Wpisz i kliknij enter

Struktura Rewolucji Muzycznych

o tym, że ameryka stanów zjednoczonych to zjawisko znacznie jakościowe różne od europy, nie trzeba praktycznie nikogo – w miarę zorientowanego przekonywać. pisano o tym już wiele razy, a różnice owe są łatwo zauważalne. dla niezorientowanych – polecam „gangi nowego jorku” – amerykanie to ludzie ulepieni z innej gliny – być może dzięki temu, że owego ulepienia dokonali sami – mając już punkt odniesienia w postaci europy. nie o tym jednak rzecz ma traktować. rzecz ma być o muzyce popularnej. muzyka zaś to rozrywka – jeden z oręża walki o konsumenta. o tym, że ameryka stanów zjednoczonych to zjawisko znacznie jakościowe różne od europy, nie trzeba praktycznie nikogo – w miarę zorientowanego przekonywać. pisano o tym już wiele razy, a różnice owe są łatwo zauważalne. dla niezorientowanych – polecam „gangi nowego jorku” – amerykanie to ludzie ulepieni z innej gliny – być może dzięki temu, że owego ulepienia dokonali sami – mając już punkt odniesienia w postaci europy. nie o tym jednak rzecz ma traktować. rzecz ma być o muzyce popularnej. muzyka zaś to rozrywka – jeden z oręża walki o konsumenta. stany zawsze miały inne niż europa propozycje. tam wszystko się zaczęło, kiedy biali buntownicy łamali konwenanse fascynując się czarnymi brzmieniami rythmnbluesa, okraszając wszystko swojskim country. elvis presley, buddy holly, johnny cash czy chuck barry rozpoczęli „brylantynową rewolucje”. europa zareagowała. wydała czwórkę ułożonych chłopców z the beatles, którzy nieco za długimi grzywkami, kruszyli mury brytyjskiej konserwy, przy której margaret thatcher była oazą libertynizmu. od tamtej pory mamy walkę ameryki z europą o rząd dusz dysponujący portfelem zasobnym na tyle by kupić płytę, pojechać na koncert czy choćby opłacić abonament telewizji kablowej umożliwiającej oglądanie idoli ( nie ważne czy pod szyldem pop, czy alt. )



















        cała historia muzyki popularnej to fale dominacji jednych nad drugimi. jeżeli druga połowa lat pięćdziesiątych należała do usa, o tyle lata sześćdziesiąte zdominowali the beatles. wyzwania roku 1968 były jednak dla chłopców ( a raczej już buntowników z długimi włosami i po próbach z lsd ) kresem. lennon się wycofał, mccartney zdziadział i ta historia jak każda inna miała swój koniec. ale w czasie tym popkultura miała nowe ikony rodem zza oceanu. the doors, the velvet underground, the gratefull dead, . oczywiście europa tez tworzyła i była twórcza ( pink floyd, can, dawid bowie ) ale dominowały stany. cały ruch zniszczyło to, co go wypromowało – komercjalizacja. pod koniec lat siedemdziesiątych w usa poza wciąż twórczą alternatywą ( new york dolls, television, captain beefheart, iggy pop – ojcowie chrzestni „nowej „rewolucji” ) sukcesy odnosił brokat i disco i soul. james brown, george clinton a także apoteoza tamtych czasów „grease” i „gorączka sobotniej nocy” ogarnęły stany zjednoczone. europa miała „glam” a potem sztuczności – abbe i boney m. doświadczenia psychodelii i rocka progresywnego kontynuowali propagatorzy hard – rocka i nowego gatunku heavy – matalu. pojawiali się nowi idole – led zeppelin, deep purple i inni. czekano jednak na nowa rewolucję. tak jak wietnam zrodził hipisów i ich psychodelię tak marazm i kłopoty gospodarcze wypluły największego śmiecia muzyki popularnej – punka. zachwyceni eksperymentami velvet underground, obrazoburczością new york dolls i noszący dziedzictwo melodyki obarczonej wpływem beatlesów, młodzi brytyjczycy porwali gitary i mimo że nie potrafili – zaczęli na nich grać.























takie początki miało sex pistols, the clash, chelsae, angelic upstairs, uk subs i setki innych ( które wybrać, a które pominąć? ) bunt był trochę na pozór, bo sex pistols to efekt niemalże castingu, a the clash specjalnie „przybrudzano” gitary by nie było słychać, że panowie potrafią już sprawnie na nich grać.


punk miał jednak siłę porażającą. wypromował całe rzesze artystów i postaci nie tylko związanych z muzyką ( malcolm mclaren, vivien westwood, julien temple, bob geldof, billy idol i inni ). punk to tryumf totalny. amerykanie tylko mogli zareagować – ale dominować nie mieli szans. wypuścili świetnie postpunkowe the talking heades, na straży punka postawili jello biafrę z dead kennedys i zahipnotyzowani patrzyli na wielką brytanię. tu już próbowano wzniecić kolejną rewolucję. koniunktura poprawiała się a młodzież chciała się bawić. nadchodziły lata osiemdziesiąte – lata „szyku i fasonu”. zapoczątkował je już w 1978 steve strange powołując do życia visage. new romantic stał się faktem. brał melancholię post-punka ( szczególnie spod znaku joy division ), syntezatory od kraftwerk ( gary numan, depeche mode ) i melodykę disco ze stanów ( duran duran ). nadal dominował. w stanach coraz popularniejsza stawała się czarna muzyka. powstawał rap, hip – hop, karierę zaczynali afrika bambaata, public enemy, ice t, ice cube czy beastie boys. nadal silne było disco – teraz mieszane z dokonaniami nowych młodych twórców. ponadto odgrzewano „stare kotlety” : motorhead zmieszało heavy metal z punkiem, kabaretową wizją punka śmieszyło kiss ; jedynym odkrywczym gitarowym zespołem była metallica, która odświeżyła brzmienia heavy metalowe.


oba kontynenty szły jednak własnymi torami. czekano na przesilenie. w niczym niezmąconych czasach mc hammera i new kids on the block, kiedy brytyjczycy bawili się w rytmach „madchesterskiego” raveu nagle nastąpił wybuch. lata dziewięćdziesiąte to ostatnia wielka rewolucja muzyczna. zapatrzony na „europejskich” amerykanów z pixies, kurt cobain wraz z dwójką kolegów zaatakował we flanelowych koszulach muzyczny świat. grunge łączył doświadczenia hard -rocka i psychodelii ( pearl jam, soungarden ) oraz punka i rocknrolla spod znaku beatlesów ( nirvana ). gitarowe indie ogarnęło świat i stało się wyznacznikiem alternatywy.























zaskoczeni anglicy zareagowali mało twórczym brit-popem. grunge jednak – tak jak nagle się zaczął – tak nagle odszedł wraz ze swym symbolem. mtv na żywo pokazywało dom cobaina, a jego zona wyzywała go od drani za to że rozwalił sobie głowę dwururówką. flanele stawały się powoli symbolem kiczu. mimo prób amerykanów ( hard-core, neopunk, nu-metal ) muzyka wracała do europy. świetną płytę nagrali niedawni epigoni grungeu i brit – popu – radiohead( ok. computer ), oblicze zmieniał kolejny okręt flagowy brit-popu – blur. wielki sukces na nowo odnosić zaczęła elektronika, mającą silne korzenie i wpływy w niemczech ( kraftwerk, tangerine dream ) w postaci techno i postechno ( westbam, dr motte, sven vath, mouse on mars, ), w wielkiej brytanii, gdzie wciąż świeża była pamięć tanecznego szaleństwa raveu ( rodził się nowy house, trip -hop, drumnbase ) i we francji ( daft punk i air przypomnieli to o czym pamiętali tylko francuzi – easy listening). zmierzchem elektroniki był elektro-klash – new romantic w stylu i konsumpcji i punk w obrazoburczości i zadziorności. miss kitten, anthony rother, ladytron, chiks on speed, peaches atakowali „wściekłością i kiczem ” w odróżnieniu do punka którego cechowała „wściekłość i brud”. ameryka zaś skupiła się na czarnym graniu. wyjątki stanowili wykonawcy tacy jak dj shadow, death in vegas, dot allison, czy wspominane peaches ( co ciekawe dwaj ostatni wykonawcy to kanada ). w swym graniu byli tak europejscy jak swego czasu the pixies. do europy wyjechała madonna wiedząc ze większe szanse ma na sukces pracując z williamem orbitem czy mirwaisem niż w stanach.


po raz kolejny jednak, wtedy kiedy praktycznie nikt się tego nie spodziewał nastąpiło kolejne tąpnięcie. w momencie kiedy wszyscy już zapomnieli o gitarach, a co zuchwalsi drwili z nich bezczelnie, nagle dawne brzmienie wróciło do łask. nastąpiło to w pogubionych od czasu grungeu stanach. jest to dziwne o tyle, że to co dziś grają the strokes, the white stripes, yeah yeah, yeahs, the liars czy the rapture, korzeniami tkwi w wielkiej brytanii, podobnie jak tam korzeniami tkwiła nirvana. oczywiście europa nie próżnuje i reaguje i dziś tez możemy posłuchać utrzymanego w tym klimacie szwedzkiego the hives czy kabaretowego przypominającego czasy queen i def lepard zespołu the darkness. punkt ciężkości jednak się przesunął. madonna wróciła do stanów ( ma tam fenomenalne the neptunes ) a stany znów powoli zaczynają nadawać ton. reaktywowały się tuzy gitarowego indie – wielkie symbole muzycznej sceny usa z lat 80-tych janes addiction i the pixies. zmienia się oczywiście siła wyrazu. gdzieś w zapomnienie odeszła ideologia. o ile jeszcze zalążki jej widać było w grungeu o tyle teraz nie ma większego znaczenia. muzyka to zabawa konwencją, stylem, a nie sposób uprawiania polityki( punk ) czy religii ( psychodelia ). tak więc można powiedzieć że zmienia się jedynie styl zabawy i jej forma.























cel muzyki nie zmienia się – wciąż chodzi o zabawę, wojna w iraku jest za mała i za sprawna, by na fali protestu przeciw niej zrodzić się mogło głębsze zjawisko( przeciw niej protestują wykonawcy już uznani – radiohead, blur, madonna czy massie attack.). młodych zespołów to raczej nie rusza. szczególnie widać to w przypadku the darkness które odnawia klasyczne, kabaretowe oblicze rocnrolla.


trudno powiedzieć, jaka jest siła zjawiska i jego żywotność. wszak kilka lat temu perry farrel wieścił gitarową rewoltę, czy już nadeszła – zobaczymy. na pewno ma zupełnie innych charakter i siłę oddziaływania niż poprzednie. w tej całej batalii obu kontynentów nie ma zwycięzcy. można widzieć tylko różnice. europa zawsze była bardziej intelektualna, nosząca doświadczenia setek lat rozważań i dysput. amerykanie to „self made mani” potomkowie europejskich złodziejaszków, bandziorów i biedoty. stworzyli siebie sami a europejską gadatliwość i patetyczność zawsze wyśmiewali dostrzegając rozwiązania prostsze i szybsze. podobnie rzecz odbija się w muzyce. europa lubi pouczać; mieszać konwencje, tworzyć ideologie. amerykanie są zupełni inni – oni chcą się bawić, rzadko starają się wznieść ponad to. „ambitne” zjawiska zazwyczaj są bardziej popularne w europie niż w stanach – jak np. talking heads, pixies, czy r.e.m. elvis śpiewał tylko o miłości i zabawie, w innym kierunku szły już dokonania beatlesów. wreszcie tak jak stany wydają się być zjawiskiem w miarę homogenicznym ( poza tradycyjnie kowbojskim południem i hybrydami w postaci nowego jorku i chicago ) to europa różni się zdecydowanie. wielka brytania, francja, niemcy czy ostatnio coraz dynamiczniejsi skandynawowie tworzą rzeczy gatunkowo zupełnie różne. to jednak temat na inny artykuł.







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
2 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
18second
18second
11 lat temu

Dobry artykuł. I gdyby nie komentarz wodzireja w najnowszych komentarzach, który prawdopodbnie miał trafić gdzie indziej, pewnie bym go nie przeczytał 🙂

wlodzirej@gmail.com
wlodzirej@gmail.com
11 lat temu

Festyn petarda.Ale karnety z polem namiotowym juz wyprzedane.Znajomy ma pole na ktorym nieuprawia nic poza porannom joga wiec jezeli ktos bedzie chcial sie u niego rozbic to walcie na 794-620-372

Polecamy