Immortal Onion – Ocelot of Salvation
Jarek Szczęsny:

Wielowarstwowa cebula.

Lee Gamble – Mnestic Pressure
Paweł Gzyl:

Od nowoczesnej bass music do klasycznego IDM-u.

Special Request – Belief System
Paweł Gzyl:

Wyznanie wiary w połamane rytmy.

Speech Debelle – Tantil before I breathe
Jarek Szczęsny:

Miłość, gniew, problemy rasowe, tożsamościowe oraz rozedrgany obraz rzeczywistości.

Johannes Heil – Gospel
Paweł Gzyl:

Jedenasty album w dorobku niemieckiego weterana.

Ziúr – U Feel Anything?
Kasia Jaroch:

Producentka z Berlina nie oczekuje twojej sympatii.

Nosaj Thing – Parallels
Bartek Woynicz:

Drift -> Home -> Fated -> Parallels…

Kaitlyn Aurelia Smith – The Kid
Jarek Szczęsny:

Dziecięca perspektywa.

Juju & Jordash – Sis-Boom-Bah
Paweł Gzyl:

Powiew ciepłego wiatru znad pustyni.

Normal Echo – Kaskady
Jarek Szczęsny:

Szczęsny o Szczęsnym.

Abatwa (The Pygmy) – Why Did We Stop Growing Tall?
Łukasz Komła:

Nieczęsto stykamy się z muzyką z Rwandy, kraju dotkniętego krwawym ludobójstwem.

Krikor Kouchian – Pacific Alley
Paweł Gzyl:

Nocny spacer po plaży nad Pacyfikiem.

Shorelights – Summer Cottage Soundscapes
Paweł Gzyl:

Trzech dżentelmenów nad jeziorem.

Širom – I Can Be a Clay Snapper
Łukasz Komła:

Słoweńskie trio uczyniło z tradycji przyszłość.  

Civvie – Inheritance

Wolność i improwizacja.

Do startującego dziś Off Festivalu trio Civvie pasowałoby jak ulał. W skład tego kanadyjskiego zespołu wchodzą Alex Eastley (fagot), Natanielle Felicitas (wiolonczela) oraz Kelly Ruth (weaving loom). Ostatni instrument pozostawiłem z nazwą angielską, bo po prostu brak mi tu polskiego określenia. „Tkacka krosna”, jak podpowiada najpopularniejszy tłumacz internetowy, nie brzmi zachęcająco. Aczkolwiek instrument, na którym gra Kelly Ruth, z tkactwem akurat ma sporo wspólnego. Trudno mi było w to uwierzyć, ale ten konstrukt będący instrumentem muzycznym jest kluczem do płyty „Inheritance”. Jako, że moja wiedza inżynieryjna ogranicza się do umiejętności włożenia wtyczki do gniazdka z uziemieniem, to lepiej samemu zobaczyć o czym piszę na poniższym klipie.

Problem z jednoznacznym określeniem muzyki zawartej na tym krążku wynika z tego, że mamy tu do czynienia z improwizacją w stanie czystym. Wykonawczynie zagrały i nagrały swoje utwory jednego dnia za jednym podejściem. Rzadka to rzecz móc słyszeć coś równie inspirującego. Już od pierwszych taktów „Drift” wiemy, że nie będzie łatwo. Wiolonczela gra niskie tony, a Kelly Ruth uruchamia nieprzebrane pokłady swojej maszynerii. Wszystko opiera się na tych drapiących dźwiękach. Natomiast żywe instrumenty rysują linie melodyczne, a całość niepokojąco wypełniają szmery, stuki i szurnięcia. Tkacki instrument zaskakuje skomplikowanymi niespodziankami w „Encroachment”. Silniej zaznacza improwizację. Da się wychwycić tu sporą nerwowość i mroczny nastrój. Fagot wspaniale dociąża ten utwór. Basowe brzmienie nadaje powagi, a szaleńcze szarpnięcia Ruth nie dają wytchnienia. Przypomina to odgłos jakiejś fabrycznej maszyny. Jakże by mogło być inaczej, skoro dotykamy tu tkactwa.

Wolność i ekspresja aż wylewają się z najlepszych momentów płyty. Mowa o trylogii „Empire”. Część pierwsza intryguje od początku. Jakby taśma produkcyjna się rozkręcała. Wiolonczela staje się nerwem, a fagot dumnie niesie sztandar melodii. Tu trio wzbija się na wyżyny eksperymentu muzycznego. „Dwójka” ma w sobie sporo wyczekiwania. Dopiero od połowy improwizacja nabiera melodyjnego kształtu. Fagot tworzy strukturę górną, a na dole pracuje wiolonczela dając trwały fundament tej melodii. Kapitalne stopniowanie napięcia. Jakże dobrze ryzy kompozycji są tu utrzymane. Nie ma niepotrzebnych posunięć, a całość nie rozłazi się na boki. Koniec daje iluzję masywnej orkiestry, a przecież to tylko trzy kobiety. Duży pokaz umiejętności. „Kroczące” tempo „trójki” zacieśnia okrąg wokół odbiorcy z każdą sekundą. Wiolonczela przechodzi w tryb agresywny i ponury. Fagot wydziera się, a szelesty i potarcia stają się głośniejsze. Niebywała erupcja agresji i pasji. Ta kulminacja to najlepszy popis zespołu na płycie.

Kończący „Jetsam” jest najtrudniejszy do przebycia. W poprzednich utworach były momenty, gdzie przypadkowy słuchacz przy odrobinie dobrej woli (czy ja przypadkiem siebie nie oszukuję?) mógłby znaleźć coś dla siebie. Tu tak nie jest. Ożywcza improwizacja niesie za sobą ducha wolności twórczej. Nieskrępowana wyobraźnia wykonawczyń pozwala na rozkoszne wsłuchiwanie się w ich popisy. Jest to rozkosz strachem i mrokiem podszyta. Cała ta płyta emanuje dużą skalą emocji. Niczym nocne wycie lub dźwięk silnika parowego. Wywoływanie strachu następuje stopniowo. Użyte w tym celu efekty dźwiękowe są, rzecz jasna, celowym zabiegiem. Cudna, minimalistyczna płyta doprowadzająca do ekstremum możliwości dźwiękowe instrumentalistek. Strach słuchać po ciemku w słuchawkach. Intensywne i niezapomniane przeżycie.

Wydawnictwo własne | 2017

Strona zespołu

Bandcamp

FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze