Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Crippled Black Phoenix wystąpił w Bezsenności

Rzadko kiedy bywam na koncertach, które trwają blisko 3 godziny. Słyszałem, że CBP mają długie setlisty, ale to, co wydarzyło się 27 marca we Wrocławiu przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Klub Bezsenność nie jest najlepszym miejscem na koncerty. Klub jest raczej mały, scena nieduża, i do tego stoją te cholerne kolumny, które ograniczają pole widzenia. Ale nie ma co marudzić, najważniejsze, że można tam czasami obejrzeć na żywo naprawdę dobre kapele. Do takich, z pewnością należy Crippled Black Phoenic. Zespół pojawił się na scenie prawie punk 19, i od razu przeszedł do rzeczy. Muzycy stłoczeni na małej przestrzeni, byli skazani na silną interakcję ze sobą nawzajem, co wyszło tylko na dobre. Tego wieczoru chyba wszyscy fani Brytyjczyków poczuli się usatysfakcjonowani, bowiem mogli usłyszeć wszystkie najważniejsze i najlepsze kawałki swojego ukochanego bandu. „When You Are Gone”, „Whissendine”, „Burnt Reynolds”, „Suggesttion”, „Rise Up And Fight” i wiele, wiele innych.

Pomimo tego, że jakość dźwięku nie była najlepsza, bez problemu można było się zapaść całkowicie w dźwiękach CPB. Cudowne, niekończące się melodie – stanowiące wypadkową progresywnego rocka spod znaku Pink Floyd i post-rocka sygnowanego przez takie bandy, jak Mogwai czy This Will Destroy You – uwodziły i zniewalały swoją sugestywnością. Justin i spółka nawiązali fantastyczną relację z publiką. Między poszczególnymi kawałkami żartowali, opowiadali anegdoty i wdawali się z ludźmi w krótkie rozmowy. Byli kompletnie wyluzowani i bezpretensjonalni. Z taką ekipą masz po prostu ochotę iść na piwo. Na pewno najbardziej zapamiętam chóralne odśpiewanie „Burnt Reynolds”, kiedy publiczność nadal wydzierała gardła, kiedy zespół już zszedł ze sceny. To była doprawy magiczna chwila.

Występ trwał blisko 3 godziny! Ale kompletnie się tego nie czuło. Najwyraźniej muzyka potrafi zakrzywiać czasoprzestrzeń…
CBP podobno kochają grać w Polsce. Cóż, Polska z całą pewnością kocha ich słuchać i oglądać.

Crippled Black Phoenix – 27 03 2012, Wrocław Klub Bezsenność

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.