Wpisz i kliknij enter

Dan Curtin – Lifeblood


Choć nie pochodzi z Detroit, a z Celeveland, jego muzyka zawsze brzmiała tak, jakby powstawała w Motor City. Bo przecież zadebiutował w 1992 roku zainspirowany dokonaniami klasyków techno i house. Szybko stworzył jednak własne brzmienie – gęste, głębokie i ilustracyjne – które z powodzeniem penetruje do dziś. Ma na swym koncie siedem albumów i niezliczoną ilość singli. Każda jego płyta zawiera jednak muzykę najwyższej próby. Nie inaczej jest z najnowszym krążkiem Dana Curtina – „Lifeblood” – wydanym przez berlińską oficynę Mobilee.

Amerykański producent tym razem zdecydowanie stawia na techno – większość nagrań z albumu mieści się w kanonie tego gatunku, choć każde z nich posiada własny charakter. Jest tu bowiem miejsce zarówno na detroitową poezję dźwięku, jak i klubowe killery, które z powodzeniem będą grane w Berghain.

Do tej pierwszej grupy należą kompozycje z pierwszej części płyty – „Invisible Man In Drag”, „I See Light” oraz „Two Tickets To Paris”. Curtin stawia w nich na nieco lżejsze podkłady rytmiczne, koncentrując się na tworzeniu przestrzennych aranżacji, w których jest miejsce na tajemniczo pohukujące klawisze, złagodzone akordy sonicznych syntezatorów i szeroko rozlane tła. Wszystko to układa się w niemal soundtrackową całość – od lat będącą zresztą specjalnością producenta z Cleveland.

Zdecydowanie bardziej nowocześnie wypadają tanecznie zorientowane nagrania – „Mirrors Reflecting” czy „Mr. Bean Do An E”. Tutaj uderzenia bitu są mocne i masywne, a uzupełniają je zdubowane efekty perkusyjne i mechaniczne uderzenia klawiszy. Curtin daleki jest jednak od berlińskiego minimalizmu. Ozdabia swe nagrania wokalizami – odsyłając w ten sposób słuchacza do swych bardziej melodyjnych eksperymentów z housem.

Bo okazuje się, że i takiego grania nie brakuje na „Lifeblood”. Początkowo amerykański producent sięga po najtwardszą wersję gatunku – hard house. To dwa utwory – „Other (Lost In You Mix)” i „Blast”. Surowe i twarde rytmy niosą tu ciepłe pląsy organicznych syntezatorów, jazzowe pasaże trąbki dochodzące z drugiego planu, a przede wszystkim soulowe zaśpiewy (w tym drugim wypadku w wykonaniu Marcellisa Wyatta). Podobne brzmienia, choć tym razem zdecydowanie bardziej chicagowskie niż detroitowe znajdujemy w „You Get What You Need”. Kiedy rozbrzmiewa szorstka partia melodyjnego piano – wiadomo, że przenieśliśmy się do słynnego klubu Warehouse w Wietrznym Mieście. Oczywiście ćwierć wieku temu.

Powrotem do jeszcze wcześniejszych fascynacji producenta z Cleveland są tu dwa hip-hopowe nagrania – „Perfect Affair” i „Can`t Say No”. Zarówno pierwsze, instrumentalne, z filmowymi samplami smyczków i fortepianu, jak i drugie, bardziej funkowe, z udziałem rymującego Blacknile`a, wskazuje, że Curtin świetnie sprawdziłby się również jako producent tego rodzaju muzyki. Właściwie dziwne, że do dziś nie zrealizował w pełni hip-hopowego albumu.

„Lifeblood” to płyta dla tych, którzy cenią w tanecznej elektronice wyrafinowany smak, precyzję produkcji, dbałość o detale i selektywność brzmienia. Dla nich nowe dzieło amerykańskiego producenta będzie przysłowiowym miodem na uszy.

www.mobilee-records.de

www.myspace.com/mobileerecords

www.myspace.com/thedancurtin

Mobilee 2010







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
0 komentarzy
Inline Feedbacks
View all comments

Polecamy

3 pytania – Miroff

Pytamy co słychać u wschodzącej gwiazdy nowoczesnej produkcji hiphopowej.