Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.

Giant Swan – Giant Swan
Paweł Gzyl:

Czy znany ze świetnych koncertów duet sprawdził się również w studiu?

Floating Spectrum – A Point Between
Jarek Szczęsny:

Cyfrowy pomnik przyrody.



Phase Fatale – Redeemer

Gotyckie techno w swej najmroczniejszej wersji.

Kilka tygodni temu Adam X poruszył na swym Facebooku ważny problem dla definiowania współczesnej elektroniki. Wyraził bowiem sprzeciw wobec nadmiernego używania terminu „EBM”, czyli „electronic body music”, w stosunku do nowego techno. I przywołał kilka nazw zespołów wykonujących to mocne brzmienie z drugiej połowy lat 80., od Front 242 do Lassigue Bendthaus. I rzeczywiście trudno mu nie odmówić racji: techno i EBM to zupełnie odmienne gatunki. Aczkolwiek pojawiają się obecnie młodzi producenci, którzy równie dobrze czują je oba, z powodzeniem anektując echa dokonań Nitzer Ebb czy The Klinik do swych własnych nagrań o całkowicie aktualnym brzmieniu.

Jednym z nich jest Hayden Payne. Zanim poznaliśmy go jako twórcę industrialnego techno pod pseudonimem Phase Fatale, mimo młodego wieku, zdążył on w ciągu ostatnich siedmiu lat dać się poznać ze współpracy z kilkoma formacjami, które muzycznie i ideologicznie odwoływały się do post-punkowej schedy lat 80. Były to rewitalizujące modną znów dziś minimal wave grupy Frank (Just Frank) i Void Vision, ale też grające bardziej gitarowy death rock i gotycki rock zespoły Anasazi i Dream Affair. Dwa lata temu Payne zostawił za sobą wszystkie te kapele – i przeniósł się z Nowego Jorku do Berlina, by poświęcić się tworzeniu techno.

Jego nowa muzyka szybko spodobała się niemieckim wytwórniom. Ze względu na swe industrialne brzmienie wydawała ją zasłużona dla nowej fali post-punku wytwórnia Aufnahme + Wiedergabe, ale też działające na elektronicznym rynku Jealous God i Unterton (pododdział Ostgut Ton). Najbliżej amerykański producent zaprzyjaźnił się z szefem tej drugiej – swym krajanem, Juanem Mendezem, znanym jako Silent Servant. Obaj twórcy wystąpili dwa lata temu w duecie na dolnej scenie Kraftwerk Halle podczas Atonal Festivalu, co uznano za swoiste wprowadzenie Payne’a w krąg ekstraklasy post-punkowego techno. Kolejną nobilitacją dla młodego artysty jest jego debiutancki album, który wydaje mu właśnie Dominik Fernow nakładem swej Hospital Productions.

To tylko siedem nagrań – ale faktycznie najwyższej próby. Już otwierający zestaw „Spoken Ashes” wyrywa z butów, łącząc dudniący bit techno z metalicznymi akordami rodem z EBM i pulsującymi falami noise’u. Podobnie dzieje się w „Operate Within”, gdzie do tego samego zestawu dźwięków dołączają fabryczne perkusjonalia i przetworzone głosy. „Human Shield” zaskakuje mechanicznym rytmem electro, ale całość kompozycji i tak ma industrialne brzmienie. „Interference” wygasza taneczny charakter muzyki, zamieniając ją w przemysłowy prepar z chóralnymi wokalami w stylu wczesnego Skinny Puppy.

Mordercze techno wraca w „Order Of Severity”, zaskakując wpisaniem w galopujące bity i symfoniczne klawisze post-punkowej gitary, brzmiącej niczym piła tarczowa na najwyższych obrotach. „Beast” ponownie wnosi na płytę soundtrackowy nastrój, prowadząc narrację od zgrzytliwych przesterów i przetworzonych głosów do warczących basów i falujących blach. Całość wieńczy w efektowny sposób „Redeemer” – marszowe techno, którego rytmika zostaje dyskretnie wymodelowana na modłę minimal wave, a warstwa wokalna – zanurzona w gęstwinach cyfrowego noise’u.

Dobrze, że to krótki materiał – bo wręcz miażdży on swoją potężną mocą, majestatycznym brzmieniem i depresyjnym nastrojem. Amerykański producent wydestylował z post-punkowych nagrań cały ich mrok i gniew, a potem nasycił nimi nowoczesne rytmy techno. Efekt jest naprawdę radykalny. Takie granie spodoba się tym, którzy szukają w nowej elektronice maksymalnie mocnych wrażeń. Mimo całego swego ciężaru i wycyzelowanej agresji nie brak oczywiście na tej płycie tanecznej energii. Może utwory z „Redeemera” nie sprawdzą się w każdym klubie i w każdym towarzystwie, ale fani gatunku będą mieli z nich spory pożytek.

Hospital Productions 2017

www.hospitalproductions.net

www.phasefatale.com

www.facebook.com/phasefatalemusic

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.