Wpisz i kliknij enter

Nightmares On Wax – In a Space Outta Sound


Nightmares On Wax. Znana marka. Nowa płyta. Spore oczekiwania. I co? No i nic 😉 Postanowiłem nie owijać w bawełnę tylko od razu przejść do meritum — płyta nie zachwyca. Mamy tu do czynienia z kolejną pozycją do słuchania, kiedy to już nie ma czym pożywić naszego odtwarzacza. Nie powiem, pierwszy kawałek dał mi iskierkę nadziei. Przyjemny kawałek muzyki o klimacie rodem z „Carboot Soul”. Ale zaraz, zaraz. Czemu to trwa aż 7 minut? No fajne to nawet, ale „Les Nuits” w żadnym wypadku z tego nie będzie. Już na początku obnażona zostaje główna bolączka tej płyty — brak pomysłów na urozmaicenie kawałków i wydłużanie ich do granic przyzwoitości. W rezultacie kiedy wspomniany wcześniej kawałek zaczyna się nam już nudzić okazuje się, że jeszcze 3 minuty do końca. 3 długie minuty dokładnie tego samego. I tak w sumie do końca płyty. Nie powiem, kompozycje są nawet przyjemne (mniej lub bardziej), tyle, że nic poza tym.
Próbując przelecieć, że tak kolokwialnie napiszę przez tracki można by napisać mniej więcej tak. Numer 1, downtempo z jękliwą wstawką wokalną, nawet ciekawe, jednak brak pomysłów w połowie kawałka jest nieco uciążliwy. Numer 2, bardziej oklepanej partii gitary basowej nie dało się już chyba tutaj wstawić (w ogóle partie basu na tej płycie w moim odczuciu są po prostu nieciekawe). Do tego pani śpiewa sobie coś tam. Zupełnie nie zapada w pamięć. A długość oczywiście 5:30. Numer 3, początek ze snareem w stylu retro, gwiżdżący koleżka zapowiada nam, jakiż to interesujący sampel nas czeka. No i zaczyna się. Mamy jamajski feeling i śpiewaka z Jamajki za razem. Mija 30 sekund i odczucie, ze wiemy juz wszystko o tym kawałku powraca niczym przysłowiowy bumerang. Długość kawałka? Sami wiecie.
I tak dalej. Każdy kawałek można pokrótce tak opisać jak poprzednie. Jeden ma bardziej ciekawe patenty, drugie mniej ciekawe. Generalnie zachwytów nie ma. A szkoda. Kolejna płyta do słuchania w „niedzielę po kościele”. Od połowy płyty słuchałem z obowiązku raczej. Wybaczcie, że tak chaotycznie napisałem tą recenzję, ale nie chce mi się już, a po obcowaniu z „In A Space Outta Sound” odnoszę wrażenie, że twórcy tej płyty też się nie chciało.
2006







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
pw
pw
15 lat temu

są dwa rodzaje recenzji: jedna bardziej dziennikarksa polega na umieszczaniu płyty w danym tle muzycznym i drugi rodzaj to pisanie o uczuciach, które płyta wywołuje. Wydaje mi się, że nie można dyskredytowac jednego z tych sposobów tylko dlatego, że nie jest tym innym- tak jak to zrobił nierobisz. Odpowiem jeszcze na pytanie: tak samo słuchanie uprawnia do ferowania wyroków na temat cudzej tworoczości- no bo co innego? A płyta nightmares?- ni mieli lepsze ale chyba nie ma co płakać jest lepije niż na ming elevation.

niewidoczny
niewidoczny
15 lat temu

fajna, przyjemna, przykrywajaca chujowosci swiata , taka pozytywna…. ale bez rewelacji 😉

Pan Aes
Pan Aes
15 lat temu

Uważam, że tak. Uprawnia też do nie zgadzania sie z nimi, co też czynisz 🙂 I ja to szanuję. Pozdrawiam.

nierobisz
nierobisz
15 lat temu

jak chcesz pisac o swoich odczuciach, to pisz wiersze, bo – tego rodzaju – pisanie nie ma nic wspolnego z dzinnikarstwem, ktore moim zdaniem polega na umieszczeniu danego artefaktu na tle penych punktow odniesienia; pisanie o swoich odczuciach, w tym kontekscie , ma sens – moim zdaniem – jedynie w przypadku takich bardziej abstrakcyjnych brzmien, jak noise, gdzie mozna operowac takimi pojeciami, jak faktura czy struktura; a jesli chodzi o twoj zamysl – widocznie: widocznie nie chwycilismy, co pewnie swiadczy o tym. ze nie nalezymy do najbardziej lotnych osobnikow; tak, wezmy sie za sluchanie, ale czy samo sluchanie uprawnia czlowieka do ferowania wyrokow na temat cudzej tworczosci???

Pan Aes
Pan Aes
15 lat temu

Recenzja ta z założenia miała być opisem moich odczuć związanych z odsłuchem. Cóż, nic na to nie poradzę, że w moim przypadku były one średnio ciekawe. Na pewno nie zamierzam się tłumaczyć ze swojego muzycznego smaku (inaczej ze sposobu w jaki odbieram dany album), wybacz. Na głowę jeszcze nie upadłem.
Forma w jakiej ta recenzja została napisana (krótko, zwięźle, bez fajerwerków) też jest nie bez powodu taka jaka jest. Sądziłem, że chwycicie zamysł. W sumie nie mam pretensji o to, że nie chwyciliście. Wszakże macie odmienne stanowisko do mojego.
Wreszcie kwestia trzecia. Twój przytyk, Tek Hi, co do nieznajomości podmiotu recenzji, którą napisałem, niestety nie może być kierowany do mnie (wiem, że Ci przykro), gdyż za nagłówki, tracklistę, okładkę etc., odpowiada osoba umieszczająca recenzję na stronie. Mniej jadu Panowie. Skończmy jałową polemikę. Zajmijmy się słuchaniem.

tek hi
tek hi
15 lat temu

a tak przy okazji to nie Nightmare tylko Nightmares moze przoczenie ale jak się już recenzuje płytę to warto wiedzieć co.

tek hi
tek hi
15 lat temu

Jak już lecisz w teksty typu dupa i prawda to konstruktywnej wymiany zdań nie będzie. A jesli znudziła cię ta płyta, komentujesz głównie długości kawałków i nie chciało ci się tak naprawdę pisać tej recenzji to napisz tylko proszę po co to zrobiłeś? Pieniędzy z tego nie ma a i szkoda twego czasu. Pzdr

Pan Aes
Pan Aes
15 lat temu

Heh, wybaczcie, ale w kwestiach muzyki prawda jest dupą – każdy ma swoją. I tylko tyle chciałem napisać tytułem komentarza 🙂 Pozdrawiam.

nierobisz
nierobisz
15 lat temu

niewatpliwie to nie tylko twoje wrazenie (ze ten pan sie pierwszy raz zetknal z NOW); choc moze to mylne wrazenie; jako, ze jednak nie jestem odosobniony w tym odczuciu – moze cos jest na rzeczy; a jesli, to wskazuje na jedna slabosc kolegi Redaktora, ktory swego czasu sugerowal, ze uwagi na temat tego portalu mile widziane; Krzysiek, bardzo doceniam to co robisz, zwlaszcza, ze jest to akcja stricte non profit, ale niejednokrotnie mialem wrazenie, ze merytoryka niektorych tekstow, ktore przechodza albo powinny przejsc przez sito twojej redakcji jest nieco naciagana; takim panom jak Pan Aes ja bym podziekowal, chocby dlatego, ze niewatpliwie in a space outta sound to na tle poprzedniczki zwyzka formy pana Evelyna – powrot do klasycznego brzmienia z Smokers Delight ; wywazony minimalistyczny lounge najwyzsztch lotow, a nie zadne plastikowe loungycho – najlepiej swiadczy o tym ten rocksteady walek – megamagarzecz

ryzpect

tek
tek
15 lat temu

UU!! Mam wrażenie (choćz pewnością mylne), że recenzent zetknął się NOW chyba p[oraz pierwszy. Jesli oczekuje się jakiegoświelkiego dziania to można sięrozczarować. TO zawsze była muzyka lekka, łatwa i przyjemna, opatra przede wszystkim na pętlach o doskonałym brzmieniu. Smokers delight po prostu! MOim skromnym zdaniem dobra płyta, z pewnościąlepsza od porzedniczki MInd Elavation .

tek hi
tek hi
15 lat temu

Wybacz przytyk, widocznie wysłany pod zły adres. Polemiki nie możemy zakończyć, bo jej nie prowadzimy. A delikatnie zjadliwy byłem bo wkurzają mnie teksty typu prawda jest jak dupa . Z oprzyjemnością wymieniłbym kilka uwaga jeszcze w tym temacie, no ale uznaliśmy go za zakończony:) pzdr

Polecamy