Function – Existenz
Paweł Gzyl:

Opus magnum Dave’a Sumnera.

Bella Boo – Once Upon a Passion
Jarek Szczęsny:

Z półprzymkniętymi oczami.

Shed – Oderbruch
Paweł Gzyl:

Szperając w zbiorowej pamięci.

KTLH – Azathoth
Jarek Szczęsny:

Egzorcyści będą mieć pełne ręce roboty.

Koenraad Ecker & Frederik Meulyzer – Carbon
Paweł Gzyl:

Wizyta na Spitsbergenie.

Planetary Assault Systems – Live At Cocoon Ibiza
Paweł Gzyl:

Techno z saksofonem? Czemu nie!

Olo Walicki & Jacek Prościński – Llovage
Jarek Szczęsny:

Uciekająca sekcja rytmiczna.

Abul Mogard – Kimberlin
Maciej Kaczmarski:

Elegia na odejście.

Tobias Preisig – Diver
Łukasz Komła:

Skoncentrowana powódź.

Lee Gamble – Exhaust (Flush Real Pharynx Part 2)
Paweł Gzyl:

Powrót do korzeni.

Various Artists – Pop Ambient 2020
Paweł Gzyl:

Ambient jak skała.

FKA Twigs – Magdalene
Jarek Szczęsny:

Jedno płuco.

Sarin – Moral Cleansing
Paweł Gzyl:

EBM wyszlifowany na najwyższy połysk.

Mary Komasa – Disarm
Przemysław Solski:

Rozbrójmy się.



Blaine Todd – Golden Apples of the West

Czy jedne z najpiękniejszych piosenek tego roku napisał Blaine Todd?

W 2015 roku zachwalałem jego debiutancką taśmę „Dillingham”. Todd ustawił sobie, jak i słuchaczom, wysoko poprzeczkę. Pokazał, że jest artystą eklektycznym oraz świeżo patrzącym na to, co dzieje się na obrzeżach folku/bluesa, free jazzu, dronowej elektroniki i innych kultur (m.in. indyjskiej).

Poprzedni materiał powstał pod wpływem podróży na Alaskę, zaś „Golden Apples of the West” to wynik nagromadzonych emocji, refleksji w związku z przeprowadzką Blaine’a z San Francisco do Nowego Jorku. Już na wstępie wydawcy podpowiadają, iż nowe kompozycje Kalifornijczyka należy usadowić między Sparklehorse a Nocturnal Poisoning (projekt Scotta Connera). Na pewno wpływy obu tych artystów są widoczne w muzyce Todda, ale nie zamykałbym tego, co robi Amerykanin w ramy oczywistych skojarzeń.

W tytułowym utworze (dodatkowo mamy odgłosy cykających świerszczy) partii banjo nie powstydziłby się choćby Nathan Bowles, a aksamitnego wokalu Steve Gunn. Przy „Until the Geese Return” od razu pomyślałem o niskim głosie i mrocznych balladach Hugo Race’a. Fingerpicking z „Death Oughta Be Ashamed in 2016” to już wspomniany Chapman i melancholia Nicka Drake’a. Z kolei prawie dwunastominutowy „Warm Permanence” ma akurat sporo z Sparklehorse i zrazem z gitar Fennesza. Przepiękny numer z solówką gitarową zapadającą głęboko w trzewia. Psychodeliczne gitary w „Omaja” (gościnnie na perkusji zagrał dobrze nam znany Andrew Weathers) pchają nas w jedynym słusznym kierunku pod tytułem The Velvet Underground.

Plemienny trans bębnów w „Like A Pilgrim to the Monolith” w połączeniu z wokalem, echem gitar zbliżają Todda do twórczości Vica Chesnutta oraz Moon Bros. „A Hangdog Man” to poruszająca ballada z nieoczywistą linią fortepianu, gitar i odpowiednio dawkowaną ambientową elektroniką w stylu Port St. Willow. Zamykający całość „Waking Up and Can’t Be Touched” uwalnia wspaniałą eteryczną woń amerykańskiego prymitywizmu/fingerpickingu (Chapman, Mike Cooper, Jack Rose itd.).

Nie mam zamiaru nikogo na siłę przekonywać czy namawiać (sami zdecydujecie), ale moim skromnym zdaniem amerykański songwriter i muzyk, dzięki swojej drugiej solowej kasecie „Golden Apples of the West” dołączył do wielkiej dwójki roku 2017: Michaela Chapmana („50”) i Jake’a Xerxesa Fussella („What in the Natural World”). Będę wypatrywał kolejnych śmiałków.

16.01.2017 | Full Spectrum Records

 

Oficjalna strona artysty »Strona Full Spectrum Records »Profil na Facebooku »Profil na BandCamp »

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 2

  1. mirek d.

    A split – cik Mike’a & Cary Gangloff?Pelt i Matt Peyton?Coś mi mówi, że polubi Pan tych ludzi:)
    O ile już ich nie zna…Zdrówka!