Wpisz i kliknij enter

Cibelle – The Shine Of Dried Electric Leaves


Tę płytę znałam jeszcze przed jej odsłuchaniem. Jeden niezwykły utwór i już wiadomo, że mamy do czynienia z niepospolitą postacią. „The Shrine of Dried Electric Leaves” autorstwa Cibelle – kompozytorki, wokalistki, a ostatnio nawet coraz odważniejszej gitarzystki (co warto odnotowac w świecie nie wiedzieć czemu wciąż zdominowanym przez chłopaków z gitarą) – objawiła mi postać niezwykłej dziewczyny z ojczyzny samby, której piosenki nie są jednak wcale skoczne.
Pieśń, którą Cibelle wkroczyła do moich zmysłów, autorstwa maestro Toma Waitsa zatytułowana jest „Green Grass”. Typowa dla zachrypniętego Mistrza robota: cztery akordy na raz/dwa/trzy i niezmierzone piękno. A wersja Cibelle to delicja dla tych, którzy marzą czasem w skrytości ducha, aby te śliczności Waitsowe wzięły kiedyś na warsztat kobiety o głosach nieznających ani tyle burbonu ani cygar…(przy okazji ukłony dla Diany Krall za dobre chęci i jej wersję „Temptation”, lecz nie ten rodzaj elegantek mam raczej na myśli).
I oto zjawiła się ona, Czarny Ptaszek, Cibelle – Blackbird, jak lubi się nazywać nasza brazylijska nowa gwiazda. Dokonała przemienienia z charczącego w słodkie, lecz ani przez chwilę nie kandyzowane. Cibelle, podobnie jak wielu jej rodaków, dziedziczy muzyczne korzenie „łatwe” i „trudne” zarazem. Wydaje się, że nie można tworzyć muzyki brazylijskiej bez odwołań do bossanovy Jobima, Bonfy, de Moraesa. A jednak, to co wydawałoby się rozwiązaniem problemu muzycznej tożsamości w erze niekończących się przenikalnych wpływów, dla wielu Brazylijczyków zdaje się przekleństwem – wielkość dziedzictwa przytłacza, solidne schematy nie pozwalają na swobodę.
Cibelle, mieszkająca w Londynie, rozmawia ze swoją tradycją za pomocą nowoczesnej elektroniki i robi to w sposób intrygujący. Zaczynała karierę od słodkich refrenów synkopowanych do akompaniamentu gitary, ale jej dzisiejszy pomysł na muzykę jest pełen samplowanych, miksowanych i przesterowanych dzwięków, podobnie jak innych instrumentów perkusyjnych rodem z Ameryki Południowej. Na koncertach dzielna dziewczyna chwyta za wszelkie instrumenty jakie jej wpadną w ręce – cymbałki, piszczałki, bębenki, kreując niepowtarzalną atmosferę.
Płyta powstawała długo, przez osiemnaście miesięcy, a jej efektem są przemyślane, oszczędnie, oryginalnie zaaranżowane kompozycje. Poza balladą Waitsa znajdziemy tu inny klasyk monumentu brazylijskiej muzyki MPB (Musica Popular Brasileira) – Caetano Veloso, który w latach siedemdziesiątych znalazł się na wygnaniu w Londynie, uznany przez reżim brazylijski za wroga systemu i ironicznym, południowoamerykańskim okiem komentował egzotyczną mu europejską kulturę. „London, London” zaśpiewany w duecie z Devendra Banhart, oryginalnym balladzistą z Południa Stanów Zjednoczonych, jest słoneczną bossanovą o wielkomiejskim życiu w stolicy Królestwa, zyskującą w wykonaniu uroczej pary nowy wymiar.
Muzyka Cibelle chwilami ociera się o ambient, chwilami o balladę, a czasami bywa niepokojąca. Nie znajdziemy tu brazylijskiego łupu-cupu, tak dobrze sprzedawanego pod szyldem „Brasil”. Wszystko to okraszone seksownym głosem autorki, uwodzącym w sposób dyskretny, co jest dowodem na to, że tradycja żeńskiej wokalistyki z Brazylii, zgodnie z którą popisy w wysokich skalach nie są jedynym dowodem na umiejętności głosowe – nie jest Cibelle obca. W warstwie lirycznej tyle samo jest tu angielskiego, co portugalskiego. Wydaje się to sprytnym rozwiązaniem w świecie, w którym tak łatwo popaść w szufladkę „latino”, jeśli wybierze się śpiewanie w swoim własnym języku i ma się pecha, że jest on językiem hiszpańskim lub portugalskim. Cibelle śpiewa o mieście, o wolności, o wspomnieniach, ale także z właściwą sobie lekkością westchnie nad utraconą miłością.
Tym, co wyróżnia tę płytę jest niewątpliwie jej brzmienie, pieczołowicie dopracowane, iskrzące się wieloma barwami. Cibelle nie ukrywa swoich fascynacji europejską tradycją gitarowego grania i budowania nastroju na oszczędnej aranżacji, co słychać na płycie być może dopiero jako zalążek większej i bardziej rozwiniętej całości, na którą już czekam z niecierpliwością.
2006







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Stefek
Stefek
13 lat temu

no i musial sie znaleźć jakis maruda, no musial.

harry
harry
13 lat temu

według jakiego klucza pisze się recenzje, bo ta płyta jest chyba z przed dwóch lat?

Polecamy

Plaid ‎– Polymer

Londyński duet poruszający się na scenie elektronicznej już blisko trzydzieści lat, 7. czerwca wydał swój kolejny studyjny album zatytułowany „Polymer”.