Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.

Yogtze – Yogtze
Jarek Szczęsny:

Będzie filmowo.

Wacław Zimpel – Massive Oscillations
Jarek Szczęsny:

Letarg duchowy.

Hula – Shadowland
Paweł Gzyl:

Jak ambient przenikał industrial.

Nicolas Godin – Concrete and Glass
Mateusz Piżyński:

Elektroniczny aksamit, który już dobrze znamy.



Efdemin – Naif

Monolit zamiast różnorodności.

Phillip Sollmann od początku kariery łączył w swojej muzyce upodobanie do ekscentrycznych eksperymentów z klubową funkcjonalnością. Dowodem tego przede wszystkim jego nagrania dla hamburskiej wytwórni Dial. Pod pseudonimem Efdemin realizował dla niej taneczne killery, łączące moc techno z nastrojowością house’u w minimalowym formacie, a pod swoim imieniem i nazwiskiem rejestrował awangardowe preparacje. Współpracował także z innymi artystami – choćby z Oliverem Karglem jako Pigon.

Ostatni album Efdemin zaprezentował nam cztery lata temu – i od tamtego momentu zrobił sobie fonograficzną przerwę. Kończy ją wspólny projekt jego własnej wytwórni Naif oraz belgijskiej tłoczni Curle. To właściwie dwa odrębne wydawnictwa: w winylowym formacie pięć EP-ek, a na kompakcie – niemal 80-minutowy miks. Oba te zestawy wypełniają nie tylko premierowe nagrania Efdemina, ale także niepublikowana muzyka jego kolegów po fachu, takich jak Tobias, Cassegrain, Marco Shuttle czy Savas Pascalidis.

Didżejski miks został przygotowany przez Sollmanna z podziwu godną maestrią, przypominając klasyczne dokonania na tym polu, które wyszły spod rąk Jeffa Millsa czy Richiego Hawtina. Jego postawą jest galopujący rytm techno, raz mocniejszy, raz lżejszy, na który nakładają się poszatkowane sample różnych nagrań. Jest tu miejsce na abstrakcyjne wariacje na modularnych syntezatorach i preparacje bliskie musique concrete, ale również minimalowe loopy, dubowe korozje i kosmiczne tła. Całość wieńczy hołd dla klasycznego house’u z Chicago – „Love” samego autora płyty.

Podczas kiedy od kilku lat zachodnie media zachwycają się przede wszystkim eklektycznymi miksami, łączącymi skrajnie wręcz odmienne nagrania, Phillipp Sollmann tworzy swój własny miks jakby zupełnie na przekór tym tendencjom. Choć sample są tutaj dosyć urozmaicone, wraz z hipnotycznym podkładem układają się jednolity zestaw o mocno transowym charakterze. To oczywiście szkoła typowa dla klubowego minimalu z połowy minionej dekady – i tutaj podrasowana bardziej na modłę techno sprawdza się bez zarzutu.

Curle 2018

www.curle.be

www.facebook.com/curlerec

www.facebook.com/efdemin

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze