Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.

Ghost In The Machine – Breaking The Seal
Paweł Gzyl:

Czego można się spodziewać po płycie, na której jeden z utworów nosi tytuł „Napalm Breath”?

Jachna/Ziołek/Buhl – Animated Music
Jarek Szczęsny:

Poszerzanie improwizacyjnej wrażliwości.



Crippled Black Phoenix wystąpił w Bezsenności

Rzadko kiedy bywam na koncertach, które trwają blisko 3 godziny. Słyszałem, że CBP mają długie setlisty, ale to, co wydarzyło się 27 marca we Wrocławiu przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

Klub Bezsenność nie jest najlepszym miejscem na koncerty. Klub jest raczej mały, scena nieduża, i do tego stoją te cholerne kolumny, które ograniczają pole widzenia. Ale nie ma co marudzić, najważniejsze, że można tam czasami obejrzeć na żywo naprawdę dobre kapele. Do takich, z pewnością należy Crippled Black Phoenic. Zespół pojawił się na scenie prawie punk 19, i od razu przeszedł do rzeczy. Muzycy stłoczeni na małej przestrzeni, byli skazani na silną interakcję ze sobą nawzajem, co wyszło tylko na dobre. Tego wieczoru chyba wszyscy fani Brytyjczyków poczuli się usatysfakcjonowani, bowiem mogli usłyszeć wszystkie najważniejsze i najlepsze kawałki swojego ukochanego bandu. „When You Are Gone”, „Whissendine”, „Burnt Reynolds”, „Suggesttion”, „Rise Up And Fight” i wiele, wiele innych.

Pomimo tego, że jakość dźwięku nie była najlepsza, bez problemu można było się zapaść całkowicie w dźwiękach CPB. Cudowne, niekończące się melodie – stanowiące wypadkową progresywnego rocka spod znaku Pink Floyd i post-rocka sygnowanego przez takie bandy, jak Mogwai czy This Will Destroy You – uwodziły i zniewalały swoją sugestywnością. Justin i spółka nawiązali fantastyczną relację z publiką. Między poszczególnymi kawałkami żartowali, opowiadali anegdoty i wdawali się z ludźmi w krótkie rozmowy. Byli kompletnie wyluzowani i bezpretensjonalni. Z taką ekipą masz po prostu ochotę iść na piwo. Na pewno najbardziej zapamiętam chóralne odśpiewanie „Burnt Reynolds”, kiedy publiczność nadal wydzierała gardła, kiedy zespół już zszedł ze sceny. To była doprawy magiczna chwila.

Występ trwał blisko 3 godziny! Ale kompletnie się tego nie czuło. Najwyraźniej muzyka potrafi zakrzywiać czasoprzestrzeń…
CBP podobno kochają grać w Polsce. Cóż, Polska z całą pewnością kocha ich słuchać i oglądać.

Crippled Black Phoenix – 27 03 2012, Wrocław Klub Bezsenność

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.