Lawrence English – Lassitude
Jarek Szczęsny:

Doskonała pustka.

Elysia Crampton – ORCORARA 2010
Jarek Szczęsny:

Niepowstrzymana losowość.

Kaitlyn Aurelia Smith – The Mosaic of Transformation
Jarek Szczęsny:

Cały zestaw radosnych nastrojów.

Phillip Sollman – Monophonie
Paweł Gzyl:

Muzyczna maszyneria.

Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.



Vasilisk – Tribal Zone

Muzyczny czyściec.

Vasilisk to jedno z najbardziej tajemniczych przedsięwzięć na japońskiej scenie muzyki eksperymentalnej. Zespół rozpoczął swoją działalność w roku 1985, założony przez Tomo Kuwaharę i Yukiego Nagoshiego, co dwa lata później zaowocowało wydaniem pierwszego albumu: „Whirling Dervishes” (1987 | Eskimo). W 1988 światło dzienne ujrzał drugi album grupy – „Mkwaju”, wydany również nakładem Eskimo, a pod koniec lat 80. „Acqua”, tym razem pod pieczą europejskiego labelu Musica Maxima Magnetica.

Po powrocie z Europy członkowie Vasilisk oddali się głównie sztuce remiksu materiału z poprzednich wydawnictw, po czym niespodziewanie zamilkli. Mówi się, że w czasie zawieszonej działalności zespołu Kuwahara zjeździł Azję w poszukiwaniu tożsamości, co mniej więcej dwie dekady później ma swój efekt w treści ideowej płyty, którą pragnę dzisiaj przypomnieć. Oto „Tribal Zone”, zapomniany muzyczny rytuał.

Album pojawił się po czternastu latach milczenia Japończyków, czyli w roku 2012. Składa się z siedmiu ścieżek: 1. Pagan Ritual, 2. Sacrifice, 3. Riot In Lhasa, 4. Burning Monk, 5. Into The Circle, 6. Tribal Zone, 7. Silent War, które układają się w zwięzłą muzyczną historię. Tytuły takie jak „Riot In Lhasa” czy „Silent War” sugerują programowość muzyki – na całej płycie widoczne są odniesienia do sytuacji politycznej Tybetu i cierpienia jego mieszkańców, być może nawet do buddyjskiego świata dukkha.

Wprowadzający „Pagan Ritual” jest ociężały w charakterze, akcja zdaje się rozgrywać – zgodnie z tytułem – na tajemnej, pogańskiej uroczystości. Warstwa rytmiczna jest ostinatowa, zdobią ją układające się na przemian z instrumentalnym łkaniem żeńskie śpiewy modlitewne. Jest to doskonałe preludium do „Sacrifice”, eksplodującego w swoim oświeceniu. Zespół chóralny, wyizolowany z dźwiękowej magmy, przypomina tu w brzmieniu „Lux aeterna” György Ligetiego, a osadzone w sakralnej przestrzeni bębny echem odbijają się od agresywnych Xenakisowskich „Rebonds”. Jest w tym grzechu zaklęta jednak jakaś czystość.

Kolejne kompozycje charakteryzuje wysoko natężona energetyka, przeważająca w „Riot In Lhasa” – które jest potwornie taneczne, w ekspresji zaś filmowe. Wraz z rozwojem muzycznej akcji albumu ma się wrażenie, że materiał staje się coraz bardziej industrialny; mniej więcej w połowie płyty pojawia się instrument o przeszywającym, gitarowo-fabrycznym brzmieniu i próbuje zawładnąć pozostałymi grupami.

To swoiste „przybrudzanie” potęguje stan kontemplacji i ma swoją kulminację w „Silent War”. Jest to najbardziej sakralna i emocjonalna kompozycja „Tribal Zone”. Rytuał zostaje całkowicie pochłonięty przez postindustrial, następnie rozpływa się w ciszy.

Od początku istnienia grupa stosowała oryginalne jak na swoje czasy instrumentarium: od afrykańskich bębnów po tybetańskie instrumenty dęte, a zaczynała wtedy, kiedy tribal ambient stawiał pierwsze kroki. W przeciwieństwie do jednego z najbardziej rozpoznawalnych twórców tego gatunku – Bryna Jonesa (znanego jako Muslimgauze), Kuwahara i Nagoshi często wykorzystują instrumenty akustyczne uciekając od elektronicznej imitacji etnicznego środowiska dźwiękowego, przez co brzmią niesamowicie autentycznie.

Typowe dla „Tribal Zone” jest połączenie niezależnych światów muzycznych: okraszanie rytualnych partii perkusyjnych i „field recordingowych” warstw wokalnych postindustrialną myślą. Jest to muzyka pełna czarów, słuchana w odpowiednich warunkach wprowadza słuchacza w trans i zadumę. To pełna niespokojnych myśli podróż po rozległych rejonach Dalekiego Wschodu, którą warto ponownie przeżyć.

2012 | Steinklang Industries

Profil na BandCamp »
 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.