Wpisz i kliknij enter

OPUS 3000 – Benevolence

Klasyka z Mediolanu.

Dziś, taki tytuł, może zostać skojarzony jako zajawka do najnowszej kolekcji mody. Jesteśmy jednak na portalu dotyczącym muzyki. Tego będę się trzymać. Nie mam też za wiele do powiedzenia o stylu ubioru włoskiego trio. Możecie ich zobaczyć tu. W skład tegorocznych debiutantów wchodzą: Gloria Campaner (fortepian), Francesco Leali (wiolonczela) oraz Alessandro Branca (elektronika). Ich twórczym zamiarem jest łączenie klasycznej muzyki z nowoczesnymi formami produkcji. Innymi słowy, formę dają instrumenty analogowe, a abstrakcją zajmuje się dźwięk syntetyczny. Przyznać trzeba, że dało to dobry efekt.

Na „Benevolence” panuje zaskakująco chłodny klimat. Użyłem tego sformułowania w oparciu o dość stereotypowe podejście do klimatu Włoch. Wszakże nadmierna ilość słońca nie skłania ku rozważaniom o rzeczach ostatecznych. Z drugiej strony ilość włoskich katedr czy też bogata historia muzyki klasycznej (sztuki w ogóle) każe pozostawić płytki ogląd spraw za drzwiami. Debiut Opus 3000 też powstrzyma falę infantylnych skojarzeń. Trio umiejętnie balansuje między pięknem a mrokiem. Widać, że zespół ma swój koncept na muzykę i realizuje go konsekwentnie. Wszystkich mielizn nie udało się uniknąć, ale należy być powściągliwym w ostrości wyroków przy debiutantach.

Opus 3000 sprawdza się w zatapianiu dźwięków fortepianu i wiolonczeli w elektronice. Brzmi to dobrze w „Evolver”. Są momenty wciągające i intrygujące jak „Lowland Wanderer”. Bywa, że zespół tworzy orkiestrowe niemal brzmienie. Niemniej jest to raczej krótki format, ale treściwy („Karowe AK6”). Fani ambientu też powinni znaleźć coś dla siebie („Benevolence I”). Zdecydowanie lepiej im do twarzy w dłuższych formach, czego dobrym przykładem „Ende Neu”. Tutaj tylko cierpieć można na deficyt udziału instrumentów żywych. Koncepcja minimalizmu jest czytelna, ale wykonanie nie prezentuje nowej jakości.

Całej płyty słucha się dobrze, ale mam wrażenie, że trio boi się nieco wyjść poza bezpieczny rejon. Zbyt mało jest tu chwil z większym temperamentem, a nawet poważnych. Czasami brakuje większego środka ciężkości jak w „Benevolence II”. Album wydaje się być niewykorzystanym potencjałem. Szczególnie uderza to w „Unfreeze”. Tylko dwie minuty, ale mam wrażenie, że tu kryje się potencjał na dużo więcej. Szkoda, że ten pomysł nie doczekał się dłuższego, ciekawszego rozwinięcia. Zostaje urwany zbyt gwałtownie i sprawia wrażenie raczej wprawki niż dzieła kompletnego. Samo zakończenie zbija z tropu. Oparte na mrocznej elektronice, ale urwane w sposób budzący irytację. Pozostaje niedosyt, ale warto im się przyglądać na przyszłość.

INRI Classic | 2017

FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy