Warstwy obrazu.
Mistrz powolnego kina w tym roku wrócił na ekrany ze swoim zbiorem etiud „Father, Mother, Sister, Brother”. Kino Jarmuscha zawsze opatrzone było wyjątkową wrażliwością w kwestii podkładów muzycznych. „Ghost Dog” zdominowany był przez brzmienia hip-hopowe, w „Broken Flowers” podróży bohatera towarzyszył etiopski jazz, „Tylko kochankowie przeżyją” stawiało natomiast na surowość i stonerowy ciężar. Do najnowszego, jak sam autor twierdzi najbardziej osobistego filmu, reżyser zaprosił do współpracy niezwykle utalentowaną artystę Anikę, którą ja osobiście odkryłem po raz pierwszy na płycie „Sus Dog” Clarka.
Anika pomogła Jarmuschowi w zbudowaniu ambientowego, naturalnego dla otoczenia filmu uzupełnienia dźwiękowego. Duet swoją muzyczną współpracę rozpoczął już w roku 2022, kiedy Anika poprzedzała występ zespołu SQURL na 15-leciu wytwórni Sacred Bones. Pojawiła się chemia, która szybko przerodziła się w motywację do wspólnego tworzenia.
Podstawą ścieżki dźwiękowej stały się improwizacje zarejestrowane w Berlinie, gdzie Anika tworzyła motywy na organach Wurlitzera i gitarze elektrycznej, zaś Jarmusch uzupełniał je o gitarę wspierającą, nasączoną efektami. Tak ukształtował się spójny ambientowy twór instrumentalny, uzupełniony o dwa covery. Artyści sięgnęli po klasykę interpretując w kameralny, intymny sposób „Spooky” Dusty Springfield, oraz dwie wersje utworu „Theese Days” inspirowane aranżacją Nico. Pierwsza bardziej oszczędna, okrojona przez reżysera znalazła się na oficjalnym wydaniu i porusza się między balladą folkową, a gitarowymi rozciągniętymi medytacjami. Drugą zaś z towarzystwem kwartetu smyczkowego Kaleidoskop znajdziemy na bonusowej wersji krążka.
Wrażliwość Jarmuscha kupuję od zawsze w pełni. Często nierozerwalnie odbierając martwy wizualne i dźwiękowe. Wspólne wydanie z Aniką warto jednak polecić także jako swoisty dodatek do projekcji, którą również szczególnie rekomenduję.
Sacred Bones Records 2025
https://jimjarmusch.bandcamp.com/album/father-mother-sister-brother-original-music-from-the-film


Lubię miniatury, ale tym razem JJ przesadził 😀
Kolego, popraw, proszę, byka w nazwisku Jima, bo mnie zęby bolą, gdy na to patrzę.
Pozdro!
tuco