”.

Zaczyna się świetnie – kakofoniczne dźwięki splecione z przetworzonym ludzkim głosem („Intro”) wprowadzają jakby dobiegający zza grubej ściany miarowy puls w stylu dub-techno. Potem pojawiają się dodatkowe elementy – nerwowo drgający loop upleciony z szorstkich akordów klawiszy i wibrujące efekty perkusyjne. Tak brzmi „Infix” – jeden z najciekawszych utworów z płyty.

Równie interesująco wypadają dwa następne nagrania. Tytułowe „Framework” miażdży tektonicznym bitem i industrialnymi loopami niczym klasyczne już dziś nagrania reprezentantów stylu z Berghain – Bena Klocka czy Marcela Dettmana. W „Palindromie” pojawia się natomiast wspomnienie surowego stylu Basic Channel sprzed dwóch dekad – to wypchnięty na pierwszy plan morderczy motyw syntezatorowy, w finale zalany przez oniryczną falę ambientowego szumu.

Najbardziej rozbudowaną konstrukcję z wszystkich kompozycji na krążku ma „Quattro”. Na sprężysty podkład rytmiczny nakładają się kolejne fale sążnistych klawiszy – od piekących smagnięć giętymi blachami po organową melodię zasłyszaną pod murami jakiegoś kościoła. Wszystko to tworzy jednak spójną całość – mimo „koralikowej” aranżacji, nie tracącą nic ze swej tanecznej energii.

W drugiej części płyty znów przychodzi czas na wspomnienie klasyki techno. Najpierw dostajemy galopujący „Klatext” wymodelowany na tresorowe brzmienia w stylu wczesnego Jamesa Ruskina, a potem agresywny „Teifolge”, będący wspomnieniem słynnego killera Underground Resistance z 1991 roku – „Sonic Destroyer”.

Nowocześniej wypada natomiast „Inversion”, będąc mroczną hybrydą techno i industrialu w stylu dokonań Sandwell District i „Kontextfrei”, pomysłowo flirtujący ze smolistym dubstepem w wersji chociażby 2562. Równie ciekawie brzmi „Beatmatching” – bo tutaj niemiecki producent łączy chicagowski podkład rytmiczny z dubowymi efektami.

A na koniec – rozgniatające wszystko na swej drodze przemysłowe „Outro”, zlepione wyłącznie z industrialnych zgrzytów i szumów.

Mike Dehnert idealnie wpisuje się ze swym premierowym materiałem w nadciągającą falę potężnego techno reprezentowaną przez młodych producentów, wspieranych przez doświadczonych weteranów (choćby Chrisa Liebinga, Luke`a Slatera czy Adama X-a). Za nami niesamowity album Lucy, teraz cieszymy się płytą Dehnerta, a za kilkanaście dni premiera debiutu Tommy Four Seven. Będzie mocno.

Delsin 2011

www.delsinrecords.com

www.myspace.com/planetdelsin

www.myspace.com/mikedehnert







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
catsndogs93
catsndogs93
9 lat temu

No i Oscar Mulero do tego. Jest ciekawie, rzeczywiście. Potężne bity.

Polecamy