Pejzaż – Blues
Bartek Woynicz:

Nostalgiczna nóżka chodzi.

Jacaszek – Music For Film
Mateusz Piżyński:

To nie jest soundtrack, chociaż…

Sleeparchive – Trust
Paweł Gzyl:

Techno sprowadzone do loopów.

Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!



School of Seven Bells – Ghostory

Do niedawna było ich jeszcze troje, ale w 2010 roku Claudia Deheza postanowiła opuścić zespół i podążyć swoja własną ścieżką. School of Seven Bells stał się, więc duetem. Benjamin Curtis i Alejandra Deheza (siostra bliźniaczka Claudii) wydali właśnie nowy, trzeci w swojej wspólnej karierze, album „Ghostory”, na którym pokazują, że nawet w okrojonym składzie potrafią nadal intrygować.

Co prawda, ostatnia płyta Nowojorczyków – „Disconnect from Desire” była niezbyt udana i rozczarowała tych, których zachwyciło brzmienie debiutanckiego materiału. „Diconnect…” był przekombinowany, przegięty w stronę magii, zaklęć i innych pompatycznych dziwactw, gdzie nawet teksty piosenek można było ledwo co zrozumieć. Duet najwyraźniej wyciągnął odpowiednie wnioski i przyhamował swoje zapędy, rodem z czasopisma „Wróżka”. Nadal mamy do czynienia z urzekającym dream-popem, przywołującym na myśl Bat for Lashes, czy CocoRosie, tyle, że udało się w końcu School of Seven Bells odnaleźć złoty środek i powstawiać wszystkie klocki w odpowiednie miejsca. „Ghostory” jest płytą zwartą, poukładaną, z wyrazistą ideą i pomysłem na jej realizację. Opowieści o duchach, stanowiące myśl przewodnią albumu, przybierają różne formy. Są tu dynamiczne, parkietowe rytmy, takie jak „The Night”, „Lafaye”, czy „White Wind”, jest nawiązanie do twórczości Massive Attack z czasów „100th Window” w postaci „Love Play”, znalazło się także miejsce dla owiniętych senną mgłą hipnotycznych songów w rodzaju „Reappear” i „Show me Love”. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich dziewięciu kompozycji zawartych na „Ghostory” jest pozorny chłód i dystans. Jeśli jednak przesłuchamy ten album kilka razy, odkryjemy w nim duże pokłady ciepła i pozytywnych emocji. Muzykę Amerykanów można przyrównać do księżyca Jowisza – Europy, który pokryty jest grubym lodem, ale całkiem możliwe, że pod jego powierzchnią kryje się ocean, tętniący nieznanym, tajemniczym życiem. Królową tego podwodnego świata mogłaby być z całą pewnością Alejandra, której kojący i zarazem wyrazisty głos, unosiłby się nad wodą i przebijał przez masywną skorupę śnieżną.

„Ghostory” to album, na którym muzyka pulsuje swoim własnym, indywidualnym tętnem. Dzięki niemu możemy oderwać się na chwilę, od szarej rzeczywistości dnia codziennego i przenieść się do magicznej, abstrakcyjnej krainy, stworzonej jedynie siłą naszego umysłu i wyobraźni. Nie trzeba czekać na nowy krążek Bat for Lashes, żeby zatopić się ponownie w samym sobie.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.