Wpisz i kliknij enter

Ten Hyphen Twenty – Ossuary Gardens

Jedna z najlepszych najmniej znanych płyt ubiegłego roku.

Nagrana gdzieś w kornwalijskim hrabstwie Devon, z dala od największych ośrodków kulturalnych Europy, przez producenta, o którym właściwie nic nie wiadomo (podobno nazywa się Ed Davenport), i którego fanowska strona na Facebooku ma… 18 użytkowników. Wydana tylko i wyłącznie na Bandcampie artysty (obecnie konto jest zupełnie puste), poza wytwórniami i oficjalnymi kanałami dystrybucji. Bez hajpu i sponsorowanych tekstów w największych serwisach muzycznych.

Angielski producent – wtedy jeszcze podpisujący się jako 10-20 – zadebiutował w 2009 roku genialnym albumem zatytułowanym po prostu 10-20 i celującym prosto między oczy (pisaliśmy o nim, a jakże!). Potem były cztery epki i album „Magnet Marsh” z 2012 roku (o tym też było). Rok później ukazała się kaseta Go To Earth (50 sztuk nakładu), wreszcie we wrześniu roku ubiegłego światło dzienne ujrzał materiał zatytułowany Ossuary Gardens. Choć od jego premiery minął kwartał, album nadal nie doczekał się w sieci nawet jednej recenzji.

Tymczasem jest to jeden z najlepszych, najciekawszych i najbardziej bezkompromisowych albumów A.D. 2015. Wszyscy, którym bliska jest płyta Selected Ambient Works Volume II Aphexa, a także twórczość Chrisa Douglasa (Dalglish, O.S.T.), projektu ELpH vs Coil (porażający longplay Worship The Glitch sprzed ponad 20 lat!) czy duetu Autechre z okresu pomiędzy płytami Confield i Untilted, będą zachwyceni dokonaniami Ten Hyphen Twenty. Czujny czytelnik wie już, że może zapomnieć o tradycyjnych strukturach typu „zwrotka-refren” czy nawet monotonni szeroko pojętego cztery na cztery (ogromna większość współczesnego techno, nudna jak stara pierdziocha ze skeczu Monty Pythona).

Kiedy w 10. minucie pierwszego utworu pojawia się urywany dubowy puls i coś w rodzaju przetworzonego pianina, wydaje się, że to jakiś punkt zaczepienia. Nic z tego. Tutaj nie da się niczego przewidzieć. Wyłaniające się z niebytu dźwięki skwierczą, świszczą, bulgoczą, pulsują, meandrują, uwierają, uciekają. Nie sposób ustalić na jakim sprzęcie została stworzona muzyka, nie sposób jej też zaklasyfikować. Czy to nagrania terenowe czy znalezione? Czy to już dub, czy jeszcze ambient? Analog czy cyfra?

Ale to w zasadzie sprawy zupełnie nieistotne. Ważne jest to, że Ten Hypen Twenty miażdży swoim brzmieniem. Łatwo tu o wyświechtaną metaforę odgłosów fabryki lub sztucznej inteligencji, ale twórczość Anglika – przy całym swoich stechnicyzowaniu – nosi znamiona organiczności. Jest tu jakiś pierwiastek człowieczy, a przynajmniej świadomy, celowy – tak, jak gdyby owa sztuczna inteligencja uczyła się ludzkich odruchów. Tak mógłby brzmieć też nieodgadniony żywy ocean z Solaris Lema.

Niebywała zawartość Ossuary Gardens zachwyca, niepokoi i uwiera. Tym samym stanowi doskonałą ścieżkę dźwiękową do XXI-wiecznych wydarzeń na planecie, która coraz bardziej przypomina dystopijne światy znane z powieści Philipa K. Dicka, gdzie społeczeństwa tracą kontrolę nad własnym życiem na rzecz beblołów i algorytmów.

Not On Label | 2015







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
mika_el
mika_el
5 lat temu

Panie, Maćku, a gdzie Pana podsumowanie roku na które zawsze czekam? 🙂

busy b
busy b
5 lat temu

@303: „głupoty” po ślunsku

303
303
5 lat temu

A co to bebloł?

Polecamy