Wpisz i kliknij enter

Xeltrei – Litotes


Jak podaje „Słownik krzyżówkowicza” litota to przeciwieństwo hiperboli polegające na umniejszeniu znaczenia zjawiska przez zaprzeczenie przeciwieństwa (np. niezłe, niegłupie itp.). W kontekście nagrania prezentowanego przez Xeltrei umniejszenie wydaje się być tym słowem, tym happy word, za którym gonią tłumacze. Ale litota to także figura retoryczna stosowana, gdy mówca stwierdza, że brak mu odpowiednich słów, umiejętności, czasu itp., aby właściwie przedstawić temat. I to też się zgadza, jeśli mowa o Xeltrei.
Jeszcze nie słyszałem takiej płyty. Najbardziej ascetyczne, minimalistyczne ambienty i downtempa wydają się być przy „Litotes” rozbuchanymi symfoniami. Niemalże nic się na tej płycie nie dzieje. Wprawione w ruchy łudząco podobne do przypadkowości, uderzenia klawiszy rozpływają się kanałach unikając pozostawania w centrum uwagi. Chwyta się je kątem ucha przeczuwając raczej niż realnie doznając. Gęste, ale wyciszone i zdystansowane fieldrecordingi, moszczą schowanka dla wiodących dźwięków i chronią je przed odbiorcą, przesłaniając je i budując wrażenie obserwowania małego światka wewnątrz szklanej kuli lub krągłego akwarium. Skondensowana atmosfera tych mikroskopijnych przestrzeni sprawia, że ich elementy zdają się unosić wewnątrz płynu pozytywowego lub w zawężonym kadrze potraktowanym maksymalnym slowmotion.
Trudno rozróżnić poszczególne utwory tej półgodzinnej płyty, jako że wszystkie są do siebie łudząco podobne i stanowią raczej realizację pomysłu na muzykę niż muzykę samą w sobie. Możliwe do wychwycenia wahania ładunku emocjonalnego są zbyt małe, by można mówić o jakichkolwiek progresjach, nawet w sensie czystych impresji. Nie są to spowolnione do ostateczności sekwencje pianinowych akordów Vikki Jackman ani też, jedynie pozornie statyczne, soundscapey Forestflies, Basinskiego itp..
Xeltrei wydaje się być czysto eksperymentalnym projektem dla fanów melancholijnej, antydynamicznej muzyki sprawdzającej się jako rozrusznik wyobraźni i użytkowe tło dźwiękowe do czytania/nauki. Zapętlone w nieskończony repeat, utwory składające się na „Litotes” niepostrzeżenie krystalizują się w namacalną atmosferę wypełniającą pomieszczenie jak kurz albo spokój. Niemal niemożliwym wydaje się być wykrzesanie z siebie bardziej obrazowych porównań dla muzyki imitującej chyba wyłącznie somatyczny proces rozgrywający się gdzieś w szarej masie mózgu. Być może tak wygląda miłość w Szwecji , bo w końcu, jak da się wyczytać z myspace, „Litotes” to „lo-fi piano music made with love” (skład: David Wenngren z Library Tapes i jakaś młoda Szwedka, Erika), ale bardziej prawdopodobnym wydaje się być nawet zapis obecnej w procesie powstawania, na przykład wspomnień, mozolnej delikatności.
2007







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
F.
F.
13 lat temu

Tak, to i niby koniec na długi długi czas z tym Wenngrenem całym. Teraz Miss Kittin wyrywa mnie z tych oparów/opałów, ale z drugiej strony nowe Library Tapes już za czas jakiś, a ja powolutku się chyba uzależniłem. Pozdr!

paide
paide
13 lat temu

to była kwestia czasu żeby pojawiła się recenzja i tego projektu Pana Wennegrena. dzięki filipie za opis. muzyka godna polecenia. pozdrawiam!

Polecamy