Algiers – There Is No Year
Bartek Woynicz:

Misophonia, czyli 700 wersów wołania do ściany.

Leandro Fresco & Rafael Anton Irisarri – Una Presencia En La Brisa
Jarek Szczęsny:

Niepewność własnego słuchu.

Flaner Klespoza – Przygody i tajemnice
Jarek Szczęsny:

Debiut podwójny.

Max Andrzejewski’s Hütte – Hütte & Guests Play the Music of Robert Wyatt
Łukasz Komła:

Robert Wyatt na ujazzowionym spacerze.

Fumiya Tanaka – Right Moment
Paweł Gzyl:

Spójna całość zbudowana z kontrastowych elementów.

Król – Nieumiarkowania
Jarek Szczęsny:

Nie chce nam mówić niczego wprost.

Burial – Tunes 2011-2019
Jarek Szczęsny:

Brama do innej rzeczywistości.

Zaumne – Contact
Jarek Szczęsny:

Niezwykła bliskość.

Various Artists – Consortium Vol. 1
Paweł Gzyl:

Z Albanii do Detroit.

ARRM – II
Jarek Szczęsny:

Dzieło spokoju.

Floating Points – Crush
Jarek Szczęsny:

Stare w służbie nowoczesności.

Stefan Goldmann – Veiki
Paweł Gzyl:

Najbardziej taneczny materiał niemieckiego producenta.

True – Made Of Glass
Łukasz Komła:

Pod rękę ze smutkiem i tańczmy!

Akwizgram – Nü romantik
Jarek Szczęsny:

Próg do przeskoczenia jest niewielki.



Wye Oak – If Children


Z łatwością wyobrażam sobie radość, jaką odczujecie w efekcie tego oto newsa: największy biały dąb w calutkich Stanach Zjednoczonych, ulokowany w Wye Mills, Maryland, został uhonorowany inkarnacją w formie nazwy zespołu. Amerykański odpowiednik naszego ukochanego Bartka żył aż 460 lat i pokonał go dopiero, przeklinany do dziś przez wszystkich przyzwoitych ludzi, huragan z 6 czerwca 2002 r. Moc Wye Oaka przyświeca obecnie męsko-damskiemu duetowi, który to dość uwodzicielsko próbuje dodać coś od siebie do monologu-rzeki jakim od chwili swoich narodzin staje się estetyka indie. Skąd niby atrakcyjność tej dwójki? Trzymają rękę na pulsie, ale tak na serio – mocno wbijając paznokcie w pacjenta.
Niemal wszyscy lubują się w pozytywnie niecodziennych sytuacjach, więc po raz kolejny stajemy dziś przed odczuciem radości: a) Wye Oak wpisują się w lekko wyeksploatowany już nurt piosenkowej nostalgii za czasem minionym i ocalaniem dziecka w sobie i własnych wrażliwych odbiorcach, ale b) wychodzi im to przekonująco i wielce intrygująco w kwestii formalnej. Tej bowiem jak najdalej od popularnej definicji bycia fajnym hipsterkiem. Jest tutaj wystarczająco dużo brudu, rocka i rzeczywistych punchlines, aby przyciągnąć na dłużej bez systematycznego wzrostu poczucia żenady (vide Crystal Castles).
Wye Oak – „Warning”

Po paru pierwszych odsłuchach tęskni się za Sonic Youth i wspomina bardziej połamane momenty z repertuaru Yo La Tengo. Przyjemnie obcować z taką kreatywnością, jako że jej efektem jest miks przyjemnych (choć miejscami zwyczajnie dziwnych) indie folkowych melodii, riffów i hooków ze słodko rozchybotanym noisem, którego to stanowczo za mało. Nie jest to żaden Merzbow, ale miło dla odmiany usłyszeć coś co nie jest popową wariacją na tematu shoegazeu albo szczytem wzrostu dramaturgii w którymś tam post-rockowym eposie. Bez wkraczania w nudne wyliczanki: wystarczy dla smaku posłuchać drugiej połowy dostępnego na myspace openera albumu – „Please Concrete”. Jest w tym kawałku naprawdę dużo: skromność folkowego smęcenia na akustyku, surrealistyczny tekst, zblazowany damski wokal i, po budującej dramę pauzie, piękne gitarowe, noisowe przyjebanie napędzane galopującą perką.
Wye Oak – „Please Concrete”

Pozornie spójne, organiczne aż, „If Children” z czasem ujawnia jednak nierówność materiału. Zbudowane za pomocą w większości tych samych narzędzi i owocujące podobnymi emocjami, poszczególne kawałki różnią się jednak swoją siłą. Highlighty takie jak opener, closer, pomysłowe intonacyjnie „Regret”, singlowe „Family Glue”, sąsiadują z rzeczami, w których ginie gdzieś ten młodzieżowy flavour grania niezależnego rocka i śpiewania o pierwszym romansie. Miejscami Wye Oak zdają się dawać odpoczywać materiałowi, co, analogicznie do zjawiska zaraźliwości ziewania, przerzuca się też na odbiorcę, który odpoczywa właśnie i musi ostro się potem starać, żeby przesłuchać „If Children” jako całość, bo szkoda przecież byłoby wydzielać jedynie perełki.
Wye Oak – „Family Glue”

Płyta cool, wyważenie brudny debiut dla fanów wakacyjnej przygody bez grożącego śmiercią hardkoru. A w kwestii innych środków poetyckich: a) nie uwzględniająca możliwego wpływu czasu, pochopna hiperbola – tak, możliwe, że to jedna z płyt z mojej dyszki na 2008, b) obrazowe porównanie z innej działki – „If Children” to nie „Hostel”, ale też nie taka znowu dobranocka. Parka z nawet dosyć własnym stylem, więc warto posłuchać żeby z czystym sumieniem zrobić podsumowanie roczne.
2008

 


Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.