Wpisz i kliknij enter

Delarosa & Asora – Agony part 1


Delarosa & Asora, hmm… Brzmi orientalnie, nieprawdaż? Niestety fakt jest taki, że naprawdę mało osób zna twórczość tego wykonawcy (co osobiście uważam za wielką niesprawiedliwość). Gdzie przyczyna, spytacie. Słaba promocja? Kiepska dostępność krążka? Cóż, na pewno te czynniki miały wpływ na taki a nie inny stan rzeczy. Jednak jednego jestem pewien – przyczyną nie była zawartość tej płyty, gdyż ta jest po prostu wyśmienita od 1 do 44 minuty jej trwania. Jak by to ładnym zdaniem ująć… Może tak – jeśli to jest agonia, to ja kocham cierpieć.
Co mnie zatem urzekło w tej produkcji? Generalnie można by uznać, że jest to kolejna płytka z serii „wysypał noże i widelce z szuflady i nagrał jak upadają”. Jednak jest coś ją wyróżnia i daje jej status płyty wyjątkowej w moim rankingu. Jest to niesamowity klimat jaki udało się osiągnąć jej autorowi poprzez użycie różnych, trudnych do zidentyfikowania lecz niesamowicie melodyjnych dźwięków. Te w połączeniu z głębokimi basami, które dryfują gdzieś w tle i wspomnianymi wcześniej „glitch’owymi” dźwiękami dają niesamowity, niepowtarzalny efekt. Do tego miejscami te pocięte, układające się w jakąś bezsensowną papkę wokale („Swipe Width”) lub rozpaczliwe skamlenie wplecione gdzieś w tle („Agony”).
Ta muzyka wprowadza w stan melancholii, zawiesza gdzieś w przestrzeni, doprowadza do rozpaczy i raduje, nie daje zasnąć i usypia. Ta muzyka otula Cię niczym kochająca matka swoje dziecko, by za chwilę odepchnąć, zupełnie bez powodu i to z uśmiechem na twarzy. Dziwne, nieprawdaż? I to chyba właśnie decyduje o jej sile – jej głębia i tajemniczość, której chyba zmierzyć się nie da. Polecam całym sercem, bo i sam sercem jej słucham.

2005







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
3 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
i dalej en
i dalej en
16 lat temu

a swoja droga mysle, ze nie bez znaczenia dla dostepnosci tej plyty jest fakt, ze wyszla ona 4 lata temu; na teraz co innego jest na tapecie – tj. co innego walkuja zuranlisci – wiec sila rzeczy co innego jest w sklepach, mysle, ze 3 lata temu ta plyta byla duzo bardziej dostepna; pozdrawiam raz jeszcze

Pan Aes
Pan Aes
16 lat temu

Khem, szersza publicznosc – pojecie wzgledne. Dla mnie szersza publicznasc posiada np. Autechre lub Boards of Canada. D&A to jest zadupie elektroniki (moze nie bardzo glebokie, ale zawsze). Fakt jest faktem – wiele osob sluchajacych Prefusea nie ma pojecia o Delarosie gdyz jest to projekt mniej przyswajalny dla ogolu, mniej wyeksponowany przez media [mniejszy label] i przede wszystkim juz nieistniejacy. Kolejne dowody? Autechre moge kupic w Polskim sklepie, niemal cala dyskografie (pisze o internecie), natomiast Delarose znalazlem tylko w paru miejscach (2-3) i to zazwyczaj na zamowienie, a co za tym idzie po wysokich kosztach. Dlatego smiem twierdzic, ze jest to mniej znany wykonawca. Tyle.

nierobisz
nierobisz
16 lat temu

panie Aes, piszšc, że D&A to twórczoœć nieznana szerszej publicznoœci pisze pan kompletne bzdury; Scotta Harrena znajš wszyscy, którzy majš jakie takie pojęcie o muzyce elektroniczenj; fajnie by było jakby w przyszłoœci zrobił pan jakieœ małe rozeznanie w temacie zamiast wyważać otwarte drzwi na zasadzie – „Oto, motłochu! Uchylam przed wami ršbka tajemnicy, odkrywam przed wami Amerykę”. Spoko, tak też można tylko w tym przypadku plebs œmieje się wgłos i wycišga zza pazuchy płyty Savath&Savalas i Prefuse 73

Polecamy