Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Alice Russell – To Dust

Adele chyba jeszcze nie odespała imprezy po odebraniu Oscara, a z UK dostajemy kolejną, utalentowaną wokalistkę. Stylowo odległą, ale to wystarcza, żeby Wielką Brytanię nazwać krajem blondwłosych piosenkarek z delikatną nadwagą i mocnymi głosami.

Co ważne – Alice Russel jest od Adele lepsza. To już piąty longplay w karierze pochodzącej z Hrabstwa Suffolk córki organisty, której głos to pierwsza liga soulowa na świecie.

W ciągu 10 lat Russell wydawała swoje albumy, była mocno zaangażowana w projekty i liczne kooperacje multiinstrumentalisty Quantica, współpracowała z Falty DL, Mr. Scruffem, Nostalgią 77 a jej utwory remiksował DJ Vadim, Bonobo, Bugz In The Attic. Na „To Dust” trzeba było czekać aż cztery lata. Tyle przerwy po „Pot Of Gold” zaserwowała sobie Alice, przyzwyczajając do godnej podziwu regularności – poprzednie płyty wydając co rok-dwa.

Siła tego albumu to powrót do przeszłości – 14 utworów tworzących „To Dust” smakuje jak drink „Old Fashioned”, który pije Don Draper z serialu Mad Men, w głębokich latach 60. w USA. Brakuje tylko gdzieś w knajpianym drugim planie podświetlonego podestu, na którym uwija się elegancko ubrany mały band, a za mikrofonem wije się Alice.

My odwołujemy się do przeszłości, bo dawno nie słychać było takiej muzyki, Don za to krztusi się owym drinkiem – to co leci, jest zbyt awangardowe. Dlatego, że oprócz soulu na płycie pobrzmiewa typowy dla TT miks dźwięków, który sami określili jako: „jazzbreakshiphopsoulfunkbeatsounds”

I tak soulowa diva śpiewa do rytmicznych bitów, pociętych sampli, wśród nu-jazzowych breaków, trip-hopowych wręcz bassline’ów. Rządzi ona – jej głos jest niezwykle mocny i głęboki, gładko wpasowany w eklektyczne tła. Pełnia rozbrzmiewa w akustycznych miniaturach dźwiękowych i delikatniejszych kompozycjach („I Loved You”). Singlowe kawałki – „Heartbreaker”, „Twin Peaks” – skutecznie przyciągają, jednak najlepsze w zestawie wydaje się „For A While” – prawie pięć minut połamanego chóralnym wokalem pianina, kojącego Rhodesa i surowego brzmienia bit maszyny.

Ci, którzy po raz pierwszy usłyszą ten wokal, mogą się poczuć się urzeczeni. Ci, którzy znają wyczyny Brytyjki, mogą wsłuchać się w jej solidność – „To Dust” to kolejny pokaz umiejętności Alice Russell i intuicji speców z Tru Thoughts, wytwórni, która mógłaby częściej o sobie przypominać.

http://www.alicerussell.com/

http://www.tru-thoughts.co.uk/

Tru Thoughts, 2013

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.