Shanti Celeste – Tangerine
Paweł Gzyl:

Na poprawę nastroju.

BNNT – Middle West
Jarek Szczęsny:

Gorzka pigułka.

Ansome – Hands Of The Harbour
Paweł Gzyl:

Punkowy gest.

Lapalux – Amnioverse
Ania Pietrzak:

Jak zachwyca?

Various Artists – X – Ten Years Of Artefacts
Paweł Gzyl:

Techno w swej najbardziej pomysłowej wersji.

Julek Płoski – śpie
Jarek Szczęsny:

Coś nowego.

Karenn – Grapefruit Regret
Paweł Gzyl:

Pariah i Blawan improwizują.

Moor Mother – Analog Fluids Of Sonic Black Holes
Jarek Szczęsny:

Hałas i chaos.

Jazz Band Młynarski-Masecki – Płyta z zadrą w sercu
Jarek Szczęsny:

Jedna dla wszystkich.

Shapednoise – Aesthesis
Paweł Gzyl:

Nieznane mutacje basowych brzmień.

A Winged Victory for the Sullen – „The Undivided Five”
Mateusz Piżyński:

Ambientowe nowości z Ninja Tune

Enchanted Hunters – Dwunasty Dom
Krzysiek Stęplowski:

Czasem naprawdę warto czekać. Warto wypatrywać, nawet latami, jeśli tylko cierpliwość nagrodzona ma być w taki sposób.

Ecnahnted Hunters Dwunasty Dom
Rrose – Hymn To Moisture
Paweł Gzyl:

Techno w stylu Marcela Duchampa.

Trzaska/Mazurkiewicz/Szpura – North Meridian
Jarek Szczęsny:

Można się spocić od samego słuchania.



Mikkel Meyer – Bacon


Czasem potrzeba jest matką wynalazku. Kiedy Mikkel Meyer był nastolatkiem, zafascynował się współczesną elektroniką. I od razu chciał tworzyć własne dźwięki. Niestety – ciężko było z kieszonkowego uciułać na nowy sprzęt. Nie pozostało mu zatem nic innego, jak skompletować odpowiedni zestaw instrumentów ze starych rupieci. Tygodnie buszowania po second-handach z elektroniką, zaowocowały stworzeniem własnego studia, wyposażonego w naprawiony i zmodyfikowany sprzęt. Być może dlatego wczesne nagrania Meyera miały zdecydowanie unikatowe brzmienie – jako jednym z niewielu muzyków elektronicznych zainteresował się nim sam John Peel, zaprosił do Londynu i wprowadził do modnej rozgłośni Resonance FM, w której duński producent pracował potem przez kilka późniejszych lat. Pierwsze płyty opublikowały mu dwie wytwórnie – brytyjski Smallfish i duński Statler & Waldorf. Nakładem tej ostatniej ukazuje się autorski debiut Meyera – „Bacon”.

Wczesne eksperymenty z techno i jazzem doprowadziły artystę do dubstepu. I właśnie w tej stylistyce utrzymane są wszystkie nagrania z krążka. Część z nich ma masywne podkłady rytmiczne, bliskie industrialnemu hip-hopowi („Tatar”) lub smolistemu dubowi („Jordbaerkage”), a inne – znacznie szybsze i lżejsze, prowadzące od ekspresyjnego breakbeatu („Kokostosca”) do dynamicznego drum`n`bassu („Kotlet”). Wszystkie te rytmy Meyer podbija oczywiście wyrazistymi pochodami basu – raz bliskiego rave`owym przesterom („Tunge”), a kiedy indziej – zdubowanym pulsacjom o jamajskim rodowodzie („Jordbaerkage”).

Trzymając się tych potężnych podkładów, duński producent eksperymentuje z pozostałymi elementami konstrukcji poszczególnych nagrań. W „Tatarze” atakuje jadowitymi ukąszeniami acidu, w „Kotelecie” wprowadza mroczne brzmienia postindustrialnych klawiszy, a w „Ostetaerte” – pohukuje falującymi blachami wywiedzionymi z estetyki newschoolowego techno w stylu wczesnego Neila Landstrumma. Nie brak tu również rwanych akordów o dubowej proweniencji – choćby w finałowych „Flødebudding” i „Jordbaerkage”.
Najciekawszym pomysłem Meyera jest jednak zaproszenie do kilku nagrań undergroundowych raperów. Oto w „Tunge” pojawia się żonglujący rymami Non z chicagowskiej formacji Shadowhuntaz, a w dwóch następnych utworach – „Kokostosca” i „Bananasplit” – dwóch nawijaczy z Tanzanii: Chidi Benza i Lufu. Ich egzotyczne rymy, wsparte afrykańskimi śpiewami, ożywiają chmurną i zimną muzykę Meyera, nadając jej bardziej organiczny charakter.

„Bacon” co prawda nie wyznacza jakichś nowych tendencji w dubstepie, ale jest solidnie i pomysłowo zrealizowaną płytą, która powinna przypaść do gustu każdemu wielbicielowi gatunku.

www.statler-waldorf.dk

www.myspace.com/statlerambwaldorf

www.mikkelmeyer.dk

www.myspace.com/mikkelmeyer
Statler & Waldorf 2009

 

 

 

Dołącz do ponad 13 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

Comments are closed.