Vladislav Delay & Sly Dunbar & Robbie Shakespeare – 500-Push-Up
Paweł Gzyl:

„Rakka” uzupełniona o dubowy puls.

Zguba – Pomór
Jarek Szczęsny:

Nieustający marsz kostuchy.

Richu M – House Of The Vaporising Sun
Bartek Woynicz:

Ten tytuł mówi wszystko.

Maenad Veyl – Reassessment
Paweł Gzyl:

Muzyka z sali operacyjnej.

Flaner Klespoza – Wędrówka po lesie, w którym mieszkają bogowie i rosną wszechświaty
Jarek Szczęsny:

Spójna opowieść.

The Advent – Life Cycles
Paweł Gzyl:

Futurystyczne electro w oldskulowym stylu.

Field Works – Ultrasonic
Jarek Szczęsny:

Nietoperze jako podstawa twórcza.

Apparat – Capri-Revolution (Soundtrack)
Mateusz Piżyński:

Pierwsza odsłona serii muzyki filmowej Saschy Ringa.

Grischa Lichtenberger – KAMILHAN; il y a péril en la demeure
Paweł Gzyl:

Chrzęszczące ballady.

KeiyaA – Forever Ya Girl
Jarek Szczęsny:

Niepasujące do siebie puzzle.

Atom™ & Jacek Sienkiewicz – Stal
Jarek Szczęsny:

Gotujące się chemikalia.

Kush K – Lotophagi
Łukasz Komła:

Zjadacze lotosu.

Wodorosty – Natura ślepca
Jarek Szczęsny:

Wychłodzona nieustępliwość.

Korzeniecka, Rucki – 2 x perkusja
Jarek Szczęsny:

Nieoczekiwany splot pałeczek i bębnów.



Kiasmos – Blurred EP

Ciepłe kluchy w Islandii?

Sprawa wygląda tak, że po trzech latach przyszło mi zabrać się za recenzję dokonań zespołu, którego skądinąd świetną produkcję opisywałem na łamach Nowej Muzyki w 2014 roku (recka tutaj). Pierwsze co mogę napisać to uczucie dychotomii.

Z jednej strony naprawdę godny LP „Kiasmos”, gdzie przepastne syntezatory wzmocniono tłustą sekcją rytmiczną. Z drugiej zaś, EP’ka z cnotliwą i niepewną wstęgą padów oraz delikatnym poplumkiwaniem (czyżby celowali w Opener’a?). Nie wiem. Ale wiem jedno, brakuje mi tu przestrzeni, głębokiego mroźnego oddechu, którego mogłem doświadczyć lepiej niż po Halls’ie na pierwszym albumie długogrającym (chociaż i tam dla niektórych było za lekko).

A jak jest? W „Shed”, fikuśne akordziki unoszą się na miękko wystukiwanej stopie, a nadchodzące podźwięki dzwonków ponownie zabierają nas na Islandię. To czego nie można zabierać duetowi Ólafur Arnalds&Janus Rasmussen, to doskonała inżynieria dźwięku oraz opanowane do perfekcji emocjonalne narastanie, które wybucha niczym  wulkan Katla.

„Blurred” zyskuje trochę mocniejsze uderzenie w sekcji rytmicznej. Funkowa gitara muska melancholijne klawisze, a chłód wdziera się do drewnianego domku na białym pustkowiu. Przyjemne drewniane werbelki mieszają się z przeciągniętym żeńskim wokalem, by ostatecznie zabrać nieprzyjemne zimno i zakończyć ten numer skrzypcową nostalgią.

„Jarred” wita zawieszonym na delay’u syntezatorem oraz lekko zglitchowaną perką. Akordy dochodzą do nas jakby zza mgły. Spadający grad uderza w okna, a na horyzoncie zaczyna się pojawiać zorza polarna. „Paused” kończy zasadniczą część albumu. Blaszane pobrzękiwanie wabi dźwięczne akordy oraz poddaną dekonstrukcji perkusję. W tym utworze występuję w sumie najlepszy moment na tym albumie. Owe chorałowe akordy wsparto brzmieniem kosmiche musik oraz smyczkową nostalgią. Dobrze to wyszło.

Remiks „Blurred” od Bonobo okraszono akcentami pobrzękujących lodowych sopli oraz charakterystyczną dla tego producenta perkusyjną pętlą oraz burczącym basem. Pocięte sample gitary łączą się z całym wachlarzem przeszkadzajek, by ostatecznie osiągnąć efekt crescendo. Druga interpretacja, to utwór „Paused” od Stimminga. Tym razem idziemy bardziej stronę minimal techno. To trochę set prosto z iglo, gdzie wyposażony w natywne instrumenty eskimos przekształca dźwięki otoczenia lub po prostu je preparuje. Są smyczki, są wyziewy gejzerów, jest kosmos ale czy ten kosmos należy do Kiasmos? Sami oceńcie.

Erased Tapes | 06.12.2017

Kiasmos FB

Erased Tapes FB

 

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.