Trampique – Life Outside The Mirror
Jarek Szczęsny:

Melancholia codzienności.

Jan Wagner – Kapitel
Łukasz Komła:

Autentyczna bruzda.

Ian William Craig – Red Sun Through Smoke
Jarek Szczęsny:

Mgnienia poczucia straty.

Christian Löffler – Lys
Paweł Gzyl:

Piosenka jest dobra na wszystko?

Various Artists – Velvet Desert Music Vol. 2
Paweł Gzyl:

Soundtrack do współczesnego „acid westernu”.

Skalpel – Highlight
Bartek Woynicz:

Balsam na czas zarazy.

Electric Indigo – Ferrum
Paweł Gzyl:

W atomowym silosie.

Stian Westerhus – Redundance
Jarek Szczęsny:

Ucieczka od tradycyjnych piosenek.

Immortal Onion – XD [Experience Design]
Jarek Szczęsny:

Nie spodziewałem się ich tam spotkać.

Moses Sumney – græ Part 1
Jarek Szczęsny:

Przestrzeń okrojona ze skrajności.

Blind Boy De Vita – Cumpà
Łukasz Komła:

Z cienia w ogień!

Camea – Dystopian Love
Paweł Gzyl:

Futurystycznie i kobieco.

Shabaka and the Ancestors – We Are Sent Here By History
Jarek Szczęsny:

On wie więcej.

The Fear Ratio – They Can’t Be Saved
Paweł Gzyl:

Suma najlepszych elementów.



Caribou – Our Love

Niedługi set o miłości.

Daniel Snaith (wcześniej znany jako Manitoba) 4 lata temu opublikował jeden z lepszych albumów 2010 roku, czyli pamiętne „Swim”. Na najnowszym krążku oddalił się nieco od surowego brzmienia „Kaili” czy „Odessy”. „Our Love” jest niezwykle wręcz zwiewne, a 10 utworów zmieszczone w niespełna 42 minuty przelewa się jedno w drugie niczym system naczyń połączonych. Kanadyjski autor – jak mówił w jednym z wywiadów – chciał tworząc ten album dotrzeć do każdego potencjalnego słuchacza, a nie robić tylko muzykę dla samego siebie.

Otwierające album „Can’t Do Without You” nurza się „pościelowo” w house’ujących oparach, zresztą w tym samym powietrzu zawieszona jest całość materiału. Następujące po nim balladowe „Silver” z sopranowym, męskim wokalem operuje głównie linią electrobasu oraz psychodelicznymi gitarami rodem z kosmische musik – naprawdę smacznie to zostało podane. „All I Ever Need” przełamuje podłamany bit oraz bardzo caribou’owska melodia ciepłego basu, bliźniaczo zresztą podobna do linii z kończącego krążek „Your Love Will Set You Free”, w którym znów słyszymy Erlend Øye’a.


Caribou – „Can’t Do Without You”

Nagranie tytułowe, znane nam już dość długo, wytrzymuje próbę ciągłego odsłuchu i faktycznie im więcej razy wpada w ucho tym bardziej mości sobie w nim miejsce. Proste rave’ujące basy, zsamplowane mruczenia, deep house’owy sznyt oraz regularnie podkręcające tempo electrosmyki Owena Palletta w drugiej części numeru sprawiają, że kawałek zamienił się w hit królujący na popularnych parkietach – a jest przecież zliftingowanym hitem z 1988 roku

Jessy Lanza, czyli rodaczka Caribou z prowincji Ontario pojawia się gościnnie w „Second Chance”, które poza tym, że jest zaaranżowane bardziej „nachalnie i wprost” mogłoby się nawet kojarzyć z FKA Twigs. Znajdujemy tu pulsującą kurtynę cyfrowych akordów oraz ciekawe, bo będące na cienkiej granicy fałszu przełamanie harmoniczne prowadzące do refrenów. W krótkim „Julia Brightly” silnikiem numeru są zaloopowane wokale oraz soczyście mieniące się syntetyczne organy, które raz po raz wynurzają się i znikają w dźwiękowej tafli. Najbardziej osobnie z listy kawałków nowego krążka prezentuje się „Mars” gdzie odnajdujemy idealny podkład dla tancerzy electro-boogie. W tym numerze pierwsze skrzypce gra rytm: synkopowane hi-haty, tremola werbli oraz rzadkie podbicia stopy stają się fundamentem pod wkręcającą melodię fletu.


Caribou – „Our Love”

Wg. redaktor Szydłowskiej przedostatni na płycie „Back Home” to jeden z numerów dekady. No cóż, z pewnością poprzeczka jest tu zawieszona wysoko. Pierwsza minuta bardzo spokojnie nieco „przez ścianę” prowadzi do strzelistego new romantic refrenu:

„How can we fix our love?
Now that we know it’s broken
I can only take so much
Your kiss and your touch are both like a poison”.

Do wokalu dołączają ferie barwnej ornamentyki, wystrzały naprawdę pięknych melodii oraz delikatne pitch bendowanie a la Eskmo, a całość kończy samotny przebieg wiodącego tematu. Z pewnością ten utwór nie popadnie w zapomnienie.

Całość „Our Love” przy bliższej analizie nie wygląda na żadną rewelację, jednakże jego niewątpliwa i niewymuszona, a przede wszystkim dość równa przebojowość przyciąga nasze ucho sprawiając, że dobrze się wraca do tych kleistych melodii. Nadanie temu krążkowi pewnego konceptu krążącego wokół tytułowej „miłości” pomogło scementować jeszcze mocniej i tak spójny już materiał. Siódmy album w dorobku Caribou cały czas pachnie jego rozpoznawalnym brzmieniem i ma szansę stać się tym, czym w zeszłym roku były krążki Disclosure czy Aluna George, ja mimo wszystko wolę pozostać przy „pływaniu”.

07.10.14 | City Slang / Merge

www.caribou.fm
www.soundcloud.com/caribouband
www.facebook.com/caribouband
www.twitter.com/caribouband
www.youtube.com/user/CaribouVideos

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.