Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Nkisi – 7 Directions

Kosmos można stracić z oczu.

Nkisi całkiem obca dla polskiego słuchacza być nie powinna. Wszakże występowała na festiwalu Unsound w 2017 roku. Na jej występ uwagę zwróciła Kasia Jaroch w swojej relacji, zresztą nasza autorka wymieniła jej dokonania w swoim podsumowaniu 2018  roku. Wraz z nastaniem nowego roku Nkisi, a właściwie Melika Ngombe Kolongo, wydała swój pierwszy, pełnowymiarowy album. Pozostała wierna swoim przekonaniom, którym chce dodać więcej mocy za pomocą muzyki. Można powiedzieć, że „7 Directions” to wypadkowa jej działalności w NON Worldwide oraz na brytyjskiej scenie undergroundowej. Od razu należy podkreślić, że efektem swojej pracy, zawiesza wysoko poprzeczkę, czyli mamy do czynienia z dziełem niebagatelnym.

Podwaliną pod muzykę stanowi afrykańska kosmologia Bantu-Kongo, a w szczególności pisma Dr Kimbwandende Kia Bunseki Fu-Kiau, uczonego z Kongo. Krótko mówiąc mamy do czynienia z badaniem afrykańskiej polirytmii za pomocą elektronicznej muzyki. Efekty tego połączenia słyszalne są już w pierwszym utworze. „I”, bo o nim mowa, jest gęstwiną rytmiczną pełną bębnów, zakrzywianą przez plamy syntezatorowe albo umiejscowione na drugim planie głosy. Właściwie całą fascynację kradnie wsłuchiwanie się w rozdźwięk syntezatora i perkusji. Dopiero po kilku przesłuchaniach można doszukać się również piękna w ozdobnikach.

Klarownym przykładem tego, co Nkisi serwuje, jest utwór „III”. Z początku płaszczyzna elektroniczna kusi kosmicznym wdziękiem, ale za chwilę do walki staje niemal nagi rytm. Z czasem utwór wzbogaca bas, ale podnosi się również „wycie”, które przemieszcza się pomiędzy kanałami. W „VI” pojawiają się nawet elementy techno. Wykorzystane, w tym przypadku, instrumentalnie do spotęgowania poczucia transu. Dość łatwo jest zgubić się pośród tych dźwięków. Żonglerka stylami przychodzi twórczyni z łatwością. Słychać to w porządnie zmieszanym „IV”. Echa muzyki klubowej wybrzmiewają natomiast w „V”, ale są tylko po to, aby zmienić je w nieoczywistość.

W ogóle tę kosmiczną nadbudowę można stracić z oczu, kiedy uwagę zaprzątnie jedynie rytm, który góruje swoim tempem nad całością. Najdłuższy utwór na płycie („II”) zagrany jest tak, że w praktyce mógłby istnieć bez słuchacza. Mam na myśli to, że stanowi w swej rozciągłości oraz wielorytmicznej postaci, byt niemalże odrębny. Z kolei zamykający „VII” uwiera wyjącym dźwiękiem, który towarzyszy nam przez cały czas trwania, jednocześnie przynosząc znakomite zakończenie znakomitej płyty. W ten sposób artystka ze znanych nam form stylistycznych wyprowadza nas w zupełnie nieznanym kierunku. Trudno tu będzie o jednoznaczną, taneczną klasyfikację. To muzyka bezbrzeżnie bogata i wciągająca. Spektakularny początek roku.

UIQ | 2019
FB

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

1 Komentarz