SCSI-9 – Squares & Circles
Paweł Gzyl:

Pierwszy nowy album projektu od siedmiu lat.

Sarathy Korwar – More Arriving
Jarek Szczęsny:

Muzyka migracji.

Sandro Perri – Soft Landing
Jarek Szczęsny:

Chłód melodii.

Rhys Fulber – Ostalgia
Paweł Gzyl:

„I’m living in the 80s”

IRAH – Diamond Grid
Przemysław Solski:

Siatka utkana z ciekawości.

Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…



School of Seven Bells – Ghostory

Do niedawna było ich jeszcze troje, ale w 2010 roku Claudia Deheza postanowiła opuścić zespół i podążyć swoja własną ścieżką. School of Seven Bells stał się, więc duetem. Benjamin Curtis i Alejandra Deheza (siostra bliźniaczka Claudii) wydali właśnie nowy, trzeci w swojej wspólnej karierze, album „Ghostory”, na którym pokazują, że nawet w okrojonym składzie potrafią nadal intrygować.

Co prawda, ostatnia płyta Nowojorczyków – „Disconnect from Desire” była niezbyt udana i rozczarowała tych, których zachwyciło brzmienie debiutanckiego materiału. „Diconnect…” był przekombinowany, przegięty w stronę magii, zaklęć i innych pompatycznych dziwactw, gdzie nawet teksty piosenek można było ledwo co zrozumieć. Duet najwyraźniej wyciągnął odpowiednie wnioski i przyhamował swoje zapędy, rodem z czasopisma „Wróżka”. Nadal mamy do czynienia z urzekającym dream-popem, przywołującym na myśl Bat for Lashes, czy CocoRosie, tyle, że udało się w końcu School of Seven Bells odnaleźć złoty środek i powstawiać wszystkie klocki w odpowiednie miejsca. „Ghostory” jest płytą zwartą, poukładaną, z wyrazistą ideą i pomysłem na jej realizację. Opowieści o duchach, stanowiące myśl przewodnią albumu, przybierają różne formy. Są tu dynamiczne, parkietowe rytmy, takie jak „The Night”, „Lafaye”, czy „White Wind”, jest nawiązanie do twórczości Massive Attack z czasów „100th Window” w postaci „Love Play”, znalazło się także miejsce dla owiniętych senną mgłą hipnotycznych songów w rodzaju „Reappear” i „Show me Love”. Wspólnym mianownikiem dla wszystkich dziewięciu kompozycji zawartych na „Ghostory” jest pozorny chłód i dystans. Jeśli jednak przesłuchamy ten album kilka razy, odkryjemy w nim duże pokłady ciepła i pozytywnych emocji. Muzykę Amerykanów można przyrównać do księżyca Jowisza – Europy, który pokryty jest grubym lodem, ale całkiem możliwe, że pod jego powierzchnią kryje się ocean, tętniący nieznanym, tajemniczym życiem. Królową tego podwodnego świata mogłaby być z całą pewnością Alejandra, której kojący i zarazem wyrazisty głos, unosiłby się nad wodą i przebijał przez masywną skorupę śnieżną.

„Ghostory” to album, na którym muzyka pulsuje swoim własnym, indywidualnym tętnem. Dzięki niemu możemy oderwać się na chwilę, od szarej rzeczywistości dnia codziennego i przenieść się do magicznej, abstrakcyjnej krainy, stworzonej jedynie siłą naszego umysłu i wyobraźni. Nie trzeba czekać na nowy krążek Bat for Lashes, żeby zatopić się ponownie w samym sobie.

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.