Wpisz i kliknij enter

Current 93 – Black Ships Ate The Sky


Kolejny wyraz niespokojnej, poszukującej natury Davida Tibeta. Płyta „Black Ships Ate The Sky”, podobnie jak większość dokonań brytyjskiego artysty, jest albumem nietuzinkowym, choć tym razem próżno tu szukać typowych eksperymentów. Każdy element jest dobrze znany z wcześniejszych dokonań lidera Current 93 i jego licznych współpracowników, z których większość można znaleźć na tej płycie. Dźwięki instrumentów akustycznych i oniryczne pejzaże nie zaskoczą nikogo, kto przesłuchał uważnie choćby część bogatej dyskografii zespołu.
Mamy tu apokaliptyczny nastrój muzyki i tekstów pełnych odwołań do religii, zarówno w jej przejawach znanych z historii, jak i właściwych dla przedziwnych wglądów Tibeta, reprezentowanych przede wszystkim przez senny obraz czarnych, zwiastujących apokalipsę okrętów na niebie. Nie znaczy to jednak, że „Black Ships…” jest płytą przewidywalną, czy też banalną kalką wcześniejszych dokonań Current 93. Wszystkie dobrze znane składniki Tibetowego alembiku mieszają się w doskonale wyważoną całość podporządkowaną wizji lidera, pokazując po raz kolejny, że w przypadku twórczości niektórych artystów całość jest czymś dużo więcej niż sumą jej części.
„Black Ships…” zawiera aż dziewięć interpretacji jednej z pieśni Charlesa Wesleya, natchnionego osiemnastowiecznego metodysty. Każda z nich nadaje dramatycznemu pytaniu „Am I born to die?” nieco inny koloryt, od pełnej zadumy melancholii wersji zaśpiewanej przez Pantaleimon, poprzez lekko nieśmiałe, by nie powiedzieć niefrasobliwe wykonanie Cosey Fanni Tutti, płaczliwe wokalizy Marca Almonda, po udręczoną, neurotyczną melorecytację samego Tibeta. Każda z wersji pieśni Wesleya, jakie możemy znaleźć na krążku Current 93 jest, adekwatnie do opiewających sprawy ostateczne słów, dramatyczna i przejmująca. Oprócz pieśni „Idumea” na „Black Ships…” możemy znaleźć natchnione, oszczędnie zaaranżowane ballady, motoryczne, transowe motywy z pogranicza folku i psychodelii rozpisane na gitary, pianino i wiolonczelę oraz będące zapewne zasługą Williama Basinskiego i Stevena Stapletona elektroakustyczne preparacje.
Podobnie jak wiele innych płyt Current 93, „Black Ships…” mogłaby z powodzeniem stanowić podsumowanie bogatej twórczości Tibeta. Miejmy nadzieję, że artysta nie „poprzestanie na wielkim”, jakim jest bez wątpienia ten album i będzie nadal niestrudzenie drążył swoje religijne obsesje. O zasadności tej nadziei niech świadczy deklaracja artysty z wywiadu udzielonego kilka dni temu Pitchfork Magazine: „At the moment its [Black Ships…] the definitive statement of Current 93, but the next album will also be another definitive statement”.
2006







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy