Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.

Earth Trax – LP1
Jarek Szczęsny:

Nic ponadto.

Radosław Kurzeja – Ogród botaniczny w Palermo
Jarek Szczęsny:

Niekontrolowane lenistwo.

Koza – Patologya
Jarek Szczęsny:

Atrakcyjność ujemna.

Caribou – Suddenly
Bartek Woynicz:

Co nagle, to po diable?

FOQL & Fischerle – Personal Wastelands
Jarek Szczęsny:

Triskeliony.



Seaworthy – Map In Hand

Na przestrzeni lat Taylorowi Deupree udało się zwerbować wielu wyjątkowych artystów do swojego labelu. Jedni przybywali na krótko, jednorazowo zaznaczając swoją obecność mniej lub bardziej zapamiętanym albumem.

Inni z kolei nie tylko wydawali płyty, ale stawali się również częścią krwioobiegu nowojorskiej oficyny, zmieniając równanie z „wydawca + artysta = czysty biznes” na „wydawca + artysta = współpraca i przyjaźń”. Cameron Webb, bohater dzisiejszej notki, z całą pewnością zalicza się do tej drugiej grupy.

Zespół Seaworthy został powołany do życia na początku 2000 roku w Sydney. Album, który pragnę Wam dziś przybliżyć, czyli „Map In Hand”, został nagrany przez Sama Shinazzi, Grega Birda oraz Camerona Webba, będącego mózgiem całej operacji. Premiera miała miejsce w 2005 roku nakładem Steady Cam Records. Był to CD-R o niskim nakładzie (128 szt.). Album ów spodobał się Taylorowi Deupree na tyle, że postanowił wydać go nakładem 12k, do czego doszło rok później. Poza, co oczywiste, zmianą szaty graficznej, „Map In Hand” poddane zostało również remasteringowi, co korzystnie wpłynęło na jego odbiór.

Muzykę oraz klimat nagrania doskonale ilustruje zdjęcie na froncie okładki: znajdujemy się na polanie, poranne słońce intensywnie oświetla gęste trawy, razi oczy, w oddali słychać donośne śpiewy ptaków i brzęczenie owadów, a główną rolę w tym magicznym uniwersum gra gitara.

Kompozycje są w zasadzie dwojakie: albo z głośników płyną rozciągnięte, powłóczyste gitarowe plamy, albo mamy do czynienia z mini-szkicami, obrazkami z pleneru, opierającymi się na swobodnej improwizacji. Ta skromna paleta metod może sprawiać wrażenie monotonnej. W praktyce jednak okazuje się, że te mini-szkice w pełni angażują i pozwalają oderwać się od rzeczywistości. Dosłownie. Polecam, zwłaszcza na długie, ciepłe wieczory, które już niebawem będzie dane nam przeżywać. Na wiosnę: Seaworthy.

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.