Strycharski Kacperczyk Szpura – I love you SDSS
Jarek Szczęsny:

Oglądanie nerwów.

!!! (Chk Chk Chk) – Wallop
Mateusz Piżyński:

Ciężkość punka z lekkością funka.

cover
Barker – Utility
Paweł Gzyl:

Transhumanistyczne przyjemności.

Monya – Straight Ahead
Paweł Gzyl:

Industrialne techno o pozytywnej energii.

Wojciech Golczewski – The Priests Of Hiroshima
Jarek Szczęsny:

Ścieżka dźwiękowa dla ery atomowej.

Múm – Yesterday Was Dramatic – Today Is OK
Paweł Gzyl:

Klasyk emotroniki.

Hildur Guðnadóttir – Chernobyl (OST)
Jarek Szczęsny:

Wyobrazić sobie niewyobrażalne.

Pruski – Black Birds
Jarek Szczęsny:

Wyszlifowany onyks.

Jaromir Kamiński, Rafał Warszawski, Palms Palms, Break Janek
Ania Pietrzak:

Beats & breaks idealne na koniec wakacji…

Lech Nienartowicz – Wrażenia i Mechanizmy
Jarek Szczęsny:

Pierwsze wrażenie.

The Future Eve feat. Robert Wyatt – KiTsuNe / Brian The Fox
Łukasz Komła:

Na łączach z Robertem Wyattem.

Rites of Fall – Towards the Blackest Skies
Jarek Szczęsny:

Im dalej w las, tym ciemniej.

Hula – Voice
Paweł Gzyl:

Łabędzi śpiew mistrzów industrialnego funku.

Christian Scott aTunde Adjuah – Ancestral Recall
Jarek Szczęsny:

Raróg zwyczajny.



Savas Pascalidis – Nuclear Rawmance


O tym niemieckim producencie zrobiło się głośno na początku minionej dekady, kiedy to dał się poznać jako utalentowany odnowiciel muzyki disco i electro. Stylowe nagrania szybko zwróciły na niego uwagę Hella, co zaowocowało wydaniem przez Gigolo dwóch ciekawych albumów – „Galactic Gigolo” i „Disko Vietnam”. Później Savas Pascalidis poszedł swoją drogą – założył wytwórnię Lasergun i jej nakładem publikował własne utwory i innych wykonawców, rewitalizujących brzmienia z przełomu lat 70. i 80. Kiedy moda na electroclash minęła, niemiecki producent postanowił wrócić do swych korzeni – techno i house`u – od których zaczynał w połowie lat 90. Efektem tego okazało się otwarcie nowej wytwórni – Sweatshop – której nakładem ukazał się właśnie trzeci album Pascalidisa.

Zawartość „Nuclear Rawmance” dokładnie odpowiada swemu tytułowi – to surowa muzyka taneczna o potężnej mocy, bo wywiedziona z klasyki gatunku zdefiniowanej ćwierć wieku temu w Chicago i Detroit.

Już otwierający krążek „Logic State” daje pojęcie o tym, czego możemy spodziewać się po jego dalszej części. Twardy bit techno niesie tu chmurny pochód basu o nowofalowym rodowodzie skontrastowany ze świdrującymi pasażami kosmicznych klawiszy. W połowie utworu rozbrzmiewają nerwowe werble – tworząc groźny nastrój całej kompozycji.

Potem niemiecki producent przyciska pedał gazu jeszcze mocniej. „Sonic Groove” to piorunujące techno, które idealnie sprawdzi się na parkiecie w Berghain. Decyduje o tym przede wszystkim masywny podkład rytmiczny, który od spodu podbija industrialny loop, a z wierzchu – przykrywa rozedrgany motyw syntezatorowy. Podobnie wypadają dwa nagrania umieszczone w dalszej części płyty – „Manipulator” i „Echoplex”. W pierwszym Pascalidis kojarzy ze sobą płynne akordy podwodnych klawiszy z piekącymi smagnięciami metalicznych loopów, a w drugim – grzechoczące dźwięki zdubowanego piano z hipnotycznie pulsującym motywem. Efekty są znakomite – tak brzmi nowoczesne techno natchnione duchem wczesnych lat 90.

Nawet kiedy niemiecki producent sięga po house, nie przestaje dorzucać węgla do pieca. Wybiera bowiem najcięższą odmianę gatunku wywiedzioną wprost z dokonań pionierów z Chicago. „Delta Ray” i „Get Down” to morderczy hard house osadzony na miarowo wystukiwanym rytmie otoczonym perkusyjnymi efektami. Pozostałe elementy kompozycji idealnie pasują do takich bitów – to industrialne pogłosy w pierwszym z nich i soniczne akordy surowych klawiszy w drugim.

Osobliwym eksperymentem jest tutaj „Interspace”. Choć podkład utworu skonstruowany jest na wzór dubowego techno, to pozostałe elementy sprawiają wrażenie wyciągniętych z innych szuflad – a są to perliste tony jazzowych organów i rozwibrowane partie syntezatorów o synth-popowym sznycie. Mimo tej eklektycznej budowy, nagranie wypada intrygująco – jak niespodziewany przerywnik między ognistymi killerami o klubowym przeznaczeniu.

Bo oto na koniec płyty Pascalidis serwuje najbardziej ostre i hałaśliwe nagrania. „Web Of Fear”, „Flash Point” i „Deep Inside Ur Eyes” to siarczysty house o typowo chicagowskim brzmieniu. Mamy tu bowiem monotonne stuki automatu perkusyjnego uzupełnione szeleszczącymi talerzami, odpychające swą brzydotą, ale równocześnie fascynujące swą brutalnością kakofoniczne akordy klawiszy, falujące pochody przesterowanego basu i mroczne wokalizy. Niemal zwierzęca energia emanująca z tych kompozycji przywołuje na myśl podobne dokonania sprzed wielu lat – Roberta Armatniego, Steve`a Poindextera czy Green Velvet.

Ten zwrot Savasa Pascalidisa ku przeszłości, przypomina woltę, jaką wykonał niedawno jego dawny współpracownik – Hell. Obaj producenci postawili na odarte z wszelkich ozdobników klasyczne granie do tańca. Co ciekawe – w przypadku jednego i drugiego efekty okazały się znakomite.

www.sweatshop-records.com

www.myspace.com/sweatshopsounds

www.savas-pascalidis.com

www.myspace.com/savaspascalidis
Sweatshop 2010

 

Dołącz do ponad 10 000 fanów na Facebooku:

Komentarze

komentarze 4

  1. mallemma

    mega.

  2. Ndryu

    oby były owocne:)

  3. mallemma

    preview na soundcloudzie zachęciło mnie do poszukiwań 🙂

  4. Pan Rozpadlin

    Świetny lid !!!