Robin Saville – Build A Diorama
Paweł Gzyl:

Na powitanie wiosny.

Ku_tzu – Architekci wspomnień
Jarek Szczęsny:

Miejsce, w którym wszystko słychać.

NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.



LOW – Ones and Sixes

Ponad 20 lat na scenie… Czy nadal można tworzyć zaskakujące albumy? Sprawdźcie sami, bo grupa Low wydała swój 11 longplay!

Muzycy z Minnesoty już niejeden raz w swojej karierze udowodnili, że potrafią odrodzić się wraz z opublikowaniem kolejnej płyty, co też potwierdza tegoroczny album „Ones and Sixes”. Alan Sparhawk i Mimi Parker są doskonałym przykładem artystów, którym udało się wykroić swój muzyczny kawałek świata i pielęgnować go przez ostatnie dwie dekady.

Kompozycje z „Ones and Sixes” zostały zarejestrowane w studiu niejakiego Justina Vernona (aka Bon Iver). W niektórych nagraniach gościnnie pojawił się perkusista zespołu Wilco – Glenn Kotche. Sam początek płyty („Gentle”) obwieszcza, iż członkowie Low sięgnęli po elektronikę – zadziorne brzmienie, jakie pomógł im uzyskać BJ Burton, dodaje całości niezwykłej świeżości. W kapitalnych fragmentach „No Comprende” i „Spanish Translation” mamy Low w najlepszym wydaniu – czyli nieśpieszne tempo, głęboki bas, potężne gitary, świetne wokale i hipnotyczne uderzenia Mimi w werbel. Minimalistyczny bit i fortepian w „Congregation” towarzyszy wokalnym partiom Parker, a z kolei w „No End” słyszymy głos Sparhawka w otoczeniu rockowej dynamiki. Podobny klimat znajdziemy w „What Part of Me”. Wgniatający bit w „The Innocents” pulsuje aż do końca kawałka, zaś utwór „Lies” to cudna i pogodna piosenka. A w 10 minutowym „Landslide” na pierwszy plan wysuwają się drapieżne gitarowe riffy oraz wokalne harmonie – dzięki takiemu połączeniu przypominają się lata 90. i można poczuć ten wyjątkowy nastrój, jaki wówczas wywoływała mieszanka post-rocka i slowcore’u. Kompozycja „DJ” zamyka ten wyśmienity materiał.

Nieważne, gdzie będziecie słuchać płyty „Ones and Sixes”, czy to będzie pustkowie, wielkie miasto, mała miejscowość, łąka, las, góry – to i tak muzyka Low zamieni każde otoczenie w przestrzeń oczyszczoną z problemów oraz trosk wynurzających się spod powierzchni codzienności. Co istotne, Amerykanie robią to w sposób bardzo przemyślany. Takie odklejenie się od rzeczywistości przy dźwiękach Low można by nazwać swoistym eskapizmem, co oznaczałoby, że ich nagarnia po prostu posiadają ten magiczny pierwiastek, którego nigdy nie odkryją w sobie wykonawcy z tzw. mainstreamu. Gdy słyszę wypowiedzi jurorów/trenerów z polskich programów typu talent show, że niby oni odkrywają charyzmatyczne głosy, a później okazuje się, że te „wielkie” osobowości są jedynie w stanie pajacować podczas telewizyjnej szopki w noc sylwestrową. Wiem jedno, że ogromny talent, szczerość i pasja tworzenia muzyków z Duluth zawsze wygra z mydlinami oraz pseudo-eterycznymi balladami ślizgającymi się po listach przebojów.

11.09.2015 | Sub Pop   

 

Strona Low »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »Strona Sub Pop »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.