Wpisz i kliknij enter

Nkisi – 7 Directions

Kosmos można stracić z oczu.

Nkisi całkiem obca dla polskiego słuchacza być nie powinna. Wszakże występowała na festiwalu Unsound w 2017 roku. Na jej występ uwagę zwróciła Kasia Jaroch w swojej relacji, zresztą nasza autorka wymieniła jej dokonania w swoim podsumowaniu 2018  roku. Wraz z nastaniem nowego roku Nkisi, a właściwie Melika Ngombe Kolongo, wydała swój pierwszy, pełnowymiarowy album. Pozostała wierna swoim przekonaniom, którym chce dodać więcej mocy za pomocą muzyki. Można powiedzieć, że „7 Directions” to wypadkowa jej działalności w NON Worldwide oraz na brytyjskiej scenie undergroundowej. Od razu należy podkreślić, że efektem swojej pracy, zawiesza wysoko poprzeczkę, czyli mamy do czynienia z dziełem niebagatelnym.

Podwaliną pod muzykę stanowi afrykańska kosmologia Bantu-Kongo, a w szczególności pisma Dr Kimbwandende Kia Bunseki Fu-Kiau, uczonego z Kongo. Krótko mówiąc mamy do czynienia z badaniem afrykańskiej polirytmii za pomocą elektronicznej muzyki. Efekty tego połączenia słyszalne są już w pierwszym utworze. „I”, bo o nim mowa, jest gęstwiną rytmiczną pełną bębnów, zakrzywianą przez plamy syntezatorowe albo umiejscowione na drugim planie głosy. Właściwie całą fascynację kradnie wsłuchiwanie się w rozdźwięk syntezatora i perkusji. Dopiero po kilku przesłuchaniach można doszukać się również piękna w ozdobnikach.

Klarownym przykładem tego, co Nkisi serwuje, jest utwór „III”. Z początku płaszczyzna elektroniczna kusi kosmicznym wdziękiem, ale za chwilę do walki staje niemal nagi rytm. Z czasem utwór wzbogaca bas, ale podnosi się również „wycie”, które przemieszcza się pomiędzy kanałami. W „VI” pojawiają się nawet elementy techno. Wykorzystane, w tym przypadku, instrumentalnie do spotęgowania poczucia transu. Dość łatwo jest zgubić się pośród tych dźwięków. Żonglerka stylami przychodzi twórczyni z łatwością. Słychać to w porządnie zmieszanym „IV”. Echa muzyki klubowej wybrzmiewają natomiast w „V”, ale są tylko po to, aby zmienić je w nieoczywistość.

W ogóle tę kosmiczną nadbudowę można stracić z oczu, kiedy uwagę zaprzątnie jedynie rytm, który góruje swoim tempem nad całością. Najdłuższy utwór na płycie („II”) zagrany jest tak, że w praktyce mógłby istnieć bez słuchacza. Mam na myśli to, że stanowi w swej rozciągłości oraz wielorytmicznej postaci, byt niemalże odrębny. Z kolei zamykający „VII” uwiera wyjącym dźwiękiem, który towarzyszy nam przez cały czas trwania, jednocześnie przynosząc znakomite zakończenie znakomitej płyty. W ten sposób artystka ze znanych nam form stylistycznych wyprowadza nas w zupełnie nieznanym kierunku. Trudno tu będzie o jednoznaczną, taneczną klasyfikację. To muzyka bezbrzeżnie bogata i wciągająca. Spektakularny początek roku.

UIQ | 2019
FB







Jest nas 14 000 na Facebooku:


Subscribe
Powiadom o
guest
1 Komentarz
Inline Feedbacks
View all comments
Kasia Jaroch
Kasia Jaroch
1 rok temu

Przepiękne!

Polecamy