NOON – Nobody, Nothing, Nowhere
Bartek Woynicz:

„Above me, below, me all around me”

Desire Marea – Desire
Jarek Szczęsny:

To nie pierwszy taki przypadek.

His Master’s Voice – Log: Canis Majoris
Paweł Gzyl:

Podróż w stronę Syriusza.

Cel (Felix Kubin & Hubert Zemler) – Cel
Jarek Szczęsny:

Radosne odbicie.

Fabrizio Rat – Shades Of Blue
Paweł Gzyl:

Modularna polifonia.

Long Arm – Silent Opera
Jarek Szczęsny:

Trip-hop nigdzie nie odszedł.

Jeff Parker & The New Breed – Suite For Max Brown
Łukasz Komła:

Projekcja magicznych obrazów.

Various Artists – Air Texture Vol. VII
Paweł Gzyl:

Rrose i Silent Servant serwują ambient? Niemożliwe!

Siavash Amini & Saåad – All Lanes Of Lilac Evening
Jarek Szczęsny:

Bez szwów.

Villaelvin – Headroof
Jarek Szczęsny:

Tylko bardziej.

Juno – Young Star
Jarek Szczęsny:

Infiltracja jazzu.

Lonker See – Hamza
Jarek Szczęsny:

Zawsze krok przed nami.

Men With Secrets – Psycho Romance And Other Spooky Ballads
Paweł Gzyl:

Erudycyjne ćwiczenie z ejtisowego electro.

Riverrun – The Same Silent Hill
Przemysław Solski:

Muzyka z krajobrazu.



Blossom

V.A. – AM/PM

Wyjątkowa kompilacja o szerokim spektrum działania. Czytaj dalej »

Blossom wyrusza w podróż – premiera nowej płyty Łukasza Czajewskiego

20 grudnia 2013 r. ukazał się nowy album Łukasza Czajewskiego zatytułowany „The Longest Journey„, do którego dołączona została jego debiutancka produkcja – „Blue Baloons”. Czytaj dalej »

3 pytania – Blossom

Nastrajając Was pozytywnie na weekend na 3 pytania odpowiada Blossom. Czytaj dalej »

Blossom – Blue Baloons

O muzycznych wybrykach nagrywającego dla niszowego Export Labelu młodzieńca pisaliśmy już jakiś czas temu w rubryce Warto posłuchać. Ten polski producent ukrywający się pod pseudonimem Blossom zadebiutował wydanym pod koniec ubiegłego roku albumem „Blue Baloons”. Płyta zaskoczyła mnie tak samo jak – nomen omen – widok podchodzącego do lądowania na moim osiedlu balonu. Muzyczna podróż, w którą porywa Blossom  gwarantuje moc  emocjonujących (i emocjonalnych) doznań zupełnie, jak podniebny lot tym osiemnastowiecznym wynalazkiem.

Skojarzenia z twórczością Bonobo są oczywiste. Sam Blossom przyznaje, że to właśnie za sprawą kawałka „Reccuring” z wydanego w 2006 roku „Days to come” wkroczył na kręte ścieżki downtempo, nu-jazzu i trip-hopu. Od tamtej pory to właśnie ta muzyka jest mu najbliższa i taki też klimat starał się uzyskać w swoich produkcjach. Praca nad debiutem trwała od 2009 roku a zaowocowała niebieskim krążkiem wypełnionym masą magicznych dźwięków.  Wszystkie kompozycje  tworzą spójną całość, nie ma tu mowy o przypadkowych nutach czy eksperymentach. Cel jest jasny – pełen relaks, bujanie w obłokach, spełnione marzenia.

Gitara akustyczna przeplata się z sekcją rytmiczną wraz ze zdecydowaną, acz nieprzesadnie podkręconą linią basu. Elektroniczne, subtelnie snujące się podkłady dodają kompozycjom charakteru czyniąc każdą z nich wyjątkową opowieścią. Spośród dziewięciu autorskich tematów w pamięć najmocniej zapada „Noon’s bourg”. To skutek wywołującego ciarki basu,  sprawdźcie czy na Was podziała tak samo.  Kolejny utwór „Three isles” ma w sobie, być może za sprawą charakterystycznego brzmienia gitary, coś z klimatu The Cinematic Orchestra. Album zamyka remiks kawałka „Whale”. Autorem pierwowzoru jest inny artysta Export Labelu – Cuefx. To jedyny numer z wokalem ale nawet, jeśli pozostałym może go brakować to nic straconego. Simon Green też zaczynał instrumentalami, może i Blossom z czasem zaprosi do współpracy jakąś wyjątkowo utalentowaną wokalistkę.

„Blue Baloons” zaskakuje konsekwencją, dbałością o szczegóły, dodatkowo ma sobie to „coś” co sprawia, że czaruje słuchacza już od pierwszych dźwięków.  Jeśli jeszcze nie znaleźliście się w gronie 140 szczęśliwców, w płytotece których znajduje się wydanie „Blue Baloons” warto nadrobić zaległości.

Export Label | 2011

5/5

Blossom

Posłuchajcie fragmentów debiutanckiego albumu projektu Blossom. Szykuje nam się prawdziwy polski Bonobo! W pełni rekomendujemy.
Czytaj dalej »