BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?



Podsumowanie roku 2011- Paweł Gzyl

Grudzień w pełni, pora rozpocząć nasze podsumowanie ostatnich 12 miesięcy. Rozpoczynamy od autorskiej listy Pawła Gzyla – niebawem zestawienia kolejnych redaktorów NM.pl i konkurs dla czytelników.

Minione dwanaście miesięcy należało bez wątpienia do mocnego techno. Gatunek ten wrócił do swoich korzeni – ale zasymilował też dźwiękowe nowinki. W ten sposób powstała jego kolejna mutacja, która spowodowała, że modny do niedawna minimal poszedł w kompletną odstawkę. Nic dziwnego, że wśród najciekawszych płyt minionego sezonu przeważają mroczne i ciężkie brzmienia.

Lucy „Wordplay For Working Bees” Stroboscopic Artefacts

Najciekawsze przyszło z najmniej spodziewanej strony – włoski producent Luca Mortelarro postanowił stworzyć techno bez typowej dla tego gatunku prostej rytmiki. I powstała rzecz wybitna – masywne kompozycje osadzone na abstrakcyjnych bitach o gęstym jak smoła brzmieniu. Ta wymykająca się wszelkim klasyfikacjom muzyka łączy w perfekcyjny sposób chmurny ambient, głębokie techno, skorodowany dub, zaszumiony industrial i majestatyczne drony. Efekt jest powalający – również dzięki nowatorskiemu masteringowi duetu Dadub.

The Fear Ratio „Light Box” Blueprint

To się musiało udać – przecież w jednym studio spotkali się dwaj mistrzowie brytyjskiego techno: James Ruskin i Mark Broom. Wszak to właśnie ich dokonania były inspiracją dla nowej fali producentów ciężkiej muzyki klubowej w Berghain. I nie zawiedli – wpompowali surową energię techno w majestatyczną rytmikę zbasowanego dubstepu, zatapiając to wszystko w przejmującym IDM-ie. Jeśli Aphex Twin nie bawiłby się w efekciarskie interpretacje Pendereckiego czy Reicha, to jego nagrania powinny brzmieć dzisiaj właśnie jak The Fear Ratio.

Tommy Four Seven „Primate” CLR Records

Czy można wyprodukować techno wyłącznie z dźwięków otoczenia? Tego karkołomnego zadania podjął się brytyjski producent Tommy Four Seven. Poddając cyfrowej obróbce odgłosy trzeszczących drzwi, przemysłowych hałasów i ulicznego szumu stworzył kolekcję morderczo ciężkich kompozycji, które swoją niesamowitą mocą mogłyby obdzielić co najmniej tuzin innych albumów tego gatunku. Nie zabrakło na płycie również ludzkiego głosu – to przetworzony wokal Emiki, który jednak zamiast roli melodycznej, pełni tu rolę… rytmiczną. Dawno techno nie miało tak oryginalnego brzmienia.

Perc „Wicker And Steel” Perc Trax

Brytyjski dziennik „The Guardian” nazwał ten album „soundtrackiem do naszych czasów”. I słusznie – w przemysłowym techno Aliego Wellsa odbijają się bowiem wszystkie niepokoje minionych dwunastu miesięcy – odgłosy palących się samochodów i wybijanych szyb na londyńskich ulicach, wściekłość zwalnianych z pracy mieszkańców angielskich przedmieść, bezsilna frustracja ogłupionej przez media młodzieży. Brytyjski producent wyraża ten strach i gniew przy pomocy metalicznych bitów, stając się godnym spadkobiercą swych poprzedników z Test Department czy Tools You Can Trust.

Emptyset „Demiurge” Subtext

Podczas, kiedy większość gwiazd brytyjskiego dubstepu objawiła w tym roku swe komercyjne apetyty, czego przykładem były choćby wręcz popowe dokonania SBKTR, Jokera czy Rustiego, duet bristolskich producentów, James Ginzburg i Paul Purgas, poszedł dokładnie w przeciwnym kierunku, doprowadzając modną estetykę do granic eksperymentu. Ich drugi album przyniósł zestaw maksymalnie przesterowanych basów i bitów, układających się w bezkompromisową wizję dokumentującą, że przy odpowiednim podejściu dubstep lokuje się blisko… dronu.

Roly Porter „Aftertime” Subtext

Neoklasyka zabrnęła w ślepy zaułek – produkowane na pęczki sentymentalne tony zapętlonych smyczków przypominają dziś raczej hollywoodzkie soundtracki niż nowatorską elektronikę. Wyjściem z impasu okazało się rozbicie mdłego klimatu siarczystą dawką… noise`u. Zrobił to na swym „Glimmer” nasz Jacaszek, ale jeszcze dalej poszedł Roly Porter, zestawiając na „Aftertime” subtelne tony fortepianu i wiolonczeli z brutalnymi dźwiękami cyfrowych przesterów i przemysłowych zgrzytów. Może to i pomysł na jedną płytę – ale robi wrażenie.

Morphosis „We Have To Learnt” Delsin

Kolejna niespodzianka – tym razem zaserwowana przez producenta z Libanu. Rabih Beanini zaprezentował zupełnie inną wizję techno niż Perc czy Lucy. Zamiast skupiać się na mocy i ciężarze, postawił na psychodeliczny klimat. Owszem – jego nagrania mają metaliczny, industrialny sznyt, ale ważniejsze w nich są kosmiczne przestrzenie, ewidentnie wywiedzione z klasyki elektronicznej odmiany kraut-rocka. Efekty są niezwykłe. A co najważniejsze, ta muzyka doskonale sprawdza się na żywo, co potwierdził improwizowany występ Morphosis na tegorocznym Unsound Festivalu.

DeepChord „Hash-Bar Loops” Soma

Ta płyta podzieliła zwolenników dub-techno. Jedni uznali ją za gniot, a drudzy – za arcydzieło. Punktem spornym stał się radykalny minimalizm zawartego na krążku materiału. My uznajemy ten eksperyment za udany – i swego rodzaju nowe słowo w wyjątkowo mocno eksploatowanej obecnie estetyce. Rod Modell ma za sobą lata doświadczenia – w tym również w preparowaniu izolacjonistycznego ambientu. I nagrania z „Hash-Bar Loops” stanowią właśnie taką współczesną inkarnację dokonań amerykańskiego artysty sprzed dwóch dekad. To pozornie mało efektowna płyta – ale można się w niej rozsmakować.

Roman Flügel „Fatty Folders” Dial

Ten album lokuje się poza wszelkimi podziałami gatunkowymi. To po prostu przykład muzycznego geniuszu jednego producenta. Dobrze, że po latach siarczystego techno-rocka realizowanego w ramach ostatniego wcielenia Alter Ego, ten niemiecki artysta wrócił do bardziej wyrafinowanej muzyki. Jest tutaj energetyczne disco, pastelowy house, subtelny IDM, przestrzenny ambient. Ale wszystko to naznaczone znakiem firmowym Flügela – organicznym i kolorowym brzmieniem, które sprawia, że elektronika nabiera ludzkiego wymiaru w jak najgłębszym znaczeniu tego słowa.

Ricardo Villalobos & Max Loderbauer „Re: ECM” Universal

Sztuka dekonstrukcji cudzych nagrań pozornie jest prosta. Bierzemy jeden element z danego utworu i wpisujemy go w kontekst własnej muzyki. I już wszyscy wzdychają z zachwytu, jaki to ciekawy remiks powstał. Trudniej jest odcisnąć na przetwarzanej muzyce własny ślad, zachowując przy tym ducha oryginału. Villabosowi i Loderbauerowi udało się – powstała elektroniczna muzyka liturgiczna w stylu glitch. Niestety, dyscyplina, która przysłużyła się obu artystom w czasie pracy nad płytą, zawiodła podczas ich koncertu na krakowskim Unsoundzie – cudowne miniatury z albumu zamienione w strumień rozlanych improwizacji, już nie zadziałały tak samo.

Bonus

Sandwell District „Sandwell District” Sandwell District

Problem z tą płytą polega na tym, że w wersji winylowej ukazała się pod koniec 2010 roku, a w kompaktowej – na początku 2011 roku. Co ciekawe – oba albumy różnią się od siebie, z korzyścią na rzecz wydania kompaktowego. To kompilacja ze wszech miar wybitna – kwintesencja niemal dziesięciu lat działalności brytyjskiego kolektywu, w skład którego wchodzi Regis, Female, Portion Reform i Silent Servant. Czyli najgłębsze techno z możliwych – przestrzenne i klimatyczne, zanurzone w industrialnym mroku, ale raczej o ambientowym charakterze. Słucha się tego wspaniale – bez względu na to, czy ktoś jest fanem elektroniki do tańczenia czy do kontemplacji. Po prostu arcydzieło.

Kity roku

Od zeszłego roku następuje zaskakujący rozdźwięk między tym, czym zachwyca się zachodnia krytyka lanserskich magazynów, a tym, co podoba się zwykłym słuchaczom nowej elektroniki. W ostatnich dwunastu miesiącach proces ten jeszcze bardziej przybrał na sile – czego efektem obecne podsumowania sezonu, na których królują zdecydowanie nieudane albumy. Co najśmieszniejsze – wiele polskich serwisów (wiecie, które) powtarza te typy, chcąc być jak najbardziej na czasie. Przyjrzyjmy się zatem tym najbardziej przecenianym płytom roku. I nie dajmy się nabrać.

Rustie „Glass Swords” Warp

Anglicy strasznie kochają ten swój rave. I wydaje im się, że był to najwspanialszy gatunek w historii nowej elektroniki. Dlatego potem takie płyty jawią im się dziełem geniusza. Tymczasem kawałki Rustiego to zaledwie anemiczne echo nagrań sprzed dwóch dekad. A kiedy koleś serwuje syntezatorowe brzmienia przypominające barwą nagrania prog-rockowych dinozaurów, robi się naprawdę… schizofrenicznie. Nic dziwnego, że Rustie swymi utworami nie rozruszał publiczności tegorocznego Unsoundu.

The Weeknd „House Of Balloons” The Weeknd

Pierwsze wrażenie jest niezłe – kto by wpadł na pomysł, aby wspamlować fragment Siouxsie & The Banshees w słodkie R&B? Ale kilka kolejnych przesłuchań przyprawia o mdłości – facet zawodzi tym samym wokalem na tę samą nutę w każdym kawałku. I do tego te niemal pornograficzne teksty, będące projekcją marzeń zakompleksionego dwudziestolatka. Jeśli R&B to muzyka do zabawy we dwoje, to The Weekend jest muzyką do zabawy w pojedynkę. Na pewno z Abela Tesfaye nie będzie nowego Timbalanda.

Clams Casino „Instrumentals” Clams Casino

Niektóre pomysły są tutaj całkiem obiecujące. Zdecydowanie lepiej sobie radzi Mike Volpe z cudzym materiałem niż ze swoim. Bo jego „Rainforest” to już kompletne rozczarowanie. Tylko czy brzmienie w stylu witch-house pasuje do hip-hopu? Za bardzo to płaskie – jak decha po wizycie u stolarza. Może na laptopowych głośniczkach się sprawdza, bo już na czymś porządniejszym nie bardzo.

Laurel Halo „Hour Logic” Hippos In Tanks

To według niektórych ma być najlepsze techno tego roku. Litości – ta wystraszona dziewuszka w kapturze na głowie, coś tam mamrocząca pod nosem drżącym głosem, te mizerne partie syntezatorów, te anemiczne bity. Rozumiem – to miało być techno w stylu hypnagogic popu. Ale zdecydowanie się nie udało.

Balam Acab „Wander – Wonder” Tri Angle

Jeśli komuś ambient kojarzy się z nudą, to ten album jest kwintesencją ambientowej nudy. Tu po prostu nic się nie dzieje. Jakieś niemrawo bziuczące syntezatory, do tego monotonny szum płynącej wody. Żadnego pomysłu, żadnego klimatu, żadnej tajemnicy. Zieeeeeeeeew roku.

Maria Minerva „Cabaret Cixous” Not Not Fun

Jak to możliwe, że trzydzieści lat temu młodzi ludzie nie umieli na niczym grać, ale kiedy chwytali za syntezatory (lub gitary) wychodziły im rzeczy epokowe? Teraz niektórzy próbują nam wcisnąć, że dzisiaj ten mechanizm znowu działa. Niestety nie – a przykładem tego ta estońska persona (no bo przecież nie wokalistka), która nie umie śpiewać, nie umie grać i… niestety, nie da się tego słuchać.

Jamie XX & Gil Scott-Heron „We`re New Here” XL

Tylko majestatyczny głos Scott-Herona się tutaj broni. Podkłady pupilka brytyjskich mediów nie nadają się do niczego – ani do tańca, ani do słuchania. Jak można zrobić tak pozbawiony mocy dubstep (grime, breakbeat, whatever)? Faktycznie – tylko Jamie XX to potrafi.

Araabmuzik „Electronic Dream” Duke

Co powstanie, jeśli połączymy ze sobą najbardziej kiczowate elementy najbardziej kiczowatych gatunków tanecznych? Najbardziej kiczowaty album roku. A mogło być inaczej?

VHS Head „Midnight Section” Skam

Największa pomyłka w katalogu skąd inąd zasłużonego Skam. Ale wiadomo – na fali mody na hipnagogiczne cytaty z lat 80. angielscy krytycy dostali spazmów z zachwytu. Tymczasem to monotonna łupanka posklejana z fragmentów soundtracków starych horrorów, która ani nie straszy, ani nie ekscytuje.

The Caretaker (lub Leyland Kirby) – wszystko

O ile największy szwindel w rock`n`rollu zrobili Sex Pistols, tak w elektronice – Leyland Kirby. Jego występ na Unsound Festivalu udowodnił, że można zakpić sobie z widowni w żywe oczy – a ona i tak potraktuje to jako wielką sztukę. Podobnie jest z jego płytami: zapętlane w nieskończoność cytaty z trzeszczących winyli z nagraniami przedwojennych orkiestr awansowały do miana „medytacji nad upływem czasu”. Pewnie Kirby pęka ze śmiechu, kiedy czyta te bzdury, które o nim wypisują. My jednak nie daliśmy się nabrać.

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarzy 55

  1. Janusz

    Bardzo fajna lista, kilka pozycji znajdzie się i u mnie. Chyba najbardziej brakuje Egyptrixx, no i lista kitów trochę niepotrzebna, bo to przecież bardzo subiektywna kwestia.

  2. guttierez

    Znakomite zestawienie. Brakuje może debiutu Skudge czy Oscara Mulero brakuje mi też bardzo wpływowego Miltona Bradleya (choć pełnej płyty w żadnej ze swoich karnacji) nie wydał ale to przedni zestaw niezłej „technologii”

    P.S niektórym czytelnikom doradzam ograniczenie lektury Fact’u, Pitchfork’a czy nawet Resident’a a kierowanie się własnym gustem a najlepiej odkurzenie starych nagrań IDM z wytwórni WARP dreampopu 4AD czy Beggars Banquet, Wtedy takie kwiatki jak witchhouse, Minerva, Rustie, czy najgorsza trylogia!!! – o zgrozo – tego roku The Weeknd nie będą miały racji bytu – jeśli ktoś tam dostrzega nowatorstwo współczuję. No ale jeśli niektórzy widzą w Mille Plateaux „ciężkie techno” a Emptyset kojarzy się z Tresorem…brak słów.

    Małolatom brakuje dużego zjawiska w muzyce (bo przecież dubstep to też żadna rewolucja) więc „hajpują” piątą wodę po kisielu i niezliczone mikro pseudo-gatunki ale żeby robić z tego wydarzenie??? Ja podziękuję.

    • Paweł Gzyl

      Skudge już miałem wrzucić, ale jakoś mi się klawisz omsknął. Faktycznie świetna płyta. Oscar Mulero też dobry – ale nazbyt tradycyjny jak na pierwszą dziesiątkę. 🙂

  3. beau

    Paweł, dzięki za to podsumowanie!
    tyle w temacie.

  4. funthomas

    Perc i Tommy to rewelki, a Minerva fakt dziadostwo;)

  5. stachman

    A mnie Pani Minerva mile basem polechtala na unsoundzie i za to jej chwala:) Choc przyznaje – z albumem juz sobie nie dalem rady, wiec moze to bardziej zasluga Mangghi i nastroju niz samej artystki… Na pewno jednak dzieki Pawlowi za zwrocenie mojej uwagi na Stroboscopic Artifacts… Zdecydowanie odkrycie roku… Monadami katuje sie bezustannie 🙂

  6. Dziękuję za powyższe zestawienie. Choć sam nie przepadam za nimi i w życiu nie ułożyłem żadnej własnej listy, to cieszę się że one powstają. Dziś poznałem dwóch wykonawców, którym zamierzam przyjrzeć się bliżej.

  7. rudzik

    pod kitami podpisuję się obiema rękami
    szczególnie pod „dokonaniami” Rusie, szkoda łącza na tą płytę o pieniądzach nie wspominając, ani tego słuchać bo irytuje ani do tego tańczyć, jak i do całej reszty modnej elektroniki. Panu Pawłowi gratuluję antygustu 🙂

  8. Hemorrhage

    Świetne podsumowanie, gratuluje szczególnie dissów ! Techno powstaje z prochu . 🙂

  9. cholera, że bozia to czyta i nie grzmi, przeca to subiektywny wybór pana Pawła, jest nawet w tytule posta, więc nie rozumiem o co ludziom chodzi, za takie wiadro pomyj to powinny być bany

  10. Tomasz

    techno hahaha smiech na sali nie interesuje wogole, nie bede sie uwstecznial poklony dla AUTECHRE

  11. burial80

    czytając to podsumowanie a szczególnie dissy odnoszę przemożne wrażenie, że Pan Paweł ugrzązł w tym swoim techno bagienku i nie może, a raczej nie chce się z niego wydostać. Rozumiem, że ulubione płyty Pana Pawła są świetne ale tak się akurat składa że te niby ‚kity” to praktycznie sama czołówka najlepszych płyt z podsumowania FACTu, które jak najbardziej na to wyróżnienie zasługują…The Weekend, Rustie czy AraabMUZIK do dla mnie kawał dobrej muzyki, która próbuje wnieść jakąś świeżą jakość w ten coraz bardziej skostniały rynek płyt kompaktowych. Pan Paweł mnie niemiło zaskoczył !!!!

    • Model pińcet

      Oo otóż to.

    • Paweł Gzyl

      To, że jakiś FACT coś uznał za świetnie, nie jest dla mnie żadnym wyróżnikiem. Pozwalam sobie mieć własne zdanie na temat słuchanej muzyki. 🙂

      • midas

        Panie Pawle, to też moje zdanie – jest Pan niewolnikiem techno, bardzo często ocenia Pan wysoko przenudne i nic niewnoszące płyty techno/house, tymczasem ten gatunek notuje największe artystyczne spadki. Nie percypuje Pan po prostu tego, co robią obecni 20-latkowie i tu mamy do czynienia z klasycznym konfliktem pokoleń.
        A Maria Minerva już jakiś czas temu nagrała świetną kasetę „Talling At Dawn” z bardzo ciekawą lo-fi interpretacją avant popu, ambientu, nawet new age. Że nie umie śpiewać? Powiedz to Pan Yoko Ono.:))

      • Paweł Gzyl

        A może po prostu brak muzycznej erudycji i niemal wyłączne obcowanie z kiepskiej jakości empetrójkami u dzisiejszych dwudziestolatków sprawia, że byle co można im wmówić jako rewelację?

  12. Lewus

    podsumowanie techno bez andy stotta? nie wierze

    • Paweł Gzyl

      Za bardzo mi ten nowy Stott przypominał Actressa (pierwsza EP-ka) i Thomasa Brinkmanna (druga EP-ka), żeby go aż do pierwszej dziesiątki wrzucić.

  13. Rafal

    ejj sorry, ale mam wrażenie że to podsumowanie na siłę dissuje wszystko co „mainstreamowe” i zachwyca się tym co bardziej asłuchalne.

    album Lucy i Tommego 47 wypas, fakt, ale mówienie że album Rustiego jest słaby to mega fail. podobnież przy Jamie’m, skoro są tam takie hiciory jak „I’ll Take Care of U”. mega nie zgadzam się z oceną The Weeknd’a. koleżka ma niesamowity głos i przed nim świetlana przyszłość. jestem przekonany że narobi sporego zamieszania już niedługo (House of Baloon’s jest przecież rewelacyjne, tak samo każdy jego kawałek z Drake’m póki co). żenującego tekstu o kompleksach nawet bym nie wspomniał, ale wydaje się że autor tekstu ma dużo większe niż Weeknd.

    • Paweł Gzyl

      Być może mam i większe kompleksy – ale nie wyśpiewuję ich publicznie. Dlatego nie mogą byc one przedmiotem dyskusji. 🙂

  14. Yaniki

    Myślę, że dzisiaj trudno mówić o tym, że jakakolwiek płyta popchnie elektronikę do przodu, bo czas płyt się kończy – w tym sensie, że nie jest to już medium napędzające wyobraźnię i zmiany w muzyce. Ale lepsze czy gorsze albumy ciągle będą powstawać i zawsze coś ciekawego da się z tego wyjąć. Dla mnie zestawienie Pawła jest ciekawe, bo na techno nie zwracam uwagi od dawna, a po przeczytaniu tekstu mam wrażenie, źe niesłusznie.

    • Paweł Gzyl

      Posłuchaj – założę się, że takiego techno, jak na tej liście jeszcze nie słyszałeś. 🙂

      • yaniki

        Zwłaszcza, kiedy się weźmie pod uwagę, jak dawno temu przestałem interesować się tym gatunkiem. Będę jak dziadunio odwiedzający wioskę, w której się urodził…

  15. Minevra

    Lista „kitów” roku dobitnie pokazuje, że przestaliście na tym portalu ogarniać.

    • niewidoczny

      ja bym doczepił się tylko do tego, że w kitach roku nie ma ani jednej płyty techno, skoro podsumowanie tyczy się głównie techno i jego hybryd

      • Paweł Gzyl

        Bo żadna z płyt techno nie była i nie jest hajpowana w mediach – przejrzyj sobie modne serwisy.

    • Paweł Gzyl

      Minervy nie da się ogarnąć. 🙂

      • Minevra

        Panie Pawle. Przesłuchałem w tym roku ponad pół tysiąca płyt i Minervę mam na drugiem miejscu, więc uważałbym z ferowaniem takich wyroków. Nie chcę Panu zaglądać w metrykę, ale to właśnie tu upatrywałbym głównej przyczyny dla której nie ogarnia Pan nowych zajawek. Hypnagogia to przecież revival 4AD i szugejzów w najczystszej formie, gdzie Pan był w latach 80-tych i początku 90′? Już w Detroit? P.S. W top 50 mam też Flugela, Perc czy Deepchord, żeby nie było że tu hipsteryzuje.

      • Paweł Gzyl

        To, że jakiś artysta nawiązuje do dobrych tradycji, niestety nie sprawia, że jego własna muzyka staje się dobra. Dlatego naprawdę całej hipnagogii daleko do piękna i mocy 4AD czy shoegaze`u. Lata 80. to bez wątpienia najlepszy okres w muzyce – dlatego tak jest nieustannie przetwarzany, ale z coraz gorszym efektem. W tym roku już nikt nie pamięta o Salem, za rok już nikt nie będzie pamiętał o Minervie. Będzie nowy hajp.

      • violetta villas

        Panie Pawle, Pańskiej argumentacji dla wymienionych przez Pana kitów roku mógłbym użyć dla Pańskich hajlajtów. Umówmy się – żadna propozycja z hitów ani kitów roku nie jest nowatorska. Każda z nich to echa: shoegaze, dreampopu, r’n’b, techno z tresora, elektroniki z chain reaction czy mille plateaux. Wprowadza Pan jednak sztuczny podział na to, co lepsze i gorsze, a moim zdaniem to kwestia tylko i wylacznie upodoban. Panskie upodobania koncentruja sie wokol 4/4 i Niemiec, nie przepada Pan za UK ani mlodzieza, ktora dlubie sobie cos w chacie na komputerach. Nie ma to jednak tak naprawde wiekszego znaczenia w obliczu faktu, ze niestety, wspolczesna muzyka od dekady brnie w nasladownictwo. Bedac kiedys fanem techno, nie moge pod roku 2011 odniesc sie do Pana zestawienia najlepszych plyt inaczej niz szeroko ziewajac. Nie znajduje w tych propozycjach nic, czego juz nie bylo w katalogach w/w labeli. Moze zmienily sie maszynki, moze doszlo pare nowych pluginów, ale to dalej jest TO samo. Rzecz tyczy sie rowniez kitow. O ile jednak techno nudzi, to bezpretensjonalne zabawy mających w dupie tzw. artystyczny etos dwudziestoparolatkow grzebiacych w brzmieniach, ktore rodzily sie wraz z nimi, sa po prostu duzo ciekawsze. i dlatego z wieksza uwaga przysluchuje sie takiemu the weeknd czy marii minervie niz takiemu percowi, od ktorego wole jednak ciezsze brzmienia z katalogu mille plateaux.

      • gradion

        Komentarz powyzej to chyba fake, Violetta V. nie zyje

      • Paweł Gzyl

        A dla mnie te „zabawy dwudziestolatków”, którymi tak rzekomo wszyscy się jarają (czy aby na pewno?) są właśnie pretensjonalne, wtórne i nudne. Brzmią kiepsko, nie mają żadnego poweru, powielają stare pomysły w śmietnikowej wersji. I dokładnie tam jest ich miejsce – w koszu.

  16. raper

    Z Abela Tesfaye’a oczywiście, że nie będzie drugiego Timbalanda, ale dlatego, że jest wokalistą, nie producentem. Co do samej listy, to jakkolwiek lubię techno i większość płyt z dziesiątki mi się podoba, tak dużo większą frajdę sprawiają mi rzeczy z kitów. Poza tym widać, że na ocenę przełożył się w dużej mierze występ na żywo, zupełnie niepotrzebnie.

    „Wybrałem te albumy, które są nowatorskie i popychają elektronikę do przodu.”

    Żaden z nich nie brzmi nowatorsko moim zdaniem, wolałbym Pawle żebyś opublikował po prostu rzeczy, które się najbardziej podobały, niezależnie od szufladki czy ich znaczenia. Skład byłby wtedy inny?

    • Paweł Gzyl

      Nie, taki sam – dokładnie te rzeczy mi się najbardziej podobały w zeszłym roku (i oczywiście znacznie więcej), także przez swoje nowatorstwo, ewidentne we wszystkich przypadkach.

  17. catsndogs93

    Jeśli chodzi o pana Pawła, tego się spodziewałem. I dobrze. Świetne albumy jeśli chodzi o techno. Warto wspomnieć jeszcze o albumie Xhina, który o ile pamiętam też pojawił się na NM. Jeśli chodzi o kity, wszystko ok, ale jednak sympatię do Mari Minervy mam 😛

  18. Kosek

    Chociaż teraz jak się zastanowiłem, to jednak od „Midtown 120 Blues” lepszy nie jest, ale nadal świetny 😉

  19. gradion

    Ale faktem jest, ze wymienione przez PG plyt wcale nie pchaja elektroniki do przodu, tylko co najwyzej techno (a i to nie w kazdym przypadku jest prawda – taki Emptyset to przeciez wtornosc i popluczyny po Tresorze). W efekcie zestawienie jest monotonne i zorientowane glownie na jeden ulubiony gatunek. Z kolei lista kitow tez ujawnia osobiste antypatie autora – nie lubi witch house. Mowiac inaczej gdyby PG byl fanem glownie noise to liste plyt tworzylyby w 90% plyty noisowe. Wszystko byloby ok, gdyby nie silono sie na obiektywizm. A zestawienia caloroczne z definicji powinny byc bardziej roznorodne.

    • Paweł Gzyl

      Jak dla Ciebie muzyka z „Demiurge” Emptyset jest popłuczynami po Tresorze – to, chyba żyjemy w innych rzeczywistościach.

  20. HisName44

    Nie rozumiem czepiania się pana Pawła Gzyla o to, że jest Pawłem Gzylem. Śledzę ten serwis już 3 rok i wiem czego się po nim spodziewać, w jakiej niszy siedzi i którą obserwuje. Zresztą i bardzo dobrze, że to robi gdyż kiedy chcę sprawdzić co tam światku techno słychać to wiem, że to jest jeden z tych recenzentów od którego warto zacząć. Równie dobrze można się czepiać DJów na imprezie d’n’b że nie grają dark psy.
    Jeśli ktoś uważa, że może przygotować podobne zestawienie oscylujące wokół gatynków, którego jego zdaniem za rzadko wpływają na łamy nowejmuzyki (a powinny) to niech napisze do redakcji. Jestem pewien, że nie odmówią publikacji albo chociaż podlinkowania na stronie głównej do odpowiedniego wątku na forum.
    To samo zresztą tyczy się narzekania na wszystkich innych recenzentów w serwisie.

  21. [microtonal man]

    zestawienie – jak każde zresztą – z duża nutką imperfekcji – nie rozumiem pominięcia albumów z tak istotnych labeli jak Miasmah i Digitalis, czy nawet Digitalis Limited (na kasetach) – przecież to bardzo prężne rejony nowych brzmień które łączą klasykę (bez taniego sentymentalizmu) ambient i wszystko inne zarazem – zresztą deklasują „techno” każdym brzmieniem. Trafił się w recenzjach album Kreng-Grimoire, ale takich jest wiele ! czemu o tym ani słowa ? ten jeden album jest pmroczniejszy niż powyższa 10-ka razem wzięta ! W tych rejonach dźwięków wiele się dzieje……tym bardziej że skoro mamy do czynienia z rokiem „mrocznych brzmień” – gdzie niby te mroczne brzmienia ? na „techno” albumach które przypominają do złudzenia albumy ze stajni tresora, profana i chain reaction sprzed lat ? w tej monotonnej „głębokiej i gęstej” (bo przecież każdy przester z pogłosem jest i gęsty i ciężki i głęboki, sic!) więcej jest wspomnianego „zieeewu” niż we wszystkich albumach tangerine dream razem wziętych, tylko że porównanie powinno wspomnieć że inaczej słucha się jednych a inaczej drugich. szkoda że serwis ustawicznie pomija dział tzw. „acoustic doom” i prawdziwego mrocznego ambientu a promuje nudne 4/4 i chwytliwe produkcje pod publiczkę dla „nowoczesnej” młodzieży w stylu moderata/modeselektora – czego pośrednim efektem są nadsyłane recenzje mariny i ramony ray. no ale skoro ambienty są „zieewem” to czego się spodziewać.no szkoda. aha, caretaker jest nudny – skoro „nie dajemy się nabrać” na powtarzane i zapętlone cytaty – w takim razie dla recenzenta Steve Reich musi być wyjątkowym nudziarzem i cwaniaczkiem bez talentu.

    • Paweł Gzyl

      To nie był konkurs na najmroczniejszy album – dlatego być może Kreng tutaj nie trafił. Podobnie inne produkcje „acoustic doom” czy „prawdziwie mrocznego ambientu”. Jak Ty będziesz robił swoją listę – to na pewno będzie się składać wyłącznie z takich płyt – i ja nie będę miał do Ciebie pretensji. Dlaczego więc oczekujesz ode mnie robienia podsumowania pod swój gust? Dla mnie rejony Miasmah czy Digitalis są nudne – więc nie słucham takiej muzyki. Co do Reicha masz rację – w wielu przypadkach był nudziarzem i cwaniaczkiem. A powtarzający jego grepsy Kirby – jest zatem podwójnym nudziarzem i cwaniaczkiem. 🙂

      • [microtonal man]

        nie oczekuję podsumowania pod żaden gust – przeciwnie, oczekuję takiego które podsumuje cały rok w dziedzinie elektroniki i nowych brzmień, a Ty Pawle dałeś podsumowanie „swoich ulubionych techno albumów”, czego nie ma w tytule. dwa, piszesz „Nic dziwnego, że wśród najciekawszych płyt minionego sezonu przeważają mroczne i ciężkie brzmienia.” więc wytykam Ci jedynie – wobec tego zdania – pomijasz jedną z ważniejszych plam na muzycznej mapie „mrocznych i ciężkich brzmień”. co do Reicha – bez niego nie słuchałbyś dziś swojego ulubionego techno, więc podważanie jego wkładu w podstawy muzyki powtarzalnej i fazowości – na których w głównej mierze opiera się techno – podważa twój własny gust i sprawia że przeczysz sam sobie. „Wybrałem te albumy, które są nowatorskie i popychają elektronikę do przodu.” tylko w kilku z wielu szufladek jak widać, i w tym cały amabaras. poza tym, pozdrawiam.

      • Paweł Gzyl

        Tak jak każdy z piszących w NM przedstawiłem moim zdaniem najlepsze albumy w elektronice w tym roku. To nie jest prezentacja „swoich ulubionych techno albumów”, bo Roly Porter, Emptyset, Flugel, Villalobos & Loderbauer to nie jest techno, a płyty Lucy czy The Fear Ratio też trudno jednoznacznie sklasyfikować jako techno. To, że nie ma tutaj wielu innych płyt oznacza, że uznałem je mniej ciekawe – i już. Ty możesz mieć inne zdanie – nie roszczę sobie praw by w swoim zestawienie uwzględniać opinie wszystkich czytelników serwisu.

        Jesli chodzi o Reicha, to polecam lekturę książki „Lost and Sound: Berlin, Techno And The Easyjetset” – wtedy dowiesz się, że żaden z wczesnych twórców techno i house`u z Detroit czy Berlina nie miał zielonego pojęcia o muzyce Riecha, Rileya czy Glassa. Więc nie mogli się nią inspirować. To teoria wymyślona przez co bardziej pobudliwych intelektualnie krytyków – atrakcyjna, ale nie mająca nic wspólnego z życiowymi realiami.

  22. cox

    Jesli te plyty popychaja elektronike do przodu to smiem twierdzic ze elektronika podupada i to dosc mocno. Jak mozna sie jarac takim czym jak The Caretaker, facet ktorzy jedynie odtwarza. Szkoda, ze zabraklo Izy Lach, Mariny i tej trzeciej o ktorej tez glosno bylo. Hipmuzyka jednym slowem :/

    • Paweł Gzyl

      Cox – czytaj uważnie proszę. Przecież właśnie The Caretaker uznałem za „kit” roku. 🙂

  23. Heliosphaner

    Jeśli chodzi o Deepchord to 6 wałków z Amsterdam Remnants (szkoda, że nie wydane jako album) bije na głowę Hash-Bar Loops. A zestawienie przewidywalne jeśli chodzi o techno, bo w sumie świetne albumy 😉

  24. tak, techno ciągle gniecie, miętoli, i ogólnie przypomina coraz świeższą pościel wychodzącą z magla + można by wyróżnić jeszcze kilka mniej lub bardziej czarujących albumów z dalszych rejonów, ale co mnie najbardziej urzekło w tym zestawieniu, to zbiór kitów, rzeczy stanowczo ocenianych na wyrost, zbytnio podlansowanych, czy inaczej – bezczelnie wyhajpowanych i wmawianych nam, świadomym słuchaczom, że są fajne, wielki dzięki za zwrócenie na to uwagi, Panie Pawle, bo jak widać, nawet w rzekomym niezalu znaleźć już można praktyki nikczemnego marketingu, można by się nawet pokusić w corocznym konkursie o innowację w postaci antyalbumu roku, chartując właśnie tego typu kwiatki, pozdrawiam

  25. killia

    trochę za dużo tego techno jak na jednego człowieka, ale mam nadzieję, że w mojej 5 zmieści się Morphosis, DeepChord i Sandwell District właśnie. Kosek, zastanawiam się czy uwzględniać K-S.H.E w podsumowaniach, w sumie to to nie był nowy materiał… od siebie dodałaby jeszcze Andy’ego Stotta i BNJMN, a z innej beczki to mi się na przykład takie Peaking Lights podobało.

  26. RJq

    dosc wybiorcza prezentacja, gdzie fennesz, biosphere, chris watson, sakamoto …

  27. Kosek

    Świetne zestawienie. Tak, to zdecydowanie rok techno. Mam wrażenie, że jeszcze nigdy nie brzmiało tak potężnie. I raczej nie będzie końca – Dettmann już robi kolejną płytę, tym razem dla 50 Weapons.
    Jeśli chodzi o Fear Ratio to nie mam pytań. Czekałem na takie coś od dawna, nie mogę przestać słuchać. Perełka.
    Na polu housowym natomiast brakuje mi tutaj między innymi Steffi, której płyta dorównuje zeszłorocznym „Asper Clouds” i „Glass Eights”. Dodałbym jeszcze Agarica i Maceo Plex.
    Jeśli chodzi o Deepchord’a to podchodziłem kilka razy i niestety nie jest to tym, do czego mnie przyzwyczaił, szczególnie pod szyldem Echospace. Ale skoro jest tak polecany, to jeszcze spróbuje ;). Jesli o dubtechno chodzi to w tym roku zdecydowanie bliżej mi do tego co zrobił Deadbeat, Andy Stott czy Echologist.
    Brakuje mi jeszcze Carbon Based Lifeforms, którzy mimo zmiany stylu nagrali świetny ambient – „Twentythree”. Dominik Eulberg również nagrał piękny album, kompletnie pominięty przez Nową Muzykę.
    A gdzie takie rewelacje jak Modeselektor, FaltyDL, Tiger & Woods czy K-S.H.E 😉

    • Paweł Gzyl

      To TYLKO dziesięć płyt – najważniejszych dla mnie w tym roku. Wybrałem te albumy, które są nowatorskie i popychają w jakiś sposób elektronikę do przodu.

      Oprócz tego było oczywiście mnóstwo dobrych płyt. Faktycznie o Steffi myślałem – świetny materiał. Echologist, owszem też dobra rzecz. Deadbeat w porządku, ale bez rewelacji. Modeselektor wysoki poziom, ale jednak to już prawie pop. Agaric i Maceo Plex jednak nie wyrastają poza przeciętność. Falty DL, Tiger &Woods i K-S.H.E. jakoś w ogóle mi się nie podobały. Z typowego dubstepu najlepszy był chyba nowy album 2567, a z deep house`u – Rick Wilhite.

      Najwięcej można by dorzucić jeszcze z techno: Sawf, Xhin, The Black Dog, Mike Dehnert, Cosmin TRG, Surgeon, etc. Świetny był też Anstam – i trudny do zaklasyfikowania. No ale wtedy lista musiałaby mieć z 50 pozycji. 🙂

      • Heliosphaner

        2562 – błąd w obliczeniach 😉

      • Kosek

        @ Paweł Gzyl : Nie no jasne, ja pod Twoją dziesiątką sie podpisuje, zasugerowałem tylko co ja bym jeszcze dodał. Nie miałem zamiaru nic tutaj negować. Chociaż nie wiem czemu brak ekscytacji K-S.H.E. Rewelacyjny album, nawet nie wiem czy nie postawiłbym wyżej niż „Midtown 120 Blues”.

        Kompletnie przeoczyłem Sawf, trzeba będzie sprawdzić.