Wpisz i kliknij enter

Erik Truffaz/Murcof – Mexico


Pracę nad albumami zainspirowały podróże, Truffaz odwiedził wiele zakątków Ziemi, a także zaprosił innych muzyków do wspólnej pracy. Tak powstał „Paris”, „Benares” oraz „Mexico”.
Praca nad tym ostatnim nie byłaby możliwa, gdyby nie Internet. Truffaz nagrywał swoje partie, a potem wysyłał je do Murcofa, „żeby zobaczyć, czy mu się spodobają, czy nie” – mówi. Ponieważ się spodobały, wymieniali się w ten sposób plikami, aż przyszedł czas na pracę w studiu. Murcof przyleciał do Paryża, aby wspólnymi siłami dopracować nagrany materiał – zajęło to 4 dni.
„Mexico” łączy, wydawałoby się, odrębne światy dwóch artystów, jeden wyrastający prosto z jazzu, drugi z mieszanki ambientu, IDM-owej mikroelektroniki, jak również klasyki. Ten konglomerat sprawia, że otrzymujemy trzy emocjonujące i świeże brzmieniowo utwory.
Pierwszy z nich „Al Mediodia” z początku rozciąga się sennymi akordami. Potem rytm wyznacza pulsujące uderzenie z nałożonym nań echem oraz miarowe zimne pląśnięcia pianina. Trąbka Truffaza wygrywa zamyślone melodie, zaś gęste aranżacje Murcofa wypełniają przestrzeń po brzegi, a wszystko skąpane jest w pogłosach. Znajdujemy się w leniwym, z lekka nostalgicznym świecie, który dopiero ma zamiar obudzić się do życia.

„Good News From The Desert” na tle ambientowych szumów i buczącego dronu przynosi nam odmianę w postaci żywszej perkusji oraz niespokojnej, tu i ówdzie przesterowanej i rwącej trąbki. Trochę jakbyśmy znaleźli się na pustyni, tyle że nieco ruchliwej. Utwór powoli wycisza się, podobnie jak się zaczynał.
W „Avant LAube” usłyszymy tykające niby zegar pianino, które nastrojem wzbudza strach przed nieuchronnym. Przez pierwsze cztery minuty utwór pozostaje zawieszony w zagadkowych barwach dźwiękowych, jak szumy, trzaski, tąpnięcia i inne hałasy, czemu co i rusz wtóruje oddalona trąbka. Potem rozbrzmiewa z dodatkową siłą, nuty stają się podniosłe, ale pianino nie przestaje tykać. Trąbka szarpie się, a niezbadane przestrzenie fal dźwiękowych jednocześnie napełniają nadzieją i każą tęsknić za czymś. To jak zobaczyć wschodzące słońce. Bez oporów daję się ponieść tej emfatycznej wizji.

Album „Mexico” wykracza daleko poza Meksyk, ale sam Erik Truffaz przyznał, że w tej muzyce widzi więcej pustyni gdzieś z południowej części Kalifornii, niż Mexico City. Artyści zabierają nas w nastrojową podróż i robią to z kunsztem utalentowanego gawędziarza, silnie oddziałując na wyobraźnię. Elektronika, zazwyczaj u Murcofa niespokojna i tajemnicza, dzięki trąbce Truffaza wybrzmiewa tutaj bardziej lirycznie. Muzyka nadal pozostaje nie do końca odgadniona, lecz przebija się przez nią więcej światła. Dobrze usłyszeć nowe wieści z obozu wizjonerskiego Meksykanina. Kapitalna kolaboracja dwóch muzyków.
Blue Note/EMI







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments
hdr
hdr
12 lat temu

Zgadza się, jest to najciekawsza część projektu, jesli idzie o elektronikę to mozna powiedziec jedyna. Bo i Benares, i Paris to zupełnie inne rodzaje muzyki, inaczej potraktowana trąbka Truffaza. Paris ciekawy przez beatboxera. Benares mniej innowacyjny, jakby dla fanów jazzu klasycznego, mimo etnicznych hinduskich elemntów, ale trąbka i fortepian szczególnie ten klimat podkreślają. A mexico, relwelacja po prostu.

m4p
m4p
12 lat temu

Bardzo przyjemna EPka ale szkoda że tylko Epka, ilekroć jej słucham jestem rozczarowany że tak szybko się kończy.

Polecamy