Wpisz i kliknij enter

Clark – Growls Garden


Niewiele ponad rok po bezkompromisowym „Turning Dragon” Chris Clark powraca ze świeżym materiałem, aanonsowanym przez Warp Records jako zabójcza mieszanka bogactwa i głębi „Body Riddle” z gwałtownością ostatniej płyty. Wydaną właśnie epkę „Growls Garden” wypełnia zaledwie 25 minut muzyki, lecz jest to czas niezwykle intensywny.

O ile w początkach kariery Clarka można było mówić o pewnych jego podobieństwach do klasyków IDM-u (tu każdy wstawi sobie, co łaska), o tyle obecnie jest to artysta bardzo wyrazisty, który twórczość prekursorów potraktował raczej jako punkt odniesienia dla własnych poszukiwań, a nie, jak chcieliby niektórzy, okazję do naśladowniczego rzemiosła. Każde kolejne wydawnictwo sygnowane nazwiskiem zamieszkałego w Berlinie Brytyjczyka przynosi coś nowego.

„Growls Garden” otwiera utwór tytułowy, w którym analogowe piękno ściera się z cyfrowym hałasem. Wprawdzie miażdżący bas, przesterowane syntezatory i electro-beat słyszeliśmy u Clarka już wcześniej, ale wykorzystanie własnego wokalu to już ewenement, na dodatek wokalu przetworzonego do tego stopnia, że brzmi niczym David Bowie zza grobu. Artysta ewidentnie fałszuje (to na wypadek gdyby komuś się wydawało, że odkrył Amerykę), ale robi to na tle melodii tak chwytliwej, że w alternatywnym wszechświecie zapewniłaby kawałkowi miejsce w pierwszej dziesiątce na liście przebojów, bo po prostu nie chce wyjść z głowy.

„The Magnet Mine”, „Seaweed” i „Gonk Roughage” (ten pierwszy powala, zaś ostatni jest wyjątkowo słaby, co uczciwie przyznaję) to trzy owoce wpływu nowego otoczenia, zwłaszcza tego z okolic ulic Paul-Lincke-Ufer i Leipziger Strasse – szorstkie, hałaśliwe techno w antyhedonistycznym wydaniu, które nie ogranicza się do kilku repetetywnych motywów, lecz imponuje złożonością i nieprzewidywalnością. Za każdym razem jest to inny rodzaj tańca. Dwa ostatnie utwory stanowią niespodziankę: „Distant Father Torch” intryguje syntezatorowymi arpeggiami wplecionymi w połamany rytm o umiarkowanym tempie, przywołując zarówno genialnego „Herzoga” z „Body Riddle”, jak i atmosferę mrocznych, kleistych dźwięków z „Empty The Bones Of You”; finalny „Farewell Mining Town” to z kolei przeraźliwie piękny, choć krótki epilog, odwołujący się do najlepszych tradycji pastoralnego ambientu w konwencji pamiętnych „Disintegration Loops” Basinskiego.

Po wysłuchaniu epki apetyt na długogrający album Clarka niemożebnie wzrasta. Podobno ma się ukazać jeszcze w tym roku. Oby!
2009







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
Krzysiu
Krzysiu
11 lat temu

Część kawałków Clark dał nam liznąć na FNM w zeszłym roku. Normalnie czekałem na tę epe z pazurami w zębach. i oto jest! Ciekawe kiedy będzie można w PL dostać albo chociaż na junodownload.com
Jedzieta w tym roku na FNM?

project_unknown
project_unknown
11 lat temu

pięknie! jak można powiedzieć, że „gonk roughage” jest słaby?! typowy, clarkowski ogień, wręcz analogiczny do „for wolves crew”. przy tym utworze aż chce się połamać nogi, a tu masz! jest wyjątkowo słaby i tyle. nie mam zamiaru rozkładać jego stylu na czynniki pierwsze, ponieważ nie o to chodzi. wszyscy powinni wiedzieć na co stać clarka, a na growls garden idealnie pokazuje, że ma koncepcję przynajmniej na najbliższe pięć lat. dlatego nie potrafię tego zrozumieć, jak „gonk roughage” może być słaby?! recenzja – przerost formy nad treścią. i radzę zrozumieć muzę clarka, ponieważ wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują na to, że nie pozostawi wam żadnych złudzeń.

^^
^^
11 lat temu

dobrze budzi rano człowieka do życia tranwaju. Pora, żeby Clark znowu do nas zawitał 😉

k.
k.
11 lat temu

Świetna płyta! Choć na festivalu NM nie byłem zachwycony występem…

ataxiaa
ataxiaa
11 lat temu

Dawno tak dobrze nie bawiłem się przy Clarku. Wszystkie utwory ładnie wymierzone i skorojone, bez zbędnych powyciąganych i wyfiokowanych struktur. Z tego co kojarzę to Gonk Roughage dane nam było słyszeć na poprzedniej edycji FNM? świetny numer.

lumpolini
lumpolini
11 lat temu

na jutjubie juz sa cale walki 😉
i bez przesady gonk rouhage nie jest takie zle, natomiast seaweed nie ogarniam i juz

kRypTon
kRypTon
11 lat temu

przy tytułowym growls garden gubię się na prostej ścieżce, piękne!

Polecamy