Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.

Black Sea Dahu – No Fire in the Sand
Łukasz Komła:

Tonąc w lekkości.

DJ Shadow – Our Pathetic Age
Jarek Szczęsny:

Ilość nie przekłada się na jakość.



Eugeniusz Rudnik – Miniatury

Krawiec samplingu.

Nie da się ukryć, że twórczość Eugeniusza Rudnika – kompozytora, pioniera muzyki elektronicznej i elektroakustycznej, performera, fonopoety i dźwiękopisarz, przeżywa swój prawdziwy renesans. Od 1958 roku Rudnik współkreował oblicze Studia Eksperymentalnego Polskiego Radia w Warszawie. W przeciągu swojej wieloletniej kariery miał okazję współpracować z takimi kompozytorami jak Karlheinz Stockhausen, Arne Nordheim, Franco Evangelisti, Krzysztof Penderecki, Bogusław Schaeffer czy Włodzimierz Kotoński. W 1960 roku Rudnik zarejestrował swoje pierwsze nagrania – wykorzystując jedynie taśmę magnetyczną, nożyczki i różne magnetofony. Do dziś artysta pozostaje wierny swoim założeniom i nie uznaje żadnych urządzeń cyfrowych. Prace kompozytora doczekały się wielu wyróżnień i nagród na całym świecie.

Po latach milczenia i zapomnienia, znaczące zmiany przyniósł rok 2009, kiedy to z inicjatywy Bolesława Błaszczyka (biograf i popularyzator Rudnika) ukazał się czteropłytowy boks z utworami kompozytora z lat 1959 – 2002. Następnie do akcji wkroczyła warszawska oficyna Bôłt, wydając album „Re:PRES” DJ Lenara, który to przy użyciu gramofonu, miksera, samplera i loopstacji zinterpretował wybrane miniatury z repertuaru Rudnika. Niezwykłe wersje słynnych nagrań polskiego kompozytora odnajdziemy również na wydawnictwie „Plays PRES” zespołu Zeitkratzer opublikowanym przez Bôłt. W ubiegłym roku ujrzał światło dzienne film „15 stron świata” Zuzanny Solakiewicz, poświęcony postaci Rudnika (dopiero 19 czerwca tego roku wszedł do kin). Tutaj moja rozmowa na temat tego obrazu z reżyserką.

Dziś kompozytor ma 82 lata i wciąż pozostaje aktywnym artystą, co potwierdza jego doskonały album „ERdada na taśmę” (recenzja, Requiem Records/Narodowe Centrum Kultury) z premierowym materiałem, jaki ukazał się w 2014 roku. Teraz dostajemy potężny boks-kostkę z miniaturami Rudnika zrealizowanymi w latach 1975 – 1995 (3 CD, łącznie 120 miniatur), a na czwartej płycie mamy czterdzieści remiksów polskich twórców z kręgu elektroniki, industrialu i jazzu. W tym momencie chciałbym nawiązać do tekstu pt. „Sprzedaż wiązana” autorstwa Adama Wiedemanna, który ukazał się na łamach portalu „Dwutygodnik”. Niełatwo jest przejść w sposób obojętny obok tak impertynenckich słów Wiedemanna skierowanych w stronę wydawnictwa „Miniatury”. W błyskawicznej odpowiedzi Bartek Chaciński na swojej „Polifonii” wszystko sprawnie wyjaśnił, naprostował etc. Pozwolę sobie jedynie dopowiedzieć, że w zasadzie Wiedemann rozpoczął swój tekst od narzekania na stronę wizualną „Miniatur” (że to pudełko, pudełko i znajduje w środku kolejne pudełko) i na tym ogólnie rzecz biorąc zakończył swoje błędne dywagacje. Zastanawiam się, czy Wiedemann opisując jakąś nową książkę, poprzestaje jedynie na ocenie okładki?

Odnośnie „Miniatur” użył obraźliwego sformułowania „dyskotekowcy” (i jeszcze kilku innych), gdzie twórców remiksów wrzucił do jednego wora, a Rudnika posądza, że był niejako zmuszony przez wydawców do takiego posunięcia. To nieprawda, bo w książęce dołączonej do boksu, jest wyraźnie opisane, że remiksy to pomysł samego kompozytora. Spotkałem się również z tego typu wypowiedziami skierowanymi pod adresem remiksów, że brak im górnolotnego przesłania (wyrafinowanego ułożenia, spójności etc.). W mojej ocenie, nie należy doszukiwać się jakiegoś głębszego konceptu w ich przygotowaniu, gdyż tak naprawdę nie było tego w planach. Wydawcy przygotowując „Miniatury” z góry byli nastawieni na zbiór nagrań Rudnika. Z kolei Wiedemann sugeruje też, że całość (okazałe pudełko itd.) powstała niejako dla napchania portfeli wydawców i osób remiksujących – to jest wielka bzdura, bowiem z tego, co wiem, to ci pierwsi jeszcze się zapożyczyli w tym celu, a ci drudzy nie wzięli za to grosza. Wystarczy tylko przeczytać ze zrozumieniem książeczkę, jaką dorzucają do „Miniatur” wydawcy, a wyssane z palca zarzuty Wiedemanna stają się co najmniej tragikomiczne i banalne. Nie chciałbym zatrzymać się jedynie w swoim tekście na fantasmagoriach w stylu Wiedemanna i przejdę do analizy „Miniatur”.

Pierwszy krążek nosi tytuł „Młocarze muzyczni (dźwięki)” – i jak podkreślają wydawcy – gdzie motywem przewodnim tych fragmentów (trwających od kilkudziesięciu sekund do kilku minut) są szeroko rozumiane wariacje na temat dźwięku konkretnego. Ta cześć „Miniatur” potwierdza, że Rudnik był jednym z prekursorów samplingu. Kompozytora chyba nigdy nie opuszczał dobry nastrój w trakcie nadawania tytułów swoim utworom (np. „Supertuba konająca”, „Gardłacze melodyczne” „Polka na bagnach”, „U-bot o napędzie ludzkim”, zaś „Chrapopuki”, „Korpuskuły” – są utrzymane blisko „Ćwiczeń stylistycznych” z 1947 r. Raymonda Queneau). Druga płyta to „Modlitwa cyborgów (tła)” – na której mamy coś na kształt ambientowych impresji, choć osadzonych na wyraźnych tematach z okolic elektroakustycznych zdarzeń dźwiękowych. „Uporczywość wieśniacza (impresje)” to trzecia część „Miniatur”, gdzie Rudnik przedstawia swoje ciągoty w stronę sztuki radiowej, a mianowicie nazwijmy to słuchowisk. W tych kompozycjach również nie brakuje ambientowego tła, to jednak te fragmenty różnią się od poprzednich z tego cyklu tym, że są nieco prostsze w odbiorze (może przez ich medytacyjny aspekt?) i to, że artysta kreuje w nich jeszcze bardziej abstrakcyjne formy (miałem pewne skojarzenia z eksploracją kosmicznych przestrzeni – idealne do filmu SF).

„Rozbiórka domu drewnianego (interpretacje)” wieńczy i zgrabnie podsumowuje „Miniatury”. Tutaj polscy twórcy proponują autorskie spojrzenie na dorobek Rudnika. Wśród artystów, którzy wzięli udział w tym projekcie mamy: Tadeusza Łuczejko (Aquavoice), Pawła Bartnika (kIRk), Jacaszka, Jachne + Buhla, Krojca, Księżyc, Wojtka Kucharczyka, Johna Lake’a (Łukasz Dziedzic), Meeting By Chance (członek duetu Skalpel), Pathmana, Jacka Sienkiewicza, X-Navi:Et (Rafał Iwański), Sroczyńskiego/Pospieszalskiego, Zeniala i wielu innych. Do znacznej większość z tych czterdziestu remiksów będę powracała z wielką przyjemnością.

„Miniatury” to bardzo ważne wydawnictwo tego roku, nie tylko pod względem uchylenia rąbka ogromnych złóż Rudnikowej fonopoetyki i dźwiękopisarstwa, lecz także pokazujące niezwykłe spektrum działań polskiego kompozytora. Jak przystało na „krawca samplingu” – w jednej dłoni nożyczki, w drugiej taśma a wzrok i ucho zawieszone na ruchach obracającej się szpuli magnetofonu – łączy ze sobą często nieprzystające do siebie światy muzyczne. „Miniatury” nie są niechlujnym zlepkiem odprysków dźwiękowych czy bitumicznych form, które już dawno temu zastygły, aby je teraz na nowo rozwalcować (remiksy). Eugeniusz Rudnik odrzucając cyfrowe trendy i mody, udowadnia, że analogowe rozwiązania są nadal aktualne i mogą stanowić prawdziwe źródło inspiracji dla młodszych pokoleń.

maj 2015 | Requiem Records/Narodowe Centrum Kultury

 

 

Strona Facebook Eugeniusza Rudnika »Strona Requiem Records »Profil na Facebooku »Strona Narodowego Centrum Kultury »Profil na Facebooku »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.