Wpisz i kliknij enter

Cut City – Exit Decades


Przyznaję, ja również się pomyliłem – słysząc pierwsze dźwięki tej płyty, podobnie jak wielu innych byłem przekonany, że mam do czynienia bądź to z nowym, bądź starym (niepublikowanym wcześniej) materiałem Interpol. Do diabła jednak z Interpolem, okazuje się bowiem, że słuchamy najnowszego krążka szwedzkiej grupy Cut City, bijącej na głowę całą plejadę zblazowanych gitarowych gwiazd (z Franzem na czele), borykających się z syndromem drugiej czy trzeciej płyty.
„Exit Decades” to wymierzona co do milsekundy dawka krótkich, zawsze tak samo porywających kawałków. To tylko niewiele ponad 30 minut materiału, próżno tu jednak szukać słabych punktów – każda z tych kompozycji, umieszczona na osobnym singlu, miałaby szansę odnieść spory sukces. Cut City na lewo i prawo szastają więc dobrymi pomysłami, jednocześnie sięgają po proste jak drut rozwiązania – przejrzysty aranż, żywiołowość, prostotę. Nagrany niemal na żywo krążek upaja energią, odświeża, skutecznie poprawia nastrój. Każdą piosenkę w mig da się zapamiętać, każda również uparcie i przyjemnie siedzi w głowie. Siłą „Exit Decades” jest również tempo, które zwalnia tylko na kilka chwil – ten krążek to wyjątkowo dynamiczne pół godziny. I tylko wokalista wprowadza w błąd – barwą głosu, wyjątkowo podobną do frontmana wsponianego Interpol. To jednak żaden zarzut.
Fani franzowatych szaleństw, drapieżnych basów, szarpiących gitar i przede wszystkim pięknych melodii – biegiem do sklepów! Ten krążek nie jest oczywiście żadnym muzycznym objawieniem, sęk jednak w tym, że – zarówno muzykom z Cut City, jak i nam – kolejny tak dobry materiał może się już dugo nie przytrafić.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy