Wpisz i kliknij enter

Enduser – Left


Lynn Standafer vel Enduser to jeden z wizjonerów breakcoreu i radykalnego IDM-u, człowiek szalenie pomysłowy i niewiarygodnie płodny; oprócz szeregu wspólnych nagrań, m.in. z Bong-Ra, Larvae i Submerged, ma na swoim koncie kilka płyt długogrających i kilkanaście epek dla takich wytwórni jak Ad Noiseam, Hymen, Outbreak czy nieistniejącej już Sublight Records. Najnowszy longplay Amerykanina nosi tytuł „Left” i przed dwoma miesiącami ukazał się nakładem Ohm Resistance.
„Kiedy będziesz mnie zabijać, rób to powoli i spokojnie, tak jak bym umierał we śnie, a nie w życiu” – te ponure słowa Charlesa Bukowskiego stanowią credo muzycznego uniwersum Standafera, który zresztą nie ukrywa, że „Left” jest dziełem bardzo osobistym. Potwierdza to nie tylko ponad roczna realizacja materiału, połączona z niemal całkowitą izolacją od świata, ale przede wszystkim jego posępne brzmienie. Powie ktoś, że breakcore często bywa mroczny; zgoda, lecz Enduser nigdy nie był artystą jednowymiarowym i często udowadniał, że nieobce są mu najróżniejsze rejony elektroniki. Tak jest i tym razem: otrzymujemy 73-minutowy amalgamat gatunków, wyprodukowany z drobiazgową dbałością o najdrobniejszą granulkę dźwięku. Jest tu miejsce zarówno dla bagnistego bristol soundu („Black Light”) i melancholijnego drumnbassu („Left”) jak i masywnego dubstepu („Interruption 3”) oraz niepokojącego IDM-u w sosie orientalnym („Interruption 4”). Ale nie oszukujmy się, pierwsze skrzypce (bębny?) gra tu breakcore ala trzesięnie ziemi lub raczej wybuch nuklearny, który nie bierze zakładników. A jednak… O ile produkcyjnie jest to materiał nieskazitelny, o tyle w moim mniemaniu szczyty kompozytorskie Standafer osiągnął na albumach „Pushing Back” i „Form Without Function” z 2006 r., zaś niektóre fragmenty „Left” brzmią jak… nie, nie posunąłbym się do użycia słowa „autoplagiat”, raczej „odrzuty” – wprawdzie soczyste i porywające, lecz jednak „odrzuty”.
Nie jestem zatem pewien, czy należy traktować nowe dziecko Endusera jako postęp czy może raczej jako zakotwiczenie w bezpiecznej przystani. Z drugiej strony, tej muzyce daleko do miana bezpiecznej, zaś uczucie déja vu może wynikać z własnego, rozpoznowalnego stylu. Poza tym jest solidnie, jest mocno i na dodatek słucha się tego doprawdy znakomicie. A przecież głównie o to chodzi.
2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Niero
Niero
13 lat temu

Enduser w ogole jest dosc slaby, jak dla mnie. Niby breakcore, ale jednak za bardzo to wszystko sie swieci. Choc pare dobrych trakow ma na koncie – np. Bount Drilla z Run War, jak dla mnie jego najbardziej sensownej plyty.

hmm
hmm
13 lat temu

i na dodatek słucha się tego doprawdy znakomicie. A przecież głównie o to chodzi.

Takie na sile wpychanie robaka w czekolade zwaną potocznie dobrymi sentencjami i morałami z gustem w tle

szelest
szelest
13 lat temu

słaby album… a moim faworytem enduserowym w dalszym ciągu pozostaje Comparing Paths .

Polecamy