Wpisz i kliknij enter

Portishead – Third


Portishead znów skutecznie nas dołują. Po niemal jedenastu latach względnego spokoju (mąconego kilkoma niepotwierdzonymi plotkami o powrocie, czy wynalazkami typu „Alien”) odkrywcy bristol soundu postanowili nam o sobie przypomnieć – tym razem na poważnie. Starsi o dekadę, dzieciaci, bardziej pulchni podsuwają nam materiał zatytułowany „Third”, czyli zestaw szybko rozpoznawalnych, typowych dla zespołu mrocznych kompozycji. Jednocześnie gitarzysta grupy, Adrian Utley perwersyjnie przyznaje, że nagrywanie tego materiału było koszmarem. A jaki jest odsłuch?
Jedenaście lat ciszy, tyle samo kompozycji na nowym krążku. A więc, nie przymierzając – mniej więcej rok czasu na jeden kawałek. Wyjątkowy luksus, nawet jeśli zespół poważnie rozpoczął prace w studio całkiem niedawno. Ale oprócz luksusu – również wyzwanie: po jedenastu latach ciszy nie da się nie definiować swego brzmienia na nowo – nie można bowiem grać wciąż tej samej elektroniki, jeśli poprzedni krążek wydało się przed „Kid A” czy nawet „Mezzanine”. I chyba na tym polegał ów koszmar, o którym wspominał Utley – komponując „Third” Portishead zmuszeni byli zastosować lekki update swego dotychczasowego brzmienia. Na krążku usłyszymy więc kilka nowych elementów, również kilka zaskakujących realizatorskich gadżetów – jak ten z kontrowersyjnego, singlowego „Machine Gun”, w którym Geoff Barrow z precyzją automatu wybija zimny jak lód rytm. Do tego jedynie głos Beth Gibbons i kilka klawiszowych fraz na koniec – ot i przepis na „singlowy hit” made by Portishead. Owa oszczędność, chłód, chropowatość uderza na „Third” najmocniej. To materiał niemal garażowy, bardzo surowy, pozbawiony jednocześnie ciepła, które kazało wracać do kompozycji tego zespołu przez lata. Próżno szukać tu harmonii i nastroju „Roads”, nie znajdziemy też dających się zanucić „Glory Box” czy „Wandering Star”. Na „Third” po prostu nie ma przebojów, zespół skupia się na intensywnej, gęstej atmosferze niemal z horroru, momentami tylko uwodząc słuchacza dającym się szybko zapamiętać fragmentem (cudowne, radioheadowe „The Rip”). Są oczywiście emocje, mniej jednak romantyczne, bardziej zaś desperackie, i jeszcze bardziej depresyjne niż kiedykolwiek. Świetnym tego przykładem jest zamykający całość, pełen trwogi „Threads”, będący połączeniem mrocznej, niemal industrialnej ballady z quasi-jazzowym saksofonem w tle. David Lynch otrzymał w tym momencie gotowy soundtrack do swego kolejnego filmu.
Po jedenastu latach ciszy muzycy Portishead wolą więc wiercić, niż gładzić. Ja zaś tęsknię za Portishead melodyjnym, uwodzicielskim, miękkim. Nic z tego – na trójce muzyka zespołu pełna jest zadarć, muzyczne drzazgi włażą w uszy, całość więc nie tyle nastraja słuchacza, co wymaga odpowiedniego nastroju. Bez niego nie dacie rady temu krążkowi – zmęczy Was tak, jak wymęczył mnie.
2008







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
TYM3K
TYM3K
12 lat temu

Zdecydowanie najlepsza i najdolrzalsza płyta tej formacji. Wcześniejsze tolerowałem z zastrzeżeniami. Odwrotnie niż większość muzyków pomimo upływu lat i płyt stworzyli arcydzieło (odrzucili sezonowe „modne” wstawki). Tę słucham od początku do końca nie omijając mniej lubianych (tutaj takich po prostu nie ma). Sporo tam (moim zdaniem) odniesień do, awangardowej przeszłości rocka (Bruce Haack, Red Crayola, The Velvet Underground, Suicide, Cabaret Voltaire, Laibach, itp…).
Wyrafinowaniem prześcignęli percepcję fanów i chwała im za to, że nie grają pod publiczkę.
Garażowe brzmienie nie jest żadną ujmą – wręcz przeciwnie!
Dla mnie płyta roku.
Możecie się nie zgadzać, mam to w tyle 🙂

marian carey
marian carey
13 lat temu

a ja nie mam obecnie absolutnie zadnej melodii na wysluchiwanie neurotycznych pojekiwan i postekiwan beth gibbons na tle krautrockowo-folkowego plumkania.

ps. machine gun daje rade, zdecydowanie na plus – drapiezny, surowy, a przy tym wyrazisty numer z charakterem. czego nie mozna powiedziec o calej reszcie, ktora zlewa mi sie w jedna lo-fi pulpe.

vid
vid
13 lat temu

Owa różność opinii jest czymś absolutnie zwyczajnym, zwłaszcza w tak specyficznym środowisku jak NM i zwłaszcza przy woltach muzycznych dokonywanych przez artystów. Liczę, że takie sformułowania pojawią się również przy pochlebnych recenzjach płyt – bo doskonale pamiętam podobne wyrażenie w info przy ostatniej płycie Goldfrapp (przypadkiem również generalnie całkiem nieźle przyjętej). Wtedy będziecie w pełni wiarygodni. A póki co pozdrawiam wszystkich fanów P.

Krzysiek Stęplowski
Krzysiek Stęplowski
13 lat temu

To żaden wybieg – Third zbiera różne opinie, wystarczy spojrzeć na komentarze poniżej, bądź zajrzeć na nasze forum. Recenzje na NM są wyrazem subiektywnych opinii autorów. Jednocześnie możliwość komentowania płyt i tekstów to dowód na to, że jesteśmy otwarci również na opinie naszych czytelników. Gdyby zależało nam na zniechęceniu Was do Third , nie publikowalibyśmy niusów taki jak ten z Yorkiem w roli głównej. Zależy nam przede wszystkim na dyskusji. Pozdrawiam!

vid
vid
13 lat temu

Uprzedzając bieg zdarzeń – oczywiście, nie odbieram autorowi prawa do posiadania własnego zdania. Sam z Third jeszcze muszę spędzić trochę czasu.

vid
vid
13 lat temu

Zabawne jest to jak NowaMuzyka na głównej pisze, że płyta zebrała bardzo różne opinie i recenzje . Na Metacritic ma gruuubo powyżej 80 (co oznacza universal acclaim ), ale z racji, że recenzja NM jest generalnie negatywna, to muszą pisać bzdury. Oczywiście, KAŻDY album zbiera różne recenzje , ale to po prostu śmieszny wybieg w momencie tak dobrego przyjęcia Third.

Niero
Niero
13 lat temu

Cos innego.

Niero
Niero
13 lat temu

Dla mnie dobra plyta.

RadeK
RadeK
13 lat temu

Płyta kompletnie mnie nie ruszyła. Nigdy nie należałem do zwolenników takiego grania, ale jednak Portishead mieli przebłyski czegoś świetnego w przeszłości ( All Mine ). Zbyt ubogo, płyta dla ludzi którzy nie mogą przekroczyć bardzo niskiego progu harmonii i pomysłów płynących z głośników. Denerwujący minimalizm. Denerwujący bo uprawiany przez grupę muzyków operującą instrumentarium pełnego zespołu, aż prosi się o coś więcej.

hno3
hno3
13 lat temu

Jasne, że na płycie bristol soundu jak na lekarstwo (z wyjątkiem ostatniego kawałka – trochę śmierdzi starym Portishead). Ja niczego po Third nie oczekiwałem, bo nie wierzyłem, że w ogóle wyjdzie. 😉 Na plus – sam fakt zmian (psychodelia!!!). Na minus – postać zmian. Niestety w wielu przypadkach aranże są biedne (żeby nie napisać prymitywne), dlatego spora część materiału szybko się nudzi. Pewnie to wina moich preferencji – lubię muzykę bogatą i naładowaną niuansami. Tu niestety tego nie ma. Ale szanuję ich za radykalną zmianę stylu.

fruEm
fruEm
13 lat temu

jesteście głusi? posłuchajcie jeszcze raz. nie przesadzajcie, że się dołujecie i takie tam, bo to nudne i tendencyjne. bristol sound. śmieszne. naprawdę uważacie, że ta płyta nosi to brzmienie?…

fruEm
fruEm
13 lat temu

Wymaga odpowiedniego nastroju? Ja nie miałem z tym żadnego problemu. THIRD działa od początku, a im dłużej odtwarzam tym przyjemniej wypełnia się moja potrzeba neurotycznego upojenia. Drapie to fakt, ale ta chropowatość brzmienia jest genialna. I nie mam upodobań s/m. To raczej kwestia nastawienia. Myślę, że po 11 latach wydanie albumu ku jednostkowym pragnieniom na ciepłe przeboje, byłoby katastrofalne w efekcie. Portishead znalazło nową drogę nie gubiąc charakterystycznego rysu. Czy tak trudno otworzyć szufladę z napisem Portishead i pozwolić na wpuszczenie trochę bardziej gęstego powietrza? Może trzeba jedynie zmienić swój aparat słuchowy, by wyfiltrować i przeczyścić, a potem nie cierpieć męk.
pozdrawiam

DeftAphid
DeftAphid
13 lat temu

na pitchforku plyta dostala swietna note 8.8….
ale mnie kompletnie nie przekonuje. poza the rip jest slabiutka.
w ciagu 11 lat stworzyc przecietny, czy nawet solidny album – to chyba za malo jak na portishead.

jan
jan
13 lat temu

Mysle ze Portishead ma na tyle jasna pozycje w historii nowej muzyki ze nie musi sie martwic i produkowac tak zwane przeboje, ktorych tak bardzo recenzentowi brakuje.Mysle ze ta płyta to mocny zwrot do tworczosci takich zespołów jak Silver appels czy Can.Plyta naprawde mnie poruszyła i miałem tak zwane ciary po pierwszym jej przesłuchaniu…

Venzz
Venzz
13 lat temu

Mogli zrobić dużo dużoo więcej na tej płycie ….a, i to oczywiste, że nie mogli zaskoczyć, nie w 2008 … nie bristol sound.

portishit
portishit
13 lat temu

a mnie denerwuje ta powaga, wszystko na tej plycie jest tak mega powazne, zaangazowane, na serio. nie ma zadnego oddechu, sa tylko kolejne stany depresji, ktorych po prostu nie kupuje. trip-hop juz dawno skonczyl z ta pretensjonalna powaga…

sobek
sobek
13 lat temu

mnie ten album absolutnie nie męczył, a szybko wciagnoł. chociaż na album jakos specjalnie nie czekałem, pozytywnie mnie zaskoczył. faworyty to silence, nylon smile i we carry on. solidny album 🙂

beth
beth
13 lat temu

popieram. gęsto, mrocznie, ale nudno jednoczesnie, a szkoda.

Polecamy